Czy warto kruszyć kopie o myszkę?

PARAGRAFY I SPORT - Robert Kiłdanowicz

Polska debata sportowa, po zakończeniu Olimpiady zimowej Mediolan-Cortina, skoncentrowała się nie tyle na rozpoczynających się lada chwila zmaganiach paraolimpijczyków (rozpoczynają się zawsze po zasadniczej części zmagań olimpijskich) co na okoliczności dopuszczenia paraolimpijczyków z Rosji i Białorusi do rywalizacji pod własnymi, narodowymi emblematami. Ten dystopijny, w czarnych barwach tkany przekaz sprowadza się do wykreowanej narracji „skandalicznego dopuszczenia paraolimpijczyków z Rosji i Białorusi do współzawodnictwa zimowego we Włoszech”. Generalnie jest to opinia oddająca stanowisko polskich polityków oraz wspierających je mediów, a wynikający z rozpętanej wojny w Ukrainie przez Federację Rosyjską i wspierającą ją Białoruś. Opinie te reprezentują w zasadzie ocenę większości Polaków tylko szkoda, że są one przedstawiane na podstawie zmanipulowanych przesłanek. A abstrahując od takiego czy innego stanowiska nikt z nas nie lubi być „wodzony za nos” i rzeczywiście tak jest, że kształtowanie opinii winno opierać się na prawidłowo ustalonym stanie faktycznym. Na czym polega ten błąd poznawczy? Przede wszystkim większość wypowiadających się w tej materii osób (zwłaszcza politycy) w nieusprawiedliwiony sposób łączą Międzynarodowy Komitet Olimpijski z Międzynarodowym Komitetem Paraolimpijskim. To są dwie odrębne, niezależne od siebie organizacje. Przypisywanie ich działalności, przez gros opiniujących, że MKOl i MKP łączy niedopuszczalny mariaż sportu z polityką jest rażącą naiwnością. Myślę, że niewielu czytelników wie, że MKOl jest formalnym podmiotem prawa międzynarodowego, od przeszło 25 lat i taki jego status uznały wszystkie państwa na świecie, co oznacza, że mniej więcej jest równy innym państwom (równość państw w świetle prawa międzynarodowego to jeden z aksjomatów tegoż prawa), no to w jaki sposób ma być oderwany od polityki? Istotniejszym od faktu „upolitycznionej” aktywność MKOL – który jest całkowicie zasadny i MKP, która jest organizacją dopiero próbującą zająć swoje miejsce w światowej przestrzeni publicznej, jest kwestia jakimi kierują się wartościami, ideami i filozofią. Z wyeksponowaniem ich obiektywnej uniwersalności, choćby po to, żeby po zmianie władzy jej instrumenty nie mogły służyć dotychczasowej opozycji, co doświadczamy akurat w polskiej rzeczywistości i to powinno być wystarczającym przykładem, że instrumentalność władzy w swojej behawioralnej przekorności „pożera własne dzieci”. Na kanwie tej konkretnej sprawy de facto manipulując opinią publiczną i wprowadzając ją w błąd Polski Komitet Paraolimpijski, wydaje oświadczenie popierające stanowisko Polskiego Ministerstwa Sportu i Turystyki negatywnie oceniając decyzję MKP dopuszczającą paraolimpijczyków z Rosji i Białorusi do marcowych startów w narodowych barwach. Nie informuje jednak, że ta decyzja została podjęta już we wrześniu 2025 roku na posiedzeniu jej najwyższej władzy jakim jest Zgromadzenie Ogólne MKP w Seulu. Wylewanie krokodylich łez, że ta zła Rosja wykorzystując nieuczciwe praktyki przekonała kraje „globalnego południa”, tj. Afrykę i Amerykę Południową, Łacińską oraz część Azji do cofnięcia jej izolacji w świecie sportu jest tyleż świadectwem swojej ignorancji, jak i również przyznaniem się do swojej słabości.

W sensie ścisłej sprawczości, co przeszkadzało zintegrować swoje szeregi, zbudować większość w zgromadzeniu światowym paraolimpijczyków poprzez poszukanie wsparcia dla stanowiska całej Europy i w ramach reasumpcji głosowania przeforsować stanowisko zgromadzenia wobec rosyjskich i białoruskich sportowców jeszcze raz? Taki mechanizm świetnie wpisuje się w naszą narodową tradycję, że my bardziej wolimy ładnie przegrać, bo i martyrologia jest wtedy większa, niż brzydko wygrać. A w sensie bardziej poważnego, strategicznego wydźwięku dobrze by było, żeby Europejczycy wreszcie uświadomili sobie, również i my, i zaczęli uwzględniać, że nie jesteśmy pępkiem świata i nie powinniśmy zamykać się na problemy innych nacji na świecie. Wtedy bolesne w swojej opinii wypowiedzi Ministra Spraw Zagranicznych Indii, Subrahmanyama Jaishankara, wielokrotnie podkreślającego, że Europa powinna przestać uważać, że jej problemy są problemami całego świata, podczas gdy problemy reszty świata nie są traktowane jako europejskie stracą na aktualności. W tym dynamicznie zmieniającym się świecie Europa, Polska nie zauważa, że centrum świata przesuwa się poza Europę i transatlantycki pakt. O ile w obszarze rywalizacji sportowej przegrana nie jest tak dotkliwa, to już w domenie bezpieczeństwa albo militariów jest to kwestia egzystencjalna - co bezspornie widać na przykładzie Ukrainy. W imię krzewienia demokratycznych, proliberalnych postaw i pozamilitarnego sposobu rozwiązywania wszelkich sporów może powinniśmy swoją arogancję schować do kieszeni i bardziej postawić na dyplomatyczny mechanizm „soft power” Europy. Zacznijmy wygrywać, zwłaszcza z imperialną Rosją (z polskiego punktu widzenia jej wzrost zawsze odbywa się polskim kosztem) i przekonywać inne narody do naszego sposobu życia. Si vis pacem parabellum – jeśli chcesz pokoju szykuj się do wojny. Na paraolimpiadzie oznaczać może np. tak wysoki poziom sportowy Europejczyków, że Rosjanie i Białorusini nie będą mogli cieszyć się ze zwycięstw albo stanięcia na podium, wtedy ta ruska i białoruska skuteczność (czym się zresztą chełpią) będzie oznaczała, że góra urodziła myszkę tak jak trzydniowa specjalna operacja wojskowa Rosji na Ukrainie okazała się skuteczna.

_______________________________________
* Robert Kiłdanowicz jest doktorem nauk prawnych. W przeszłości występował m.in. w I-ligowych (wg dzisiejszego nazewnictwa ekstraklasowych) zespołach Stomilu Olsztyn, Widzewa Łódź czy Śląska Wrocław.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się