Mógł być dublet
Borja Galan zdobył gola w meczu z Legią, ale spotkanie mógł zakończyć z lepszym bilansem.
Borja Galan (z prawej) miał w sobie ogromną motywację, żeby pokonać Legię. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Borja Galan powrócił po krótkiej przerwie spowodowanej zawieszeniem za żółte kartki. Hiszpan nie zagrał w starciu z Widzewem i został zastąpiony przez Erika Jirkę. W rywalizacji z Łodzianami to Słowak wykartkował się, więc Galan błyskawicznie powrócił do pierwszej jedenastki. Zrobił to w całkiem niezły sposób, ponieważ dzięki bramce zapewnił GieKSie remis z Legią Warszawa. Wpisał się na listę strzelców po uderzeniu głową, podobnie jak w październikowym meczu z Motorem. Wówczas otworzył wynik meczu po dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego, a tym razem po podaniu Bartosza Nowaka.
Jeśli na tym byśmy poprzestali, Galan byłby oczywistym bohaterem GieKSy, który poprowadził zespół do zdobycia punktu w prestiżowym meczu z Warszawianami. Pomimo tego, że Wojskowi znajdują się w strefie spadkowej, wygranie z nimi nie jest sprawą oczywistą. To drużyna naszpikowana dobrymi zawodnikami, ze świetnym trenerem. - Powinniśmy być z siebie dumni! – powiedział Hiszpan po meczu. Problem w tym, że w ostatnich kilkunastu minutach Galan miał jeszcze dwie świetne okazje na bramki i mógł zapewnić drużynie zwycięstwo. - Był to bardzo trudny, intensywny mecz. Oba zespoły miały sytuacje, ale to my byliśmy bliżej zwycięskiego gola. Zwłaszcza ja mogłem wpisać się na listę strzelców jeszcze raz. Miałem okazję, gdy uderzałem głową. Później byłem w sytuacji sam na sam, ale nie wiem, czy czasem nie byłem na spalonym – przekazał na gorąco.
Cóż, to oczywiście kwestia interpretacji sędziego, ale najprawdopodobniej na spalonym nie był, ponieważ piłkę podawał mu nie partner z zespołu, a piłkarz Legii Mileta Rajović. Nie ma to oczywiście żadnego znaczenia, bo tak czy owak Galan Kacpra Tobiasza po raz drugi nie pokonał. - Taka jest jednak piłka nożna. Czasem się zdobywa gola, a czasem nie – powiedział.
Nie jest to oczywiście powód , żeby występ Galana ocenić jednoznacznie negatywnie. W końcu nie jest „dziewiątką”. Docenić należy to, że potrafił odnaleźć się w sytuacjach bramkowych. Nikt inny w katowickiej ekipie do takich okazji nie dochodził. Galan z pewnością nie stracił więc swojej mocnej pozycji w zespole przez mecz z Legią. W tym sezonie ominęło go tylko spotkanie z Widzewem. W pozostałych starciach grał od pierwszej minuty i w większości przypadków był na murawie do ostatniego gwizdka. Przedwcześnie opuścił plac gry tylko w wyjazdowym meczu z Górnikiem Zabrze, który zakończył się porażką GieKSy 0:3. I choć po meczu z Legią odczuwał rozczarowanie, nadal pozostaje jednym z najważniejszych ogniw zespołu. Wróci na boisko z jeszcze większą motywacją do zdobycia bramki.
Kacper Janoszka