Krawędź niebezpiecznie blisko
Lina na naszej szyi zaciska się coraz mocniej – ocenił Bartłomiej Lipiński, przyjmujący ekipy z Częstochowy.
Jeśli Częstochowianie nie zaczną regularnie punktować, spadek stanie się rzeczywistością. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus
Z kolejki na kolejkę sytuacja Częstochowian jest coraz trudniejsza. Z 21 meczów wygrali tylko cztery, zajmują ostatnie miejsce w tabeli i widmo spadku jest coraz realniejsze. A przecież w kadrze Steam Hemarpolu Politechniki klasowych zawodników nie brakuje. Rozgrywający Luciano De Cecco, atakujący Patrik Indra czy przyjmujący Bartłomiej Lipiński i Milad Ebadipour powinni gwarantować bardzo wysoki poziom. Zespół z tak uznanymi i ogranymi na arenie międzynarodowej graczami powinien bić się przynajmniej o play off, a nie drżeć przed degradacją.
Ostatnio Częstochowianie zaczęli grać lepiej. Potwierdzeniem było zwycięstwo z JSW Jastrzębskim Węglem oraz wyrwanie po punkcie Indykpolowi AZS Olsztyn i Cuprum Stilon Gorzów Wlkp. W ostatniej kolejce znów jednak przyszła przegrana, tym razem z PGE Politechniką Warszawa (1:3).
- Czuję się zawiedziony, bo graliśmy ciekawą i fajną siatkówkę. Mieliśmy szanse w tym spotkaniu i naprawdę niewiele znowu zabrakło, żeby urwać punkt w Warszawie. Zostawiliśmy kawał zdrowia i serducha, ale czasami to nie wystarczy. Miejmy nadzieję, że w kolejnych meczach uda nam się zapunktować – powiedział Bartłomiej Lipiński. – Gra nie wyglądała źle, ale znowu czegoś zabrakło i nie możemy zwieszać głów. Musimy ciężko pracować, żeby grać tak, jak w Warszawie, a może trochę lepiej, bo nawet jak gramy dobrze, to nie punktujemy. Nikt za dobrą grę nie daje nam punktów, a my ich bardzo potrzebujemy, żeby się utrzymać w lidze – dodał.
Porażka w Warszawie mocno ostudziła entuzjazm, który wywołany został triumfem nad zespołem z Jastrzębia-Zdroju. A była to pierwsza wygrana Częstochowian po serii pięciu porażek. - Długo czekaliśmy, żeby wygrać spotkanie za trzy punkty. Zdajemy sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajdujemy i naprawdę staramy się robić wszystko, żeby się odbić od dna. Nie jest nam jednak łatwo, bo mimo że gramy czasami dobrą siatkówkę, to nie punktujemy, bo gdzieś ta jedna, dwie lub trzy piłki decydują o tym, że przegrywamy – ocenił Lipiński.
Zdaniem przyjmującego kłopoty w zespole związane są z osobą poprzedniego trenera Guillermo Falasci, z którym zawodnicy nie potrafili dojść do porozumienia. Zastąpił go doświadczony Chorwat Ljubomir Travica, ale nie odmienił zespołu. - Trudny moment jest cały czas, bo nikomu nie byłoby przyjemnie, jakby był w takiej sytuacji. To nie tylko dla mnie, ale i dla całego zespołu jest ciężkie. Przed sezonem myśleliśmy, że będziemy grali trochę lepiej, ale boisko nas zweryfikowało. Lina na naszej szyi zaciska się coraz mocniej i zdajemy sobie sprawę z kim gramy, jakie to są spotkania – ocenił 29-letni Lipiński.
- Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji i naprawdę trzeba się z tym zmierzyć. Nie jest łatwo, ale dajemy z siebie maksimum. Nie wiem, czy uda nam się utrzymać czy nie, ale ja chcę mieć czyste sumienie, że zrobiłem wszystko. Nie chcę mieć takiej myśli, że mogliśmy dać coś więcej i może byśmy się w tej lidze utrzymali, bo naprawdę nam na tym zależy. I zrobimy wszystko, żeby tak się stało – zapowiedział.
Nadzieją zespołu z Częstochowy na pozostanie w PlusLidze są… kłopoty JSW Jastrzębskiego Węgla. Jeśli klub ten nie ureguluje zaległości wobec zawodników, może zostać ukarany odjęciem punktów w ligowej tabeli. Możliwe nawet, że nie będzie w stanie dokończyć sezonu i będzie zmuszony wycofać się z rozgrywek. W takiej sytuacji żaden z innych zespołów nie spadłby z ligi, a więc Steam Hemarpol Politechnika byłby uratowany.
- Staramy się nie patrzeć na to, co się dzieje w innych klubach. Każdy ma swoje problemy, mniejsze czy większe. My musimy skupić się na tym, żeby grać dobre mecze i żeby nasza gra wyglądała dużo lepiej, żebyśmy punktowali, bo nie możemy liczyć, że ktoś się przed nami położy i da nam te punkty za darmo – zaznaczył Lipiński.
(mic)