Bez sztyla do flagi

Pierwszy raz na meczu na Stadionie Śląskim byłem, kiedy miałem 12 lat. Wrażenie? Niesamowite, nie do zapomnienia. 80 tysięcy ludzi na trybunach, dobra majowa pogoda, no i rywal…

Zbigniew Boniek w meczu eliminacji Polska - ZSRS w maju 1983 roku. Zdobył wtedy bramkę na 1:0. Fot. PAP

Polski reprezentacyjny futbol wciąż był w światowej czołówce. W 1983 roku biliśmy się o awans na francuskie EURO m.in. z reprezentacją ZSRR. U nas trwał jeszcze stan wojenny, spokoju nie było. Przed stadionem - pełno ZOMO, czyli Zmotoryzowanych Odwodów Milicji Obywatelskiej, przeznaczonych do pacyfikacji opornych, głównie solidarnościowej opozycji walczącej z komunistycznym rządem. Kilkanaście miesięcy wcześniej krwawo spacyfikowały nieodległą od Stadionu Śląskiego kopalnię Wujek. Środki ostrożności w meczu rozegranym 22 maja 1983 były posunięte tak daleko, że zabroniono przynosić flagi na drzewcach. Mogła być sama flaga. Milicja i władza obawiały się demonstracji i tego, że drewniane sztyle mogą posłużyć do walki z zomowcami...

Były transparenty, „Dziś Orzeł wygra z Miszką”, były niecenzuralne okrzyki, ale nic pozasportowego się nie wydarzyło. Sporo działo się za to na murawie. Dla nas był to mecz o być albo nie być, bo miesiąc wcześniej niespodziewanie zremisowaliśmy na Stadionie Dziesięciolecia z Finlandią, a jeszcze wcześniej - przegraliśmy z Portugalią. 

Z Ruskimi było nawet nieźle: prowadziliśmy, ale potem nieszczęśliwa interwencja Romana Wójcickiego. Do dziś mam przed oczami tą sytuację, bo akurat w tym sektorze stadionu z ojcem siedzieliśmy. Wyciąga w ślizgu swoją długą nogę po dośrodkowaniu rywala z lewej strony (Anatolija Demianienki), piłka zmienia kierunek i wpada do siatki. Józef Młynarczyk pewnie złapałby futbolówkę, bo piłka leciała wolno... Jest 1:1, do końca nic już się nie zmienia, tracimy kolejne punkty i przegrywamy eliminacje.

Potem, w ramach „zemsty”, pomogliśmy Portugalii awansować do finałów ME, przegrywając z nią rewanż we Wrocławiu 0:1. Kiedy rywal strzelił bramkę, kilka tysięcy widzów na prawie pustym Stadionie Olimpijskim krzyczało pod adresem piłkarzy „Jeszcze jeden!”. Ruskie nie zagrały na francuskim turnieju...

Michał Zichlarz

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się