Doktor Roha telefonuje z Londynu

Korespondentem „Sportu” z mundialu na angielskich stadionach była nietuzinkowa postać!

Pies rasy Collie, „Pickles” (Korniszon) - najsłynniejszy czworonóg w świecie futbolu, który w 1966 uratował honor Anglii! Fot. BBC

  Z LAMUSA  

Futbol wrócił do Ojczyzny – takim hasłem reklamowano ósmy już czempionat globu, wciąż figurujący pod nazwą Pucharu Rimeta, który w lipcu 1966 roku rozegrano na Wyspach Brytyjskich.

Najsłynniejszy pies na świecie!

Decyzja o lokalizacji tego turnieju zapadła na kongresie FIFA w Rzymie w sierpniu 1960 roku. O organizację starały się też Niemcy Zachodnie i Hiszpania. Ten ostatni kraj wycofał swoją kandydaturę, a w decydującym głosowaniu członków Komitetu Wykonawczego FIFA, 31 wskazań padło na Anglię, a 20 na RFN czy NRF, jak u nas wtedy pisano o Niemczech Zachodnich.

Gospodarze starannie przygotowywali się do imprezy, acz nie obyło się bez skandalu. Pod koniec marca 1966, na trzy miesiące przed rozpoczęciem turnieju, złodzieje skradli z Westminsteru „Złotą Nike”! Zostawili znaczki warte trzy miliony funtów, zawrotną jak na owe czasy sumę, ale zabrali najcenniejszy piłkarski puchar. Do poszukiwań włączył się cały kraj, a bohaterem został… piesek rasy Collie. To on znalazł figurkę owiniętą w gazetowy papier w jednym z londyńskich parków! Jego pan otrzymał czek na 5 tys. funtów, a już po zakończeniu turnieju „Pickles”, bo takie było jego imię, został zaproszony z właścicielem na bankiet z okazji zdobycia przez „Synów Albionu” mistrzostwa świata, jak na razie jedynego w historii.

Najpierw tenis, potem piłka

Ostatnim sparingpartnerem drużyny prowadzonej wówczas przez Alfa Ramseya, tego samego, który zawalił Anglikom jako piłkarz mecz na MŚ w 1950 z USA, bo to po jego błędzie przegrali 0:1, co obwołano sensacją stulecia, była reprezentacja Polski. Wyspiarze przylecieli, żeby na Stadionie Śląskim zmierzyć się z Biało-czerwonymi 5 lipca, a więc na sześć dni przed inauguracją czempionatu globu. Po niezłej grze ulegliśmy wtedy późniejszemu mistrzowi świata 0:1, a zwycięską bramkę zdobył Roger Hunt. Legendarny napastnik Liverpoolu z trzema golami był potem jednym z najskuteczniejszych zawodników swojej reprezentacji, która w finale VIII MŚ pokonała po dogrywce RFN 4:2.   

Turniej na angielskich stadionach odbywał się od 11 do 30 lipca. Tutaj już warunki dyktowała telewizja i nie było pola manewru, bo w czerwcu i na początku lipca BBC relacjonowała Wimbledon. Na trawiastych kortach triumfowali wtedy Hiszpan Manuel Santana i jedna z najlepszych tenisistek w historii, Amerykanka Billie Jean King – 12-krotna triumfatorka Wielkiego Szlema, która połowę tytułów zdobyła właśnie na londyńskiej trawie.

Niezwykły korespondent

Do najważniejszej sportowej imprezy 1966 roku przygotowywał się też „Sport”. O tyle było łatwiej, że na Wyspach miał swojego przedstawiciela! Był nim dr Jerzy Roha. Wspomina go Henryk Górecki, który przez kilkadziesiąt lat pisał w naszej gazecie o zagranicznych ligach. – Mieszkał i pracował na stałe w Anglii, a z czasem zaczął stamtąd przysyłać korespondencje. To było w okresie gry Górnika w europejskich pucharach, który nieraz mierzył się przecież z zespołami z Wysp. Potem dr Roha przez lata pisał o lidze angielskiej, a pisał naprawdę fajnie i ciekawie – opowiada redaktor Górecki.

Kim był dr Roha? Urodził się we Lwowie w 1904 roku, zmarł w Londynie w 1979. W latach 1926-34 pracował jako korespondent w Pradze dla takich tytułów, jak „Przegląd Sportowy”, „Wiek Nowy” czy znakomity przed wojną dziennik „Ilustrowany Kurier Codzienny”. W tej ostatniej gazecie pracował w latach 1934-35. Właściwe jego nazwisko brzmiało Jerzy Jakub Rohatiner. Dziennikarstwo łączył z pracą lekarza! Walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie, a po wojnie został na emigracji, poświęcając się medycynie. Od czasu do czasu pisał o sporcie. Korespondentem „Sportu” był w latach 1966-78.

Jedzenie albo mecz!

