Łatwo już było?

Lublinianie we własnej hali grają świetnie, więc będzie dużo trudniej niż w pierwszym meczu – podkreślił Mateusz Bieniek, środkowy Jurajskich Rycerzy.

Aaron Russell w pierwszej odsłonie finału pokazał, że jest w wybornej formie. Fot. Norbert Barczyk / Press Focus

PLUSLIGA

Przed nami finałowe starcie numer dwa, walka przenosi się do Lublina. Pierwszy mecz był popisem Aluronu CMC Warty Zawiercie, gospodarze wygrali pewnie, nie pozostawiając złudzeń Bogdance LUK. – Zagraliśmy kapitalne spotkanie – ocenił Michał Winiarski, trener zawierciańskiego zespołu. – Mimo nerwowego początku później ustabilizowaliśmy naszą grę. Cieszę się, że zagraliśmy tak, jak trenujemy przez cały tydzień. Było widać, że nasza forma zwyżkuje – dodał.

Zawiercianie mieli przewagę w każdym elemencie. Przede wszystkim jednak kapitalnie zagrywali – zaserwowali aż 13 asów, a to przecież Lublinianie słyną z serwisu. – Zagrywka to jedna z największych broni Bogdanki LUK. Wilfredo Leon, Mateusz Malinowski i Fynnan McCarthy to trzech gości, którzy są z pewnością w top 10 najlepiej zagrywających. Mają jakość. Czasami będziemy musieli zaakceptować, że nie da się odebrać ich serwisu, ale my też uchodzimy za zespół dobrze zagrywający. Przykładem może być Miguel Tavares, który na zagrywce może najpierw dać „115” w klatę, potem zagrać fenomenalny skrót, a w kolejnej zaserwować float, który jest trudny do przyjęcia. Ta zmienność to nasza siła. Zawiercie z tego słynie – podkreślił Jakub Popiwczak, libero Aluron CMC Warty.

Jak zauważył Popiwczak, meczów nie rozgrywa się tylko na zagrywce. – Są też inne elementy, jak atak, defensywa, blok… Pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną kompletną lub taką staramy się być – podkreślił.

W zawierciańskiej ekipie, mimo efektownego otwarcia finału, nikt nie popada w samouwielbienie. Wszyscy zdają sobie sprawę, że to dopiero początek walki. – Jestem zadowolony, że nasz blok i zagrywka funkcjonowały bardzo dobrze, ale jest dopiero 1-0, a żeby zostać mistrzem, trzeba wygrać trzy mecze. Pierwsza bitwa była na naszą korzyść, ale czekają nas kolejne trudne batalie – stwierdził Winiarski. – Nasza gra wyglądała bardzo dobrze, ale się nie podpalamy. To był pierwszy mecz. Rywalizacja na pewno będzie długa – wtórował mu Mateusz Bieniek.

W Lublinie przed drugim starciem panują bojowe nastroje. – Nie będziemy analizować tego spotkania pod kątem, że rywale zagrali fenomenalnie, a my nic nie mogliśmy zrobić, bo tak nie było. Mieliśmy szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy. Teraz trzeba się skupić na drugim meczu, pomyśleć, jak przechytrzyć przeciwnika. Nic nie jest stracone. Cały czas jesteśmy w grze. Przegraliśmy dopiero jedno spotkanie i nieważne czy 0:3, czy 2:3. Musimy się podnieść, otrzepać po tej porażce i z czystą kartą zacząć kolejne spotkanie – podkreślił Marcin Komeda, kapitan Bogdanki LUK. Jego zdaniem o porażce zdecydował zbyt słaby serwis. – Wiemy, jaką siłę ognia mają rywale z Zawiercia. Łatwa zagrywka ich nakręca. Pokazali dużo jakości, ale presja z naszej strony musi być większa – zapowiedział.

Finał

Środa, 29 kwietnia

◼ LUBLIN, 17.30: Bogdanka LUK – Aluron CMC Warta Zawiercie

(mic)

_________________ 

Jeszcze dwa kroki

Cztery pytania do Bartosza Kwolka, przyjmującego Aluronu CMC Warty Zawiercie

1. W finale spotkały się dwie drużyny o zbliżonym potencjale. Tymczasem w pierwszym meczu wręcz zmietliście rywali z parkietu. Spodziewał się pan takiego scenariusza?

– Chciałem, żeby tak to wyglądało, ale oczywiście nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy. To cieszy, że graliśmy swoje, nie zważając na to, co działo się po drugiej stronie siatki.

2. Udało się wam zatrzymać dwie największe „strzelby” Bogdanki LUK-u, czyli Wilfredo Leona i Mateusza Malinowskiego. Taktyka była ułożona właśnie pod nich?

– Tak i cieszy, że zadziałała. Cieszę się, że wyłączyliśmy „Malinę”, bo w ostatnich meczach grał bardzo dobrze i Marcin Komenda miał bardzo fajne odejście na prawe skrzydło i mógł rozciągać grę. Udało się nam go powstrzymać i dzięki temu grało nam się łatwiej. Oczywiście, ryzykowaliśmy w bloku, wybierając do kogo iść, ale zadziałało.

3. Podobnie będzie w Lublinie?

– Środowy mecz będzie wyglądał inaczej. Trochę znam trenera Stephane'a Antigę (szkoleniowiec Bogdanki LUK – przyp. red.) i z pewnością przeanalizuje to pierwsze starcie wszerz i wzdłuż i gospodarze wyjdą z inną taktyką. My natomiast musimy zachować pokorę. Wygraliśmy inaugurację, ale to dopiero pierwszy krok. Musimy zrobić jeszcze dwa. Będą to trudne kroki.

4. Mecz z Bogdanką LUK był pana 300. w PlusLidze. Czy satysfakcja była więc podwójna?

– Nie zwracam uwagi na takie sprawy. Najważniejsze, żeby wygrywać. Chciałbym, aby 302. mecz był tym, w którym zdobędziemy mistrzostwo Polski.

Bartosz Kwolek sam był zdziwiony, jak łatwo udało się ograć Bogdankę LUK. Fot. Marta Badowska / Press Focus

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się