Dali sobie po razie

Paryżanie zameldowali się w finale Ligi Mistrzów. Piłkarzom Bayernu nie pomógł nawet gol Harry’ego Kane’a w doliczonym czasie.

Gol z początku meczu Ousmane Dembele (przy piłce) okazał się kluczowy w rewanżu. Fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK

LIGA MISTRZÓW

Ubiegłoroczny triumf w Lidze Mistrzów rozbudził marzenia w Paryżu. PSG celuje w obronę tytułu, która w historii tych rozgrywek udała się tylko Realowi Madryt (zwyciężyli trzy razy z rzędu). Z kolei Bayern żyje wspomnieniami z sezonu 2019/20, ale jak już do nich sięga, to przypomina sobie, że w finale pokonał właśnie ekipę z Francji. Pierwsze spotkanie pokazało, że obie drużyny są napakowane jak kabanosy i mają świetnych zawodników w ofensywie. Dziewięć goli strzelonych w pierwszym meczu i minimalna zaliczka PSG sprawiła, że w Monachium oczekiwano powtórki z rozrywki.

Goście z Paryża szybko wyszli na prowadzenie. Chwicza Kwaracchelia przeprowadził rajd lewą stroną i dograł do niepilnowanego Ousmane Dembele, który uderzył nie do obrony. Na stadionie w Monachium na kilkadziesiąt sekund zapadła śmiertelna cisza. Bawarczycy przez całą pierwszą połowę próbowali odpowiedzieć, ale byli niedokładni albo wszystko bronił Matwej Savonow,

Frustracja u gospodarzy rosła z każdą minutą, ale prawdziwe apogeum nastąpiło po pół godzinie gry. Najpierw ręką zagrał Nuno Mendes, który miał już żółtą kartkę na koncie. Na szczęście dla portugalskiego obrońcy, sędzia wrócił do wcześniejszej sytuacji i podyktował rzut wolny dla jego zespołu. Druga sytuacja miała miejsce w polu karnym Paryżan. Vitinha wybijał piłkę i nabił rękę Joao Nevesa. Gwizdek arbitra milczał, w przeciwieństwie do kibiców, którzy głośno i wyraźnie dali znać co myślą o takiej decyzji. W świetle przepisów ręka nabita przez swojego zawodnika to nie jest rzut karny. Można mieć jednak wątpliwości jak to interpretować, ponieważ Neves wyraźnie powiększył swój obrys ciała, chcąc prawdopodobnie zasłonić twarz. Z kolei zawodnicy Luisa Enrique po objęciu prowadzenia nastawili się na kontry i także mieli swoje sytuacje, ale żadnych nie wykorzystali.

Jeśli ktoś liczył, że w drugiej połowie padnie więcej goli, to mógł się rozczarować. Zarówno Manuel Neuer, jak i Safonow byli dzisiaj w bardzo dobrej formie i bronili jak w transie. Zwłaszcza golkiper Paryżan był dzisiaj nie do pokonania, a próbowało wielu z Luisem Diazem i Michaelem Olise na czele. Pod koniec meczu trener Vincent Kompany poszedł „va bank” i postawił na dwóch nominalnych napastników – Harry’ego Kane’a i Nicolasa Jacksona. Gola na otarcie łez udało się zdobyć dopiero w doliczonym czasie. Anglik dostał podanie od Alphono Daviesa, obrócił się z piłką i Safonow tym razem musiał skapitulować.

Tym samym 30 maja w finale z Arsenalem rywalizować będzie zespół Paris Saint-Germain. Mistrzowie Francji w rewanżu popisali się przede wszystkim świetną defensywą i nie dali rozwinąć skrzydeł zawodnikom gospodarzy. Jednocześnie zdobyli swojego 44 gola w obecnej edycji Ligi Mistrzów i do wyrównania rekordu FC Barcelony z sezonu 1999/2000 brakuje już tylko jednego trafienia.

Miłosz Cebo

Półfinał Ligi Mistrzów

◼ Bayern Monachium – Paris Saint-Germain 1:1 (0:1). W pierwszym meczu 4:5. Awans Paris Saint-Germain

0:1 – Dembele (3), 1:1 – Kane (90+4)

BAYERN: Neuer – Laimer, Tah (67. Min-Jae), Upamecano (85. Karl), Stanisić (67. Davies) – Kimmich, Pavlović – Olise, Musiala (79. Jackson), L. Diaz – Kane. Trener Vincent KOMPANY.

PSG: Safonow – Zaire-Emery, Marquinhos, Pacho, Mendes (85. Mayulu) – Ruiz (76. Beraldo), Vitinha, Neves – Doue (76. L. Hernandez), Dembele (65. Barcola), Kwaracchelia. Trener Luis ENRIQUE.

Żółte kartki: Tah, L. Diaz, Kimmich – Mendes, Kwaracchelia, Marquinhos. 


Finał Ligi Mistrzów
30 maja, 18.00
◼ Paris Saint-Germain – Arsenal

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się