Milla był najlepszy. A dziś tylko pieniądz rządzi...

Rozmowa z Claudem Le Royem, francuskim trenerem i ekspertem tamtejszej telewizji podczas zmagań w Maroku; rekordzistą w prowadzeniu reprezentacji na turniejach PNA

Claude Le Roy to wielka postać nie tylko afrykańskiego futbolu. Fot. Michał Zichlarz

Jako trener uczestniczył pan w aż dziewięciu turniejach Pucharu Narodów Afryki. Praktycznie wszystkie zakończyły się sukcesami, bo sięgał pan po wicemistrzostwo i mistrzostwo z Kamerunem w latach 80., z dobrym skutkiem radził pan sobie w Senegalu czy z narodowym zespołem Ghany, który w 2008 roku skończył na 3. miejscu, a reprezentacja była na 14. pozycji w rankingu FIFA. Nieraz w Afryce mierzył się pan z naszym Henrykiem Kasperczakiem. Jak go pan wspomina?

- Wiele razy miałem okazję mierzyć się z nim w meczach naszych reprezentacji. Jak go wspominam? Jako wielkiego trenera i wielkiego piłkarza, bo pamiętam go jeszcze z czasów, kiedy z powodzeniem grał dla Polski. Wielka postać w futbolu, ale też wielki człowiek, który interesował się wieloma pozaboiskowymi rzeczami. Miał - i wciąż ma - wiedzę na temat wielu dziedzin życia.

Jest pan również rekordzistą pod względem liczby meczów w PNA, jako szkoleniowiec był pan na ławce w 38 spotkaniach. Jak porównać to, co było w latach 80., z tym, z czym mamy do czynienia teraz?

- To wielka różnica. Futbol się rozwija, zmienia, tak jest wszędzie. Nie mówię, że wtedy było gorzej, że byli gorsi piłkarze. Ale wszystko idzie do przodu. Mam porównanie z tym, co było w moich czasach, kiedy sam jeszcze byłem czynnym zawodnikiem. Od tego czasu w futbolu nastąpiły ogromne zmiany.

Ten turniej jest czwartym, w którym grają aż 24 drużyny. To dobry pomysł?

- Nie. Kiedy widzimy przykładowo taki zespół, jak Botswana, widzimy też, jakie są różnice, dysproporcje. Nie uważam, żeby dla afrykańskiego futbolu był to najlepszy format. Optowałbym za tym, co było przez lata, czyli 16 drużynami rywalizującymi w czterech grupach. To było najlepsze rozwiązanie, no ale widzimy, w jakim kierunku zmierza kierowany przez FIFA i CAF futbol. Chcą tylko więcej pieniędzy, tylko o tym mówią, o tym myślą, w tym kierunku to ma iść. Zresztą tak jest nie tylko w piłce, ale też w innych obszarach. Spójrzmy na to, co dzieje się w Stanach Zjednoczonych. Rządzi pieniądz.

A pomysł Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, żeby Puchar Narodów był rozgrywany nie co dwa lata, jak to ma miejsce od początku, czyli od 1957 roku, a co cztery, jak się panu podoba?

- Głupia rzecz, głupi pomysł. Kiedy wszystko jest rozgrywane co dwa lata, to jest szansa na poprawienie futbolowej infrastruktury, na budowę w wielu miejscach nowych stadionów. Do tego chodzi budowa dróg, rozbudowa lotnisk, czyli wszystkiego tego, co wiąże się z organizowaniem dużej sportowej imprezy. Tutaj przede wszystkim chodzi o kraje Afryki Subsaharyjskiej, tej biedniejszej części kontynentu. Co do FIFA, to kompletnie nie rozumiem działań tej organizacji. Nie wiem, czemu ma służyć rozgrywanie takiego turnieju, jak Arab Cup (chodzi o rozgrywany w Katarze w grudniu FIFA Arab Cup; finał rozegrano kilka dni przed startem Pucharu Narodów w Maroku - przyp. red.). Takie pomysły wywołują tylko śmiech politowania. Do tego niedawne klubowe mistrzostwa świata. Czemu to ma służyć? To wszystko brak szacunku do piłki.  

