Derbowe okruchy
Dublet jedyny w życiu
Katowiczanie przed zwycięskim finałem Pucharu Polski z Górnikiem na Stadionie Śląskim. Stoją od lewej: Krzysztof Zając, Robert Sęk, Piotr Piekarczyk, Marek Biegun, Zbigniew Krzyżoś, Jerzy Kapias, Józef Łuczak, Piotr Nazimek, Marek Koniarek, Mirosław Kubisztal, Jan Furtok. Fot. archiwum „Sportu”
Górnik to w historii GieKSy rywal szczególny. Od starcia z tym właśnie rywalem rozpoczęła się przygoda Katowiczan z ekstraklasą. 8 sierpnia 1965 roku, w obecności 27 tysięcy widzów na trybunach Stadionu Śląskiego, absolutny debiutant w elicie przegrał z zabrzańskim mistrzem Polski 2:3. Obie bramki – pierwsze w klubowych dziejach w elicie – dla występującego w roli gospodarza GKS-u strzelił nastoletni Piotr Sobik. To były jego jedyne trafienia w ekstraklasie!
Pożyczone bąbelki
Stadion Śląski to także miejsce pierwszego w historii triumfu GKS-u w Pucharze Polski. To było 1 maja 1986, widziało ten mecz 60 tysięcy kibiców (!), a rywalem był – znów mistrzowski i znów występujący w roli faworyta – Górnik. Znów w rywalizacji obu klubów w „Kotle Czarownic” padło 5 goli, ale i wynik, i nastroje po przeciwnych stronach barykady były diametralnie odmienne niż 21 lat wcześniej. Hat trick Jana Furtoka dał Katowiczanom wygraną 4:1, a szampany na opijanie tego zwycięstwa bohater spotkania pożyczał od... Górników. A konkretnie – od swego przyjaciela, Jana Urbana.
Cztery dekady czekania
Już niemal 39 lat (!) czeka Górnik na wyjazdową wygraną z GKS-em. Nie jest to Prima Aprilis, choć właśnie 1 kwietnia 1987 – znów na Stadionie Śląskim (!), w obecności 32 tysięcy widzów – goście wygrali 1:0, po złotym golu Andrzeja Pałasza. Od tamtej pory obie jedenastki grały o ligowe punkty w Katowicach 18-krotnie. Dziewięć razy wygrywali gospodarze, padło też dziewięć remisów.
Kanonada z łezką
Pięć miesięcy później raz jeszcze grano na Śląskim. Przyszło na trybuny 20 tysięcy osób, które oglądało widowisko przedniej marki. Nigdy wcześniej ani później w meczu GieKSy jako gospodarza przeciwko Górnikowi nie padło 6 goli! Skończyło się remisem 3:3, a lista autorów goli (Furtok razy dwa, Kubisztal – Urban, Komornicki, Baran) budzą łezkę tych, którzy – po obu stronach barykady – mieli okazję na żywo widzieć owe postaci na zielonych murawach.
Ciemność widzę...
I jest jeszcze jeden szczególny mecz GKS-u z Górnikiem. Ten... niedokończony, z marca 1994. Po golu Dariusza Koseły w 21 minucie goście przy Bukowej prowadzili przez kolejnych 50 minut, gdy nagle... zgasł jeden ze stadionowych jupiterów. Arbiter Marek Kowalczyk uznał, że grać dalej nie można, a gospodarze oficjalnie nie byli w stanie naprawić awarii – rzekomo – w całej dzielnicy. Równo miesiąc później, w powtórce, strony pogodził remis 1:1; na finiszu okazało się, że oba śląskie kluby w wyścigu po mistrzostwo pogodziła Legia...
DaL