Gorące krzesło
Rozmowa z Piotrem Plewnią, trenerem Odry Opole
Piotr Plewnia jako pierwszy trener jeszcze z Odrą nie przegrał. Fot. Mateusz Porzucek / Press Focus
Kiedy pierwszy raz spotkał pan Tomasza Tułacza, który w piątkowy wieczór zawita do Opola z prowadzoną przez siebie od ponad 10 lat Puszczą Niepołomice?
- To były dawne czasy, bo nasze pierwsze spotkanie miało miejsce prawie ćwierć wieku temu. Latem 2002 roku na jeden sezon trafiłem do Tłoków Gorzyce, gdzie osiem lat starszy ode mnie Tomek był filarem grającej na zapleczu ekstraklasy drużyny. Byliśmy więc kolegami z boiska, ale skłamałbym, gdybym powiedział, że coś szczególnego z tamtego okresu pozostało w mojej pamięci. Zapamiętałem Tomka jako charakternego pomocnika i człowieka mówiącego to, co myśli.
Ten charakter wyszedł między innymi w meczu, w którym podejmowaliście w Gorzycach ŁKS Łódź, bo choć od 80 minuty graliście w dziesiątkę, to gol strzelony w 82 minucie właśnie przez Tomasza Tułacza dał wam zwycięstwo 2:1. Pamięta pan tamten mecz?
- Powiem szczerze, że nie. Za to utkwił mi w pamięci mój gol – nieskromnie powiem, że był dosyć urodziwy – w ostatnim spotkaniu tamtego sezonu. Wygraliśmy w Radomsku z tamtejszym RKS-em 3:1, a to zwycięstwo ostatecznie dało nam utrzymanie w ówczesnej II lidze.
W tamtym sezonie na ligowych murawach Tomasz Tułacz rozegrał w sumie 31 spotkań i strzelił trzy gole. Pan w 27 występach zdobył dwie bramki, a wspólnie 25-krotnie byliście razem na boisku. Natomiast później sześć razy rywalizowaliście jako trenerzy. Które z tych spotkań utkwiło panu w pamięci?
- Tych naszych trenerskich pojedynków było znacznie więcej, bo ja zaliczam też do nich spotkania, w których byłem asystentem trenera w Odrze. Ten etap mojego życia zaczął się 19 grudnia 2013 roku i z jedną przerwą od 17 października 2022 roku do 6 września 2025 roku trwa nadal. Pierwszy raz z Tomkiem rywalizowaliśmy, gdy z trenerem Janem Furlepą awansowaliśmy do II ligi i w sezonie 2016/17 z marszu – razem z Puszczą i Rakowem Częstochowa – weszliśmy na zaplecze ekstraklasy. Wtedy obydwa nasze mecze zakończyły się remisami 1:1. Żartowaliśmy nawet po tamtym sezonie, że gdybyśmy się umówili na porażkę w gościach i zwycięstwo u siebie to byśmy lepiej punktowo na tym wyszli. Mówiąc jednak poważnie to za każdym razem wychodziliśmy i będziemy wychodzić na boisko, żeby walczyć o pełną pulę. Potwierdzają to także wyniki. Jesienią 2019 roku wygraliśmy na przykład w Niepołomicach 2:1, a nasz ostatni bezpośredni bój w Opolu jesienią 2022 roku zakończył się wygraną Puszczy 3:2.
Czy utrzymujecie ze sobą kontakt?
- Nie zdzwaniamy się co miesiąc, ale mamy swoje numery w spisie telefonów i od czasu do czasu wymieniamy poglądy. Spotykamy się też na kursach trenerskich oraz kursokonferencjach i zawsze są to sympatyczne chwile.
A jak pan ocenia styl gry drużyny Tomasza Tułacza?
