Berlin zdobyty!
Wicemistrzowie Polski dokonali sztuki, której w tym sezonie nikomu nie udało się urzeczywistnić. Pokonali niemieckie Lisy i to w ich twierdzy.
Kielczanie celebrują ogromy sukces w berlińskiej Max Schmeling-Halle. Fot. PAP / EPA
LIGA MISTRZÓW
Oba zespoły przystępowały do gry w komfortowej sytuacji. Miały bowiem zapewniony awans do kolejnej fazy. Niemieccy liderzy grupy A są już w ćwierćfinale, a Kielczanie o ten etap rozgrywek powalczą w 1/8 finału. Skala trudności była najwyższa z możliwych, ponieważ w tym sezonie jeszcze nikomu nie udało się wywieźć punktów z Max-Schmeling-Halle w Berlinie.
Początek spotkania wicemistrzowie Polski mieli bardzo ciekawy. Podbudowani ubiegłotygodniowym zwycięstwem nad faworyzowanym Veszprem w kieleckiej Hali Legionów postanowili pójść za ciosem i dość szybko uciekli gospodarzom na trzy trafienia, ale od tego momentu - interwencja po interwencji - rozkręcał się bramkarz Dejan Milosavljev; potężny Serb od kolejnego sezonu będzie zawodnikiem Industrii. Napędzał się też najlepszy szczypiornista świata, Duńczyk Mathias Gidsel.
Wicemistrzowie Polski rozgrywali jednak bardzo dobre zawody. Grali spokojnie, mocno stali w obronie, nie popełniali niewymuszonych błędów, co w końcówce premierowej odsłony pozwoliło im objąć nawet czterobramkowe prowadzenie. Ostatecznie po 30 minutach mieli dwa gole na plusie i przy niezłej postawie – do niewielu elementów można się było przyczepić - była to obiecująca zaliczka w „jaskini Lisów”.
Druga połowa rozpoczęła się od fantastycznej bramki z drugiej linii w samo „okienko” Szymona Sićki, a potem kolejnego trafienia, tym razem po rzucie z biodra lewego rozgrywającego Industrii. Po 40 minutach tego ciekawego meczu goście mieli cztery gole na plusie, więc Nicolej Krikau poprosił o minutową przerwę. Po niej zadyszkę złapali Kielczanie, przez 6 minut byli bez bramki, co natychmiast wykorzystali mistrzowie Niemiec, obejmując prowadzenie. Robiło się coraz bardziej gorąco i emocjonująco. Żółtą kartką ukarany został wybuchający przy linii trener Tałant Dujszebajew. Trudna sytuacja jego zespołu stała się jeszcze trudniejsza, gdyż w 56 minucie kontuzję mięśnia dwugłowego zgłosił rozgrywający bardzo dobre zawody kapitan Alex Dujszebajew. Ostatnie 120 sekund mistrzowie Polski rozegrali na własnych warunkach. Dwa razy kapitalnie interweniował w bramce Klemen Ferlin, a kropkę nad „i” postawili mocno poturbowany Michał Olejniczak i Daniel Dujszebajew. Tym samym ogromna sensacja stała się faktem. Od remisu (33:33) Z HBC Nantes w zeszłym sezonie Lisy odprawiły z kwitkiem dwunastu z rzędu rywali. Po 13. zwycięstwo we własnej hali nie zdołali już sięgnąć.
◼ Fuechse Berlin - Industria Kielce 31:33 (13:15)
BERLIN: Ludwig, Milosavljev - Darj, Prantner 2, Andersson 1, Bengoechea 2, Grondahl 9/6, Lichtlein 5, Gidsel 10, Freihoefer, Pichiri, Langhoff, Herburger, av Teigum, Marsenić 2. Kary: 8 min. Trener Nicolej KRIKAU.
KIELCE: Cordalija, Ferlin – Olejniczak 3, Sićko 6, A. Dujszebajew 4, Kounkoud 2, Maqueda 1, Moryto 1, D. Dujszebajew 4, Latosiński, Karalek 2, Vlah 2, Rogulski, Monar 3, Jarosiewicz 3/3, Nahi 2. Kary: 10 min. Trener Tałant DUJSZEBAJEW.
Sędziowali: Marko Boricić i Dejan Marković (Serbia). Widzów 8611.
Przebieg meczu: 1:0 (1), 1:2 (3), 3:6 (9 ), 6:6 (13), 8:7 (17), 8:9 (20), 9:11 (22), 10:13 (25), 11:15 (29), 13:15 (30), 13:17 (31), 18:22 (40), 26:25 (49), 27:27 (53), 30:30 (58), 30:31 (59), 31:33 (60).