„Jak boisko przygotowałeś, sku***synu”

Rozmowa z Dariuszem Wójcikiem, radnym z Radomia

Dariusz Wójcik (w czerwonej koszuli) na jednym z letnich sparingów Radomiaka. Fot. Kacper Pacocha/PressFocus

Przedstawi pan swoją wersję niedzielnych wydarzeń?

- Opowiem o całym zdarzeniu, oczywiście. Zacznę jednak od tego, że kto nie pracował z trenerem Feio, ten nie wie, jak traumatyczna może być praca z nim. Ja od 57 lat jeszcze czegoś takiego nie przeżyłem. Doszło do sytuacji, że chowałem się przed trenerem Feio, unikałem go, jak tylko mogłem. A przechodząc do rzeczy: trener jakoś sobie ubzdurał, czy ktoś mu przekazał, że to ja - co nie jest prawdą - odpowiadałem za przygotowanie boiska do meczu. I to nie był pierwszy raz, kiedy artykułował pretensje w stosunku do mnie: a to jacuzzi nieskończone, a to boisko wynajęte na Narutowicza nie nadaje się do zajęć, bo mróz był...

Jak wyglądały te pretensje?

- Nie były to wystąpienia publiczne. Były to ostre pretensje, niegrzeczne, nawet lekko wulgarne. Ale nie takie, jak teraz po meczu. W niedzielę pech chciał, że wychodząc z loży napotkałem na drodze trenera Feio. Nie odezwałem się do niego, tymczasem on zaczął krzyczeć w moim kierunku: „Jak boisko przygotowałeś, sku***synu?!”. Byli świadkowie, którzy to słyszeli, wśród nich osoby publiczne. Będąc w szoku, schowałem się z powrotem w loży. Po chwili wyszedłem na korytarz, ponieważ nie mogłem znaleźć swojego dziecka. Chodziłem zdenerwowany, gdy znów nadszedł trener Feio. Powiedziałem mu wtedy, że nie życzę sobie, aby nazywał mnie sku***synem, a moją matkę - „ku*wą”. Wywiązała się między nami dyskusja. Trener zbliżył się do mnie na bardzo niewielką odległość. Ponieważ się ruszał, myślałem, że chce mnie uderzyć głową. Poczułem realne zagrożenie. To wszystko odbywało się na zasadzie strachu. Lewą ręką chciałem zasłonić sobie twarz i w niefortunny sposób lekko go uderzyłem. Ta akcja była instynktowna i obronna. Po tym trener powiedział do mnie: „Wejdź tu do mnie, do gabinetu”. Z tego zaproszenia nie skorzystałem. Poszedłem, ale ktoś zadzwonił po policję. Przyjechała policja i pojechałem z nią na komendę. Wychodząc z klubu z policjantami, znowu spotkałem trenera. Powiedziałem wtedy do niego: „Przepraszam, ta sytuacja nie powinna mieć miejsca”. Na komendzie zostałem przebadany alkomatem - byłem trzeźwy. Złożyłem swoje obszerne wyjaśnienia i poszedłem do domu.

Co będzie dalej, pana zdaniem?

- Trener podobno chce złożyć prywatne oskarżenie. Ja pierwszy na pewno nie będę podejmował żadnych kroków prawnych. Ale jeżeli będę się musiał bronić, to ja też wytoczę sprawę trenerowi. Czuję się bowiem przez niego obrażony, i to w obecności dzieci polityków, osób szanowanych i znaczących w tym mieście. Jak mówię, praca z trenerem to była dla mnie wielka trauma.

A na czym polegała ta praca? Pan jest odpowiedzialny w jakikolwiek sposób za obiekty?

- Nie jestem. Boiska są w zarządzie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Klub wynajmuje je tylko na mecze.

A jaka jest w tym pańska rola?

- Z ramienia klubu – jako jego pracownik - prowadziłem rozmowy z MOSiR-em, prosiłem o interwencję w kwestii właściwego przygotowania boiska.

W jakim charakterze pracuje pan w klubie?

- Odpowiadałem za różne sprawy techniczne. Używam czasu przeszłego, bo w poniedziałek podjąłem decyzję, że rozstaję się z klubem i złożyłem rezygnację na ręce prezesa. Nie wyobraża pan sobie – powtórzę to – jak traumatyczna może być współpraca z trenerem Feio... My nie powinniśmy w ogóle ze sobą pracować, nasze drogi się nie powinny przecinać... Na koniec chciałbym przeprosić całą społeczność klubu i jego zarząd, bo niedzielna sytuacja nie powinna w ogóle mieć miejsca.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się