- Fakt, że pracuje w tym samym klubie już ponad 10 lat, jest w polskiej piłce ewenementem i wyjątkiem potwierdzającym regułę, że posada trenera to „gorące krzesło”. On przeprowadził Puszczę od II ligi do ekstraklasy i po dwóch historycznych dla Niepołomic sezonach gry w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, choć zespół spadł do I ligi on wciąż ją prowadzi. I w przeciwieństwie do stereotypów, że gra zespołu Tomasza Tułacza opiera się na stałych fragmentach gry, uważam że to jest drużyna mająca swój styl. Owszem, jest specyficzny, ale powtarzalny i „uszyty” na miarę możliwości zawodników. Za to na pewno trenerowi należą się słowa uznania. A stałe fragmenty są ważnym, ale jedynie elementem tej całościowej pracy Tomka. Nie wiem, jak klub z Niepołomic jest zorganizowany, bo nie jestem w jego środku, ale patrząc z zewnątrz, można go tylko podziwiać za sukcesy.
Po spadku z ekstraklasy Puszcza miała jesienią trudny moment budowania zespołu, ale to już historia. Czy ostatnia seria 5 zwycięstw i remis z bilansem bramkowym 14:5 świadczy o tym, że Niepołomiczanie złapali właściwy rytm?
- Na pewno Puszcza wróciła na właściwe tory. Ma swoją jakość i jest groźna, a przede wszystkim jej gra daje efekt punktowy i to trzeba docenić. Jednak przygotowując się do meczu z zespołem Niepołomic, trzeba znaleźć na niego sposób. Z tym że my nie mamy zamiaru w piątkowy wieczór grać systemem „antypuszcza”. My chcemy siebie rozwijać jako zespół, żeby pójść do przodu. Priorytetem jest zapewnienie sobie utrzymania, a do tego potrzebnych jest jeszcze przynajmniej kilka punktów, aby matematycznie mieć już pewność. Chcemy więc grać swoją piłkę, bo 13. miejsce w I lidze na pewno nikogo w Opolu nie zadowala i jesteśmy tego świadomi. Żeby być wyżej, trzeba grać lepiej i wygrywać, więc pod tym kątem pracujemy na co dzień, nie myśląc o Puszczy tylko o Odrze i jej rozwoju.
Czy Piotr Plewnia ma już swoją jedenastkę? Ciągłe rotacje w zespole, który prowadził pan w czterech meczach, notując dwa zwycięstwa i dwa remisy sugerują, że ciągle trwają poszukiwania.
- Nie mam. Ta jedenastka krystalizuje się i po czterech meczach mogę powiedzieć, że być może po kolejnych kilku meczach będzie już zbudowana żelazna ekipa. Ja chciałbym zarządzać kadrą tak, żeby każdy zawodnik rozumiał, że jego dobra postawa najpierw na treningu, a następnie na meczu jest fundamentem sukcesu drużyny. I to nie jest tylko czcze gadanie. Jeżeli każdy piłkarz będzie miał taką świadomość, to grając nawet kilka minut może zostać bohaterem meczu. Tak jak Olivier Sukiennicki, który wszedł na boisko w 86. minucie meczu w Rzeszowie i w ostatniej akcji wybił piłkę z linii bramkowej, ratując nam zwycięstwo. Każdy moment ma więc swoją wagę.
A jak wygląda pana sytuacja w klubie? Po pożegnaniu z Jarosławem Skrobaczem zarząd Odry określił pana miana „trenera tymczasowego”. Czy osiem punktów w czterech meczach wystarczyło, żeby wymazać „tymczasowość”?
- Nie ma żadnej oficjalnej zmiany mojego statusu i kontrakt, który podpisałem, przychodząc do klubu 6 września ubiegłego roku, wypełniam najlepiej, jak potrafię. Po rezygnacji z usług trenera Skrobacza ustaliliśmy z władzami klubu, że będę robił swoją robotę z meczu na mecz. Przejąłem obowiązki pierwszego trenera i to jest teraz moja rola w klubie. Dlatego – dopóki będę odpowiedzialny za zespół – zamierzam realizować plan na Odrę Opole, chcąc, żeby osiągnęła jak najlepszy wynik.
Rozmawiał Jerzy Dusik