Czemu jest źle, skoro było dobrze?
Piękna porażka? Jak najbardziej. Ale co z tego? Pojedyncze błędy – pozornie błahe – zadecydowały, że Polski zabraknie na mistrzostwach świata. Boli.
Nicola Zalewski udowodnił, że jest niezbędny tej reprezentacji. Suma jego plusów przeważyła sumę minusów. Fot. Mateusz Porzucek/Press Focus
ILE I ZA CO?
Kamil GRABARA, 90 min – 4
Przy pierwszym golu bez szans. Przy drugim wydawało się, że mógł coś zrobić, ale po głębszej analizie dokładnie zaplanowanego rzutu wolnego Szwecji – nie ma co go winić. Przy trzecim wpierw obronił dobrze (chociaż...), ale kosztem odsłonięcia bramki do komfortowej dobitki. Zresztą gdyby kilkadziesiąt sekund wcześniej swoim złym wyrzutem nie napędził poprzedniej akcji Skandynawów, to nie byłoby tej bramkowej. Poza tym miał jeszcze dwie dobre obrony, no ale... jednak trzykrotnie musiał się schylać do siatki. Jego vis-a-vis pokazał, jak należy grać w finale baraży.
Przemysław WIŚNIEWSKI, 90 min – 3
Zagrał, bo miał pilnować Viktora Gyokeresa i... robił to świetnie niemal przez cały mecz, bo napastnik Arsenalu miał najmniej kontaktów z piłką spośród wszystkich zawodników. Niemal – bo w decydującym momencie szwedzki gwiazdor wygrał kluczowy pojedynek o pozycję, dzięki czemu przed oczami stanęły mu mistrzostwa świata – w postaci pustej polskiej bramki. Stoper jest jak saper, myli się tylko raz. No i mina wybuchła.
Jan BEDNAREK, 90 min – 5
Po jego wybryku z Albanią były o niego obawy, ale koniec końców okazało się, że był najpewniejszym z obrońców. Niczego nie zawalił, statystyki się zgadzały, dobrze rozrzucał długie piłki... Może jedynie zastanawiać, czy przy trzecim golu, gdy strzelał blondynek Bergvall, potrzebnie dołączył do wianuszka wyskakujących do bloku? Potem brakowało zawodników w świetle przy strzale Gyokeresa.
Jakub KIWIOR, 90 min – 3
Aktywny, nieźle rozgrywał, podjął najwięcej działań defensywnych, ale nie ustrzegł się błędów. To, że w 18 minucie fatalnie podał, napędzając groźną akcję rywali, to jedno, lecz to właśnie „Kiwi” w 88 minucie dał się ograć na flance rezerwowemu Lundgrenowi. To właśnie ta sytuacja otworzyła gospodarzom polską „szesnastkę” i drogę na mundial.
Matty CASH, do 90+1 min – 3
Lepiej niż z Albanią, ale to nie znaczy, że dobrze. W 26 minucie znakomicie odnalazł Świderskiego, ale poza tym był nieporównywalnie mniej aktywny niż Zalewski po drugiej stronie. A czy w obronie nadrabiał? Niekoniecznie – wg statystyk przegrał zdecydowaną większość pojedynków, no i ponownie miał najwięcej przypadków utraconego posiadania piłki. Słabo, chociaż żadnego babola nie wywinął.
Piotr ZIELIŃSKI, 90 min – 5
Trudno go jednoznacznie ocenić. Są argumenty na jego obronę, ale i na krytykę. Miał podania kapitalne, jak i napędzające Szwedów (choć mało). Mając na uwadze wynik i dobrą (mimo wszystko) grę całego zespołu – chyba trzeba powiedzieć, że mógł zrobić coś więcej, dać coś ekstra. Miał zdecydowanie najwięcej kontaktów z piłką w zespole, podawał na celności 92 procent... ale co z tego?
Sebastian SZYMAŃSKI, 90 min – 5
Przy golu na 0:1 nie zachował się dobrze, zostawiając rywalom mnóstwo przestrzeni w strefie strzału. Jednakże potem zaliczył 3 kluczowe wręcz odbiory piłki, niczym rasowa „szóstka”, którą przecież nie jest. Pod względem statystyk znakomicie radził sobie w pojedynkach, ale w decydujących momentach w ofensywie brakowało mu błysku.
Nicola ZALEWSKI, do 90+2 min – 7
Zacznijmy od złego – faulu przed drugim golem Szwedów. Powiedzmy sobie wprost: przewinienie było, Zalewski zachował się głupio; gdyby nie odpuścił pościgu za piłką, nie musiałby przekraczać przepisów. No ale poza tym wszedł w mnóstwo udanych dryblingów w ofensywie. Najważniejsze – strzelił gola i zanotował asystę, gospodarze mieli z nim dużo problemów. Plusy wyraźnie przewyższyły minusy.
Karol ŚWIDERSKI, do 63 min – 7
Wielu nie rozumiało jego wystawienia w wyjściowej jedenastce, ale obronił się. Wykonywał swoją robotę tak, jak należało i choć był obecny przy strzelcu gola na na 1:2 – stał się ofiarą sprytnego szwedzkiego schematu (zresztą to nie „jego” zawodnik strzelił). Poza tym miał dwie okazje – w 26 minucie w niemożliwy sposób jego woleja obronił bramkarz, a w 55 minucie znalazł się tam, gdzie być powinien, trafiając z bliska do siatki. Minusy? Parę razy zabrał się z piłką nie tam, gdzie powinien i w momencie zejścia z boiska miał najniższą celność podań (76 procent).
Robert LEWANDOWSKI, 90 min – 4
Wydaje się, że w pierwszej połowie wywalczył karnego, którego sędzia nie odgwizdał. Odbył mnóstwo twardych starć z obrońcami, w kilku sytuacjach ułatwiając tym robotę kolegom, w drugiej połowie kapitalnie „wypuścił” Kamińskiego. Okazji na gola jednak nie miał i całościowo to nie on nakręcał polskie ataki. Po ostatnim gwizdku to jego twarz była pokazywana najczęściej. Symbol? Koniec ery?
Jakub KAMIŃSKI, 90 min – 6
W Solnej „wylosował” się Kamiński chaotyczny w sposób pozytywny. Już w pierwszych sekundach dynamicznym rajdem pokazał Szwedom, że muszą na niego uważać. Oddał najwięcej uderzeń w drużynie (4), najwięcej celnych (3) – i można chyba stwierdzić, że w takim meczu coś z tego powinno wpaść do sieci. Bardzo ważny w pressingu, bo nim Szwed mrugnął, „Kamyk” już leciał w jego stronę.
Oskar PIETUSZEWSKI, od 63 min – 2
Od pierwszych sekund po wejściu z ławki widać było, że ranga meczu trochę go przerosła. Bardzo szybko złapał żółtą kartkę za stratowanie przeciwnika, a potem, gdy miał piłkę, podejmował złe decyzje. Prawda jest taka, że nie dał nic zespołowi.
Kamil GROSICKI, od 90+1 min – niesklas.
Nie miał czasu, żeby włączyć turbo.
Krzysztof PIĄTEK, od 90+2 min – niesklas.
Zapisał się w protokole żółtą kartką za coś, czego nie było. Wydawało się, że za wysoko uniósł nogę do schylonej głowy Szweda – ale powtórka pokazała, że ugiął ją, wskutek czego sędzia Slavko Vincić popełnił kolejny w tym meczu błąd (nie, to nie jest usprawiedliwienie porażki).
Piotr Tubacki