Górale chcą baraży
To był mecz o dwóch twarzach, ale ze szczęśliwym zakończeniem dla Podbeskidzia, które wróciło na zwycięską ścieżkę.
W niezwykle istotnym spotkaniu Bielszczanie sięgnęli po pełną pulę, a jedną z bramek zdobył Oskar Tomczyk (drugi z prawej). Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Spotkanie mogło rozpocząć się idealnie dla Górali. W 12 minucie Mateusz Kizyma popisał się dograniem do Wojciecha Słomki, który po minięciu rywala zdecydował się na mocny strzał lewą nogą. Piłka po uderzeniu z około 15 metrów ostemplowała jednak słupek bramki strzeżonej przez Leo Przybylaka.
Gospodarze odpowiedzieli chwilę później, gdy po strzale Marcela Zylli ofiarną interwencją wykazał się Kamil Sochań, blokując piłkę w ostatnim momencie. Kluczowy moment pierwszej połowy nastąpił w 24 minucie. Krzysztof Kolanko wbiegł w pole karne, gdzie padł po kontakcie z Marcelem Stefaniakiem. Sędzia bez wahania wskazał na „wapno”, choć jego decyzja wzbudziła spore protesty miejscowych, twierdzących jednoznacznie, że faulu nie było. Do piłki podszedł Marcin Biernat i pewnym strzałem w środek bramki dał gościom prowadzenie. Bielszczanie poszli za ciosem. W 40 minucie w polu karnym Warty doszło do sporego zamieszania. Najpierw uderzał Lucjan Klisiewicz, a po zablokowaniu jego próby strzał oddał Kizyma. Futbolówka po rykoszecie od obrońcy spadła idealnie pod nogi Pawła Tomczyka, który z bliskiej odległości dopełnił formalności.
Po zmianie stron Warta ruszyła do odrabiania strat. Bliski szczęścia był Kacper Szymanek, ale jego strzał z powietrza nieznacznie minął światło bramki. Po godzinie gry gospodarze zmarnowali „setkę", gdy Zylla z 3 metrów uderzył zbyt lekko, by zaskoczyć Konrada Forenca. Sporo emocji przyniósł ostatni kwadrans. Najpierw z rzutu wolnego minimalnie niecelnie uderzył Kizyma, a po chwili Podbeskidzie mogło mówić o wielkim szczęściu. Akcję prawą stroną boiska zdecydował się zainicjować Kacper Rychert, który dograł do Mateusza Stanka. Napastnik Warty, mimo interwencji defensorów, zdołał oddać płaski strzał obok interweniującego Forenca, ale z samej linii bramkowej piłkę w nieprawdopodobny sposób wybił Maksymilian Sitek. Minutę później defensywa Podbeskidzia skapitulowała. Patryk Kusztal zwiódł obrońców na krawędzi pola karnego i dograł do Stefaniaka, który strzałem z kilkunastu metrów zdobył kontaktowego gola.
W końcówce Warta dążyła do wyrównania, ale piłkarze trenera Macieja Tokarczyka mieli problemy ze stworzeniem sobie dogodnej okazji. W końcówce szkoleniowiec kwestionujący decyzję arbitra obejrzał jeszcze czerwoną kartkę, a punkty - ku wielkiej radości kilkuosobowej grupy bielskich kibiców - pojechały pod Klimczok.
(gru)
OCENA MECZU ⭐ ⭐ ⭐
◼ Warta Poznań - Podbeskidzie Bielsko-Biała 0:2 (0:2)
0:1 - Biernat, 25 min (karny), 0:2 - Tomczyk, 40 min, 1:2 - Stefaniak, 75 min
WARTA: Przybylak - Kornobis (46. Rychert), Lepczyński, Michalski (46. Kwiatkowski), Awdiejew, Stefaniak - Kusztal, Kumoch, Dziedzic (46. Steblecki), Zylla (70. Stanek) - Smoczyński (46. Szymanek). Trener Maciej TOKARCZYK.
PODBESKIDZIE: Forenc - Gach, Biernat, Sochań - Sitek, Urynowicz (66. Kanach), Kizyma, Słomka, Kolanko (88. Bieroński) - Tomczyk (76. Martosz), Klisiewicz (88. Florek). Trener Marcin WŁODARSKI.
Sędziował Grzegorz Kawałko (Olsztyn). Widzów 900.
Żółte kartki: Lepczyński, Szymanek - Sochań, Biernat.