Na przekór trudnościom
Warszawianie bliżej brązu. Stracili lidera Bartosza Bednorza, przegrywali po trzech setach, lecz w końcu przełamali opór ekipy z Rzeszowa.
Kevin Tillie poderwał swoich kolegów do walki. Z sukcesem. Fot. PAP/Piotr Nowak
Dla Asseco Resovii i PGE Projektu rywalizacja o brązowy medal nie jest spełnieniem marzeń. Celowali wyżej. Nie oznacza to, że nie mają o co grać. Walczą bowiem nie tylko o miejsce na podium, ale też o prawy gry w przyszłorocznej edycji Ligi Mistrzów.
Warszawianie w mecz weszli źle. Grali słabo. Zawodził zwłaszcza Bartosz Bednorz. Lider PGE Projektu kompletnie nie radził sobie w obronie. Na 11 pierwszych ataków skończył tylko dwa, trzykrotnie dając się zablokować. Z drugiego zadania, przyjęcia zagrywki, też nie wywiązywał się zbyt dobrze, bo miał zaledwie 25-procentową dokładność. Kamil Nalepka, trener stołecznej ekipy, z parkietu go jednak nie zdejmował. Bednorz to bowiem zawodnik, który w każdej chwili może odpalić. A gdy to zrobi, nie ma sobie równych. Jest jednym z najlepszych siatkarzy na świecie. Bednorz miał przebłyski. Świetnie serwował, pokazując w tym elemencie ponadprzeciętne umiejętności. Dzięki niemu w pierwszym secie Warszawianie podjęli walkę z rywalami. Przegrywali bowiem już 14:19, a po zagrywkach Bednorza zbliżyli się na punkt (18:19). Rzeszowianie odpowiedzieli. Karol Butryn serwował równie dobrze jak Bednorz. Asseco Resovia znów odskoczyła (23:19) i szansy na triumf nie zaprzepaściła.
Pierwsza partia była tylko wstępem. Od drugiej, gdy gospodarze dostosowali się poziomem do Rzeszowian, mecz nabrał rumieńców. Zespoły grały punkt za punkt. Emocje buzowały, kilka razy zagotowało się pod siatką. PGE Projekt mógł liczyć przede wszystkim na Kevina Tillie i Jakuba Kochanowskiego oraz serwisy Bednorza, Asseco Resovia z kolei grała bardziej zespołową siatkówkę. Z każdej strefy miejscowym groziło niebezpieczeństwo.
Zwycięzcę meczu wyłonił dopiero tie-break. Zaczął się on fatalnie dla Warszawian. Już w pierwszej akcji kontuzji doznał Bednorz. Lądując po bloku skręcił kostkę i parkiet opuścił zniesiony przez kolegów. Meczu nie dokończył też Artur Szalpuk, w tym wypadku powodem były skurcze. Uraz lidera nie wybił Warszawian z uderzenia. Kapitalnie spisywał się Kochanowski. Skończył ważne ataki, ale przede wszystkim w pojedynkę zatrzymał Danny’ego Demyanenkę oraz Jakuba Buckiego. Gospodarze wywalczyli trzy punkty przewagi (8:5) i do końca pilnowali wyniku.
O 3. miejsce (do 3 zwycięstw)
◼ PGE Projekt Warszawa – Asseco Resovia 3:2 (20:25, 29:27, 24:26, 15:11). Stan rywalizacji 1-0.
WARSZAWA: Firlej (6), Tillie (24), Kłos (10), Gomułka (17), Bednorz (14), Kochanowski (16), Wojtaszek (libero) oraz Semeniuk, Firszt (2), Weber, Kozłowski. Trener Kamil NALEPKA.
RZESZÓW: Janusz (4), Szalpuk (16), Poręba (11), Butryn (12), Cebulj (20), Demyanenko (10), Potera (libero) oraz Shoji, Bucki (8), Louati (1), Nowak. Trener Massimo BOTTI.
Sędziowali: Wojciech Głód i Maciej Twardowski (obaj Radom). Widzów 4380.
Przebieg meczuI: 6:10, 13:15, 18:20, 20:25.
II: 8:10, 14:15, 18:20, 24:25, 29:27.
III: 10:9, 15:14, 19:20, 24:26.
IV: 10:9, 15:12, 20:15, 25;19.
V: 4:5, 10:6, 15:11.
Bohater – Kevin TILLIE