No i jeszcze 48 reprezentacji w nowej formule MŚ

- To wszystko są wielkie pomyłki futbolowych władz. Za to widzę wielki szacunek dla pieniądza.

Rozmawiamy podczas Pucharu Narodów Afryki. Przed nami półfinały, jaka jest pańska ocena turnieju w Maroku?

- Wysoka. W grze pozostali sami faworyci, a - powtarzam od początku - Maroko, jeżeli chodzi o sprawy taktyczne, jest poukładane i zorganizowane na ciut wyższym poziomie niż reszta. Walid Regragui pokazuje, że jest doskonałym trenerem, a sposób, w jaki rozegrali ćwierćfinałowy mecz z Kamerunem, był perfekcyjny. To świetny taktyk. To jego zasługa w dużej mierze, że zespół wygrał 2:0.

Pan w swojej karierze prowadził wielu znakomitych afrykańskich piłkarzy. Kogo wskazałby pan jako numer 1?

- Roger Milla? Tak myślę. Byli też inni, jak George Weah, Samuel Eto’o, ale Milla był ponad wszystkich. Gracz nieprawdopodobnego formatu.

Teraz widzimy takiego zawodnika?

- Jest wielu dobrze grających i pokazujących się graczy, ale nie sądzę, żeby można było ich porównać do Milli. Na pewno może podobać się gra zaliczającego dobry turniej Brahima Diaza. Na początku operował głównie z przodu, teraz stara się zejść do środka, na bok. To niesamowite, jak się porusza, jak pomaga drużynie.

A 17-letni Senegalczyk Ibrahim Mbaye?

- Supergracz! Czy drugi Mbappe? Musi jeszcze trochę pobiegać, postarać się, żeby nim zostać (śmiech). Na pewno ma jednak to coś, żeby być graczem wielkiego formatu.

Na koniec pytanie o Polskę, o polską piłkę. Jakie ma pan z nią skojarzenia, jakie nazwiska się pojawiają w głowie?

- Na pewno Szarmach. Zresztą Polska wydała wielu zresztą znakomitych zawodników. Opowiem panu historię…

Tak?

- Pewnie pan go nie zna, nie słyszał o nim. To było zresztą w dawnych czasach. Miałem wtedy 18-19 lat i grałem razem ze znakomitym polskim pomocnikiem. Jako młodziutki chłopak opuścił Polskę, grał we Francji. Chodzi o Josepha Szczyrbę. S-Z-C-Z-Y-R-B-Ę. Nie wiem, gdzie w Polsce grał. Wyjechał do Francji, odłączył się od zespołu i został jako młody chłopak. Występował w Rouen, w Gueugnon, gdzie był prawdziwą rewelacją. Przyjaźniłem się z nim.

Rozmawiał w Rabacie Michał Zichlarz     

Podczas mundialu w Katarze Roger Milla odebrał specjalne wyróżnienie dla najstarszego autora gola w finałach MŚ. Claude Le Roy podkreśla, że to jego najwybitniejszy podopieczny. Fot Jia Haocheng/Xinhua / Press Focus

CLAUDE LE ROY

◼ Data urodzenia : 6 luty 1948 r. w Bois-Normand-pres-Lyre
◼ Prowadzone reprezentacje : Kamerun (1985-88), Senegal (1989-92), Malezja (1994-95), Kamerun (1998), DR Konga (2004-06), Ghana (2006-08), Oman (2008-11), Syria (2011), DR Konga (2011-13), Kongo (2013-15), Togo (2016-21)

◼ Sukcesy: mistrzostwo Afryki 1988, wicemistrzostwo Afryki 1986, trzecie miejsce w PNA w 2008. W 2018 roku prezydent Liberii George Weah nadał Claude'owi Le Royowi, razem z Arsene Wengerem, tytuł Komandora Orderu Wyzwolenia Afryki    

Francuski szkoleniowiec dzierży kilka rekordów Pucharu Narodów Afryki. 

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się