Awans w pełni zasłużony
Po pokonaniu Juranda Ciechanów mistrzem Ligi Centralnej został Śląsk Wrocław i w przyszłym sezonie zagra w Orlen Superlidze.
Kamil Adamski w ucieczce przed kolegami, którzy chcą mu zabrać paterę za zwycięstwo w Lidze Centralnej. Fot. FB/WKS Śląsk Wrocław
To nie będzie zwykły mecz, to nie będzie zwykły dzień dla kibica Śląska. Przed nami mecz o awans! Mecz, który zadecyduje o promocji do Orlen Superligi - tak mobilizował swych kibiców klub ze stolicy Dolnego Śląska i ci ten apel wzięli sobie do serca.
W Hali Orbita zjawiło się ich 1700 i od pierwszego gwizdka do końcowej syreny wspierali swój zespół. Doping jak najbardziej się przydał, bo Wrocławianie pokonali Juranda Ciechanów 33:25 (13:10) i na wynik rozgrywanego 4 godziny później spotkania w Warszawie, gdzie gościła depcząca im po piętach Pogoń Szczecin, już nie musieli czekać. Swoją drogą w stolicy doszło do największej sensacji sezonu, bo zdegradowani do 1. ligi stołeczni akademicy pokonali wicemistrza Ligi Centralnej 28:27. Szczecinianie najwyraźniej znali rezultat meczu we Wrocławiu i stracili motywację do walki, będąc już myślami przy dwumeczu barażowym o awans. Jego rywalem będzie MKS Piotrkowianin, który zajął 11. miejsce w Superlidze.
W tym czasie w Orbicie trwała zabawa na całego. Efektowna patera od ZPRP za sportową promocję do elity przechodziła z rąk do rąk, kibice wiwatowali na cześć swoich ulubieńców. Teraz wszystko w głowach działaczy, którzy muszą zrobić wszystko (czytaj: zabezpieczyć odpowiedni budżet), aby klub - po zaledwie rocznej przerwie - mógł ponownie rywalizować z najlepszymi w kraju.
Zespół prowadzony przez Bartłomieja Koprowskiego i Jarosława Knopika - ten pierwszy zna klub jak własną kieszeń, do niedawna był w Śląsku rozgrywającym, potem jego trenerem, w zeszłym sezonie asystentem Patricka Liljestranda, a później jego następcą, zaś ten drugi niemal dekadę temu do Superligi Kobiet wprowadzał KPR Ruch Chorzów - od początku sezonu należał do faworytów i potwierdził swoje aspiracje. Powrót Śląska do najwyższej klasy rozgrywkowej to bardzo ważna informacja dla całego środowiska piłki ręcznej w Polsce. Wrocławianie na stałe zapisali się w historii polskiego szczypiorniaka, 15-krotnie sięgając po mistrzostwo, więc do elity nie wraca byle jaka firma. Za jej lidera uchodzi doświadczony były reprezentant Polski Kamil Adamski, który za sezon 2017/18 był nominowany do tytułu „odkrycie sezonu” Superligi, a po czterech latach został jej królem strzelców (162 gole dla MKS-u Kalisz) oraz najlepszym bocznym rozgrywającym. W tym sezonie próżno było go szukać w czołówce snajperów, bo w 25 spotkaniach zdobył 88 bramek, zajmując... 32. miejsce. Znacznie więcej, bo 105 trafień zapisał jego kolega klubowy Patryk Niedzielenko, co dało mu 21. lokatę. Ale nie indywidualny, tylko zespołowy sukces liczy się najbardziej i z niego cieszą się dziś we Wrocławiu. Latem działacze Śląska będą jednak musieli solidnie wzmocnić zespół, by od września walczył o coś więcej niż tylko utrzymanie w elicie.
Marek Hajkowski