Koszmar New York Knicks
Dwie porażki w dwa dni – to bilans zespołu z Nowego Jorku w Los Angeles.
Wydarzeniem dnia było starcie w Oklahoma City. Fot. Oklahoma City Thunder
Knicks zagrali dwa mecze w dwa dni w Kalifornii i oba przegrali. Po niedzielnej wpadce z Lakers, dzień później ulegli Clippers. W zespole gości fenomenalnie zagrał Karl-Anthony Towns – zdobył 35 pkt, zanotował 12 zbiórek i 7 asyst, trafiając 13 z 17 rzutów z gry (w tym 3/4 za trzy punkty). To było jednak za mało przy przeciętnej grze jego kolegów. Knicks zdołali zniwelować 15-punktową stratę do zaledwie siedmiu przed czwartą kwartą, ale na finiszu Clippers przejęli kontrolę nad spotkaniem, głównie dzięki akcjom Bennedicta Mathurina i Derricka Jonesa Jr. W ekipie Clippers w życiowej formie jest Kawhi Leonard (29 pkt), jego seria 42 meczów z rzędu z minimum 20 punktami to trzeci wynik w historii klubu.
Knicks popełnili aż 20 strat. – Największą różnicę w tym meczu zrobiły nasze błędy. Podobała mi się nasza walka. Podobał mi się sposób, w jaki graliśmy przez większość drugiej połowy. Musimy po prostu znaleźć sposób, by lepiej szanować piłkę – przyznał trener Mike Brown. W drugim kolejnym spotkaniu Jeremy Sochan ani na moment nie opuścił ławki rezerwowych.
Wydarzeniem nocy było spotkanie w Oklahoma City, gdzie do obrońców tytułu przyjechali niedawni mistrzowie z Denver. Kibiców elektryzował pojedynek dwóch głównych kandydatów do nagrody MVP sezonu – Nikoli Jokicia i Shai Gilgeous-Alexandra. Ten ostatni przesądził o wyniku spotkania, gdy trafił za trzy na 2,7 sek. przed końcem. Gilgeous-Alexander zakończył mecz z 35 pkt i rekordowymi w karierze 15 asystami, stając się drugim graczem w historii NBA, który osiągnął takie wyniki przy zerowej liczbie strat. Dołożył do tego dziewięć zbiórek. W trzeciej kwarcie Gilgeous-Alexander przekroczył barierę 20 pkt w 126. meczu z rzędu, wyrównując serię Chamberlaina z lat 1961-63. – Niezwykłe opanowanie, pewność siebie – on nie zmienia swojego nastawienia bez względu na okoliczności. Nawet się nie spoci. To był wybitny występ w jego wykonaniu, nie tylko w samej końcówce, ale pod względem kontrolowania przebiegu całego meczu. To połączenie atakowania i podawania, przez całą noc stawiał swoich kolegów z drużyny w korzystnych sytuacjach. Przeciwnicy przez cały czas rzucali na niego dwóch obrońców, a mimo to był w stanie grać swoje i jednocześnie aktywować kolegów z zespołu – chwalił lidera swojej drużyny trener Mark Daigneault.
Cleveland - Philadelphia 115:101, Brooklyn - Memphis 126:115, Oklahoma City - Denver 129:126, Utah - Golden State 119:116, LA Clippers - New York 126:118
(p)