Czekając na majówkę

W klubie spod Jasnej Góry mają powody, aby zbliżającego się wielkimi krokami finału Pucharu Polski wyczekiwać z dużą dozą optymizmu.

Patryk Makuch (na pierwszym planie) ma ostatnio wiele powodów do radości. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Dwa zwycięstwa z rzędu, sześć goli w dwóch ostatnich meczach, pierwsza wiosenna wygrana na wyjeździe oraz powrót do treningów i gry kilku kontuzjowanych zawodników... Wszystko to sprawia, że do Warszawy na czwarty w ostatnich sześciu latach finał krajowego pucharu aktualni wicemistrzowie Polski udadzą się w wyjątkowo dobrych nastrojach.

W samą porę?

Raków po odejściu Marka Papszuna w grudniu ubiegłego roku długo w rundzie rewanżowej zawodził, tracił punkty, ale… inni też mieli podobne problemy. Może się okazać, że jeśli pod Jasną Górą złapali formę na finiszu, to sezon, który w pewnym momencie wydawał się spisany na straty, okaże się całkiem udany. Jeśli Raków wygra finał z Górnikiem Zabrze, już na pewno takim będzie, a przecież wciąż w realnym zasięgu wydaje się powtórzenie ubiegłorocznego wyniku w lidze, czyli zdobycie wicemistrzostwa (o dogonieniu Lecha nikt raczej już nie marzy). W obecnych rozgrywkach ma ono niesamowicie wielką wagę, ponieważ po raz pierwszy nie tylko mistrz Polski, ale także druga drużyna ekstraklasy weźmie udział w eliminacjach Ligi Mistrzów. Wygrany Puchar z kolei to pewność gry w III rundzie eliminacyjnej Ligi Europy. Jeśli połączymy to z kształtem tabeli na cztery kolejki przed końcem, to czeka nas prawdopodobnie najbardziej ekscytujący finisz od lat, a może w całej historii.

Co mniej cierpliwi chcieli zwalniać trenera Łukasza Tomczyka po serii remisów i porażek, rzadko przeplatanych zwycięstwami, tłumacząc, że w klubie z takimi ambicjami nie ma czasu na naukę. Możliwe jednak, że czas był tym, czego 37-letni, niedoświadczony w żaden sposób na tym poziomie, szkoleniowiec potrzebował najbardziej. Wygrane z Cracovią (4:1) oraz Lechią (2:1) zdają się to potwierdzać, ponieważ w końcu zgadzają się nie tylko wyniki, ale też taktyka oraz zarządzanie meczem. Raków potrafi cierpieć, skutecznie bronić się w fazach dominacji przeciwnika, ale co jeszcze ważniejsze – zadać decydujący cios i wygrać mecz. – Jeszcze trzy tygodnie temu czytałem komentarze, że nie potrafimy wygrywać końcówek. W piłce wszystko bardzo szybko się zmienia. To jest taka liga, że strzelasz i tracisz gole w końcówkach. Trzeba być w tym wszystkim cierpliwym, pracować i na końcu powinno to oddać. Z drużynami, które chcą grać w piłkę jak Lechia na pewno też nam gra się dużo lepiej – mówił po ostatnim meczu. - Każde zwycięstwo nas bardzo cieszy, nie tylko takie wyrwane w ostatnich sekundach. To był ciężki mecz i na pewno różnił się od tego z Cracovią. Potrafiliśmy go wygrać i zabrać trzy punkty z trudnego terenu. Fajnie, że dobrze reagujemy na stracone bramki i potrafimy zmienić losy rywalizacji – dodał Patryk Makuch, który rozgrywa świetną rundę i jest jednym z liderów drużyny Tomczyka.

Teraz finał

Ligowe wygrane oraz awans na 4. miejsce w tabeli z pewnością cieszą, ale na początku maja w Częstochowie wszyscy o ekstraklasie zapominają. Absolutnym priorytetem staje się bowiem zaplanowany już na najbliższą sobotę finał Pucharu Polski na PGE Narodowym. - Fajnie, że cały czas, do samego końca jesteśmy w grze na dwóch frontach. Możemy bowiem skończyć sezon zarówno z Pucharem Polski, jak i medalem w lidze. Wierzę, że wygramy ten mecz, choć będzie bardzo ciężki. Mamy teraz jednak dobry moment i trzeba wierzyć – mówił nam jeszcze w Gdańsku szkoleniowiec. - W Warszawie też możemy strzelić w doliczonym czasie, nie mam nic przeciwko temu. Biorę w ciemno każdy scenariusz, który zakończy się naszym zwycięstwem. Wtedy to będzie piękny początek maja – podkreśliłMakuch. Dla Rakowa będzie to już czwarty finał krajowego pucharu w ostatnich sześciu sezonach. Górnik, choć zdecydowanie bardziej utytułowany, czekał na taki mecz ćwierć dekady.

Mariusz Rajek

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się