Mamy swoje marzenia
Rozmowa z Michalem Gašparikiem, trenerem Górnika
Słowak z kolejnym trofeum, pierwszym w Polsce. Fot. Weronika Morciszek / Press Focus
- Uczucie po wygranej jest podobne, z tym że teraz wiadomo, to poza moim krajem, w innym klubie, a jestem przecież wychowankiem Spartaka. Teraz to było wielkie wydarzenie, przed ogromnym audytorium - ponad 35 tysięcy kibiców z Zabrza pojechało na finał. Niewielu może powiedzieć, że ma takie wsparcie, grając na wyjeździe, a my mieliśmy. Bardzo podobała mi się cała otoczka finału, przed meczem, po meczu. Poziom przygotowania tego świętowania, jakim jest krajowy puchar, to w Polsce jest na wyższym poziomie.
Ile trener odebrał SMS-ów z gratulacjami? Setki, tysiące?
- No ponad tysiąc było. Kilka dni czytania i odpisywania, ale to bardzo miła rzecz. Nie tylko kibice z Zabrza chcieli, żeby był triumf, także w innych rejonach Polski była taka życzliwość, żeby ten Górnik po wielu latach coś zdobył.
Do treningów wróciliście po okresie świętowania we wtorek i jak ten powrót do takiego zwykłego treningu wygląda teraz?
- Na Słowacji musieliśmy szybko wracać do wszystkiego, tutaj nie. Jak widziałem ten pierwszy trening, to powiem, że byłem zaskoczony. Chłopacy wiedzą, są świadomi, o co gramy, jak się przygotowujemy. Po tym wtorkowym treningu była jeszcze siła, to były indywidualne zajęcia, a jak się zapytałem „fizjo” czy trenerów od przygotowania, to powiedzieli, że wszyscy zrobili wszystko jak zwykle, przed innymi meczami. Piłkarze wiedzą, o co grają, są inteligentni, kumaci, nie ma problemu. Jasne, każdy jeszcze w głowie ma to, że tyle się mówi i pisze o tym zdobytym Pucharze Polski, ale dla nas, dla sztabu szkoleniowego, to już przeszłość. W tych kolejnych grach znowu trzeba pokazywać jakość, energię. Ludzie, nasi kibice, chcą widzieć następny kolejny dobry mecz w naszym wykonaniu. My musimy być na wszystko przygotowani.
Wiadomo, że walczycie o mistrzostwo, choć Lech trochę odjechał, ale czy można powiedzieć, że jak skończycie ligę na podium, to też będzie to zwycięstwo Górnika? Przecież ostatnie podium, medalowa trzecia pozycja, to 1994 rok! Nawet jak trenera parę miesięcy temu pytałem hipotetycznie, że nie zdobywacie pucharu, a jest trzecie miejsce, to powiedział trener: „biorę”. Teraz jest puchar i jeszcze może być piękny sukces w lidze!
- Tak, pamiętam tę konferencję i to pytanie (śmiech). Oczywiście bardzo ważne jest dla nas to, żeby zakończyć ten sezon na jak najlepszym miejscu, żeby jeszcze dopisać kolejne karty do historii. Mistrzostwo? Lech, wiadomo, prowadzi, ma lepszy bilans bezpośrednich gier, bo dwa razy z nami w lidze wygrali. Jestem realistą. Mamy jednak swoje marzenia, podium w lidze jest celem, a wiemy, że drugie miejsce to możliwość gry w eliminacjach Ligi Mistrzów. To dodatkowa motywacja. Po to zawodnicy grają, po to my trenerzy to robimy i byłby to kolejny sukces. Wiemy jednak, że łatwo nie będzie. Dwa spotkania u siebie, dwa na wyjeździe. Mamy dobrą serię, wygrywamy, ale w piłce wszystko strasznie szybko się zmienia. Musimy być w 120 procentach skoncentrowani i wierzę, że to podium zrobimy.
Przed wami w sobotę meczu u siebie z Zagłębiem Lubin i takie pytanie, co na finiszu sezonu będzie najważniejsze?
- Dla mnie takie dwie rzeczy: po pierwsze - nie można nikogo zlekceważyć. Druga to wykorzystanie tego, co za nami w ostatnich dniach, że zdobyliśmy puchar, że chłopcy są w formie, że jesteśmy w górze tabeli. Jest piłkarska pewność siebie, a przy kolejnej pełnej frekwencji, bo wszystkie bilety na mecz z Zagłębiem zostały sprzedane, chcemy pokazać tę swoją najwyższą jakość. Także podejście do meczu i ta boiskowa jakość.
W zespole jest głód wygrywania?
- Tak, tak to widzę. Wiadomo, mieliśmy swoje marzenia, puchar jest zdobyty, a teraz w lidze to można powiedzieć, że od początku rozgrywek jesteśmy gdzieś tam w tej czołówce, w pierwszej czwórce, więc szkoda byłoby w tych ostatnich kolejkach odpaść. Zawodnicy są wszystkiego świadomi.
Za wami seria, licząc mecze pucharowe i ligowe, 10 spotkań bez porażki, z ledwie trzema remisami i ledwie trzema straconymi golami! Ta gra w defensywie, choć wiem, że mocno nad tym zimą pracowaliście, to dla trenera zaskoczenie?
- Trochę tak, bo wiemy, jak w lidze jest ciężko zrobić taką serię, wygrać kilka meczów z rzędu. Wcześniej oczekiwałem, że ta defensywa będzie lepsza i nie było źle, ale te bramki traciliśmy. Teraz to się nie zdarza, a w ofensywie zawsze pokazujemy jakość.
W katowickim „Sporcie” prowadzimy klasyfikację Fair Play i – już zresztą trener też kiedyś zwrócił na to uwagę – macie najmniej żółtych kartek na koncie. To nie jest przypadek, prawda?
- Tak, nie jest to przypadek. Z kilkoma zawodnikami rozmawiałem indywidualnie. To wszystko to kwestia dyscypliny. Nie mamy może jakichś gwiazd w drużynie, oprócz „Poldiego”, ale mamy swój system przygotowań, podejścia do wszystkiego, tego się trzymamy, jesteśmy mocni jako zespół. Dyscyplina jest ważną częścią drużyny.
Rozmawiał Michał Zichlarz