Nic dziwnego, że „Sport” w trakcie angielskich mistrzostw miał smakowite kąski. Wiadomo, na 8 stadionach, bo na tylu rozgrywano wtedy Puchar Rimeta, wiele się działo, także skandalicznych rzeczy, ale wiele też dzieje się zwykle poza murawą. Trzeba być na miejscu, żeby wszystko zobaczyć, doświadczyć i zrelacjonować dla Czytelników.

Jedna z takich informacji z tamtego czasu nadesłanych drogą telefoniczną przez dra Rohę brzmiała następująco: „Awantura w biurze prasowym”. O co poszło?

„Potężna awantura wybuchła w poniedziałek w biurze prasowym mistrzostw świata, kiedy dziesiątki zagranicznych dziennikarzy dowiedziało się, że będą musieli zapłacić za bilety na inauguracyjny mecz Anglia – Urugwaj. Dziennikarze stawili się po bilety w Centralnym Biurze Prasowym ulokowanym w wytwornym hotelu „Royal Garden” w Kensington, a ci, którzy przyszli później, zostali poinformowani, że nie ma już bezpłatnych kart wstępu.

Powiedziano im: albo płacicie 2 funty za bilet (5,06 dolara), albo nie wchodzicie na mecz. Większość, ostro protestując, zapłaciła. Jeden ze sprawozdawców holenderskich oświadczył: - To oburzające. Jestem dziennikarzem od 30 lat i po raz pierwszy muszę płacić za bilet. Dawno nie widziałem takiego bałaganu w biurze prasowym. Inny, Hiszpan, dodał: - Większość z nas ma dzienną dietę. Jeśli zapłacimy za bilet oznacza to, że tego dnia nie będziemy jeść!

Jak się okazało, na mecz inaugurujący VIII Puchar Rimeta w poniedziałek 11 lipca 1966 na stadionie Wembley pomiędzy Anglią a Urugwajem (0:0) przygotowanych było 800 akredytacyjnych miejsc dla żurnalistów, a chętnych dwa razy tyle. Kazano więc płacić…

Niżej podpisany sam doświadczył podobnej sytuacji dwa miesiące temu podczas Pucharu Narodów Afryki w Maroku, gdzie części dziennikarzy nie wpuszczono na mecz 1/8 finału pomiędzy Algierią a DR Konga na 20-tysięcznym Moulay Hassan Stadium w Rabacie, tyle że nie kazano nam płacić za wstęp, ale nasłano na nas… służby bezpieczeństwa, żebyśmy się nie awanturowali i nie forsowali bramy wejściowej.  

Sześć autografów od Jacka Charltona

W finałowej czwórce angielskiego czempionatu znaleźli się tylko przedstawiciele z Europy. W finale Anglia pokonała RFN 4:2, a w meczu o 3. miejsce Portugalia, wtedy debiutant w mistrzostwach z królem strzelców Eusebio (9 bramek), pokonała ZSRR 2:1.

„Anglicy byli w dobrej formie i zasłużyli na zwycięstwo w finale, z czym zgadzają się wszyscy. Nie brak jednak opinii, że ładniej od nich grali Węgrzy, Brazylijczycy i Portugalczycy. W sumie jednak sukces Anglii był zasłużoną nagrodą za ogólny, wyrównany poziom gry całej drużyny, za osiągnięcie szczytu formy we właściwym momencie, za połączenie w jednym zespole takich walorów, jak szybkość, odwaga i ambicja z dobrą techniką, jaką rozporządzali prawie wszyscy gracze angielscy. Oto w dużym skrócie wynik mojej prywatnej ankiety, zorganizowanej wśród dziennikarzy zaraz po zakończeniu finału Anglia – Niemcy” – pisał w „Sporcie” dr Jerzy Roha.

Na koniec anegdotka od angielskiego korespondenta naszego dziennika. Wszystko działo się już po finałowym spotkaniu. 9-letni chłopak doczekał się swojej kolejki i Jacka Charltona poprosił o sześć autografów naraz. – Dlaczego aż sześć, synku? – zdziwił się środkowy obrońca mistrzów świata, którego młodszy brat Bobby został najlepszym zawodnikiem VIII MŚ. Odpowiedź malca brzmiała. – Bo brat pana, Bobby, powiedział, że da mi swój podpis jak przyniosę sześć od pana.

Takie smakowite kąski nadsyłał dr Roha.     

Michał Zichlarz  

KORESPONDENCI „SPORTU” NA MŚ

◾ 1950, Brazylia : -
◾ 1954, Szwajcaria : Tadeusz Bagier
◾ 1958, Szwecja : Tadeusz Maliszewski vel Narcyz Suessermann
◾ 1962, Chile : -   

◾ 1966, Anglia: dr Jerzy Roha     



Dr Jerzy Roha był korespondentem „Sportu” na VIII MŚ w Anglii.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się