Już w strefie spadkowej
Kompromitacji Zagłębia ciąg dalszy. Tym razem ekipę z Sosnowca ośmieszyły rezerwy Śląska Wrocław.
Pozory mylą, bo Bartosz Snopczyński nie postraszył rywali i na drugą połowę nie wyszedł. Fot. Zagłębie Sosnowiec
Po porażce (1:2) w zaległym meczu z Sandecją Nowy Sącz trener Wojciech Łobodziński postanowił zmienić ustawienie i na mecz ze Śląskiem II desygnował do gry dwóch napastników, w tym doświadczonego Szymona Sobczaka. Ten manewr na nic się zdał, bo beznadziejne Zagłębie, popełniające szkolne błędy zostało wypunktowane przez ekipę z Dolnego Śląska. Inna sprawa, że sam Sobczak w kilku sytuacjach fatalnie pudłował. Widać, że ten piłkarz przez ostatnie miesiące grywał „ogony”...
Pierwszy cios goście zadali w 33 minucie i był to kolejny kuriozalny gol stracony przez Zagłębie w tym roku. Jan Chodera zagrał górną piłkę w stronę pola karnego miejscowych, Jędrzej Zając postanowił podać przejętą futbolówkę głową w stronę Kacpra Siuty, ale uprzedził go Krystian Rostek, który przejął piłkę i bez problemu pokonał bramkarza Sosnowiczan. Jeszcze przed przerwą goście prowadzili 2:0, a kolejny gol znów wywołał salwę śmiechu na trybunach. Wspomniany Sobczak wykonywał rzut wolny pod polem karnym Śląska. Trafił w mur, a konkretnie w Huberta Muszyńskiego i wylądowała przed środkiem boiska. Próbowali ją przejąć Sobczak i Zając, ale czynili to tak niefortunnie, że ich zawahanie wykorzystał Wiktor Kamiński, który pognał w stronę bramki, nie dał się dogonić Zającowi i po chwili odbierał gratulacje.
Na początku drugiej połowy kontaktową bramkę powinien zdobyć Sobczak, ale spudłował z 3 metrów. Nie spudłował za to Paweł Kosmalski. Wykorzystując podanie z głębi pola i zagubienie Mateusza Matrasa na linii pola karnego, wpadł w pole karne i uderzył w „długi” róg. Miejscowych stać było tylko na bramkę Jewgienija Szykawki, który przejął piłkę zagraną przez Igora Dziedzica, obrócił się z nią i płaskim strzałem posłał do siatki. Gwoździem do trumny był gol Oskara Wojtczaka z rzutu wolnego, sprokurowanego przez Matrasa, zagrywającego piłkę ręką metr przed polem karnym.
- Cokolwiek powiem, to zabrzmi źle, dlatego powiem krótko - skompromitowaliśmy się. Wiadomo, że w polskiej piłce jest tak, że trener jest zawsze rozliczany, ale już najwyższy czas, żeby również piłkarze zaczęli być rozliczani. Nie zasłużyłem sobie na taki mecz. Zawodnicy muszą od siebie wymagać więcej. Dziękuje kibicom, bo przy takiej grze i takim wyniku nas dopingowali - mówił załamany trener Zagłębia, Wojciech Łobodziński. Po sobotniej porażce jego zespół znalazł się w strefie zagrożonej degradacją.
Krzysztof Polaczkiewicz
OCENA MECZU⭐ ⭐ ⭐
◼ Zagłębie Sosnowiec - Śląsk II Wrocław 1:4 (0:2)
0:1 - Rostek, 33 min, 0:2 - Kamiński, 44 min, 0:3 - Kosmalski, 54 min, 1:3 - Szykawka, 63 min, 1:4 - Wojtczak, 86 min (wolny)
ZAGŁĘBIE: Siuta - Szot, Matras, Mironowicz, Zając - Predenkiewicz (82. Pawlusiński), Laskowski, Broniewski (46. Gogół), Ronnberg (59. Dziedzic) - Sobczak (89. Janiszewski), Snopczyński (46. Szykawka). Trener Wojciech ŁOBODZIŃSKI.
ŚLĄSK II: Śliczniak - Ł. Gerstenstein, Cegliński, Muszyński, Tudruj - Rostek (72. M. Kurowski), Wojtczak, Kamiński (80. Żulewski), Chodera (66. Schierack), Milewski - Kosmalski (67. O. Gerstenstein). Trener Michał HETEL.
Sędziował Paweł Szuta (Piła). Widzów 3462.
Żółta kartka Dziedzic, czerwona Matras (85, zagranie ręką).