Nadal w grze
Po wyjazdowym remisie z Piastem przyszłość GieKSy wciąż zależy tylko od jej piłkarzy.
Sebastian Milewski (z lewej) miał sporo pracy w meczu w Gliwicach. Fot. PAP / Art Service
GKS KATOWICE
Dla Sebastiana Milewskiego mecz z Piastem Gliwice był powrotem do przeszłości. Pomocnik GKS-u Katowice występował przy Okrzei w latach 2019-21. Doskonale zna on więc klimat klubu z Gliwic. I gdy część zawodników podkreślała, że warunki na murawie nie sprzyjały płynnej grze w piłce z powodu suchości trawy, on przedstawił nieco inną perspektywę (choć oczywiście zgodził się z tym, że trawa była sucha). – Prawdę mówiąc była to jedna z lepszych muraw, jaką pamiętam na Piaście, ponieważ po przerwie zimowej często pojawiały się w Gliwicach problemy. Teraz nawierzchnia była w dobrym stanie – powiedział Milewski, który nie chciał zwalać winy na murawę za to, jak wyglądało wyrównane i dość nudne starcie z Piastem, które zakończyło się bezbramkowym remisem.
Nie tak, jak chcieli
28-latek wytłumaczył jednak, dlaczego jego zdaniem spotkanie było nieszczególnie atrakcyjne dla widzów. - Systemy gry obu zespołów nałożyły się na siebie. Przeciwnik przede wszystkim dobrze funkcjonował w obronie. Sprawiało nam to trudności przy rozgrywaniu akcji. Rywale skutecznie grali wysokim, intensywnym pressingiem i ciężko było wyprowadzić piłkę od bramki. Nie zagraliśmy więc tak, jak zakładaliśmy. Chcieliśmy grać odważnie od tyłu, próbować wychodzić z obrony podaniami, ale było tego mniej niż w poprzednich meczach – powiedział Milewski, który miał w niedzielę dużo pracy. Wiele działo się w środku pola, co zresztą widać w statystykach. Razem z Jorge Felixem stoczył najwięcej pojedynków w meczu (14). Zaprezentował się bardzo solidnie, zresztą jak wszyscy środkowi pomocnicy biorący udział w spotkaniu. To przez bardzo dobrą postawę Grzegorza Tomasiewicza i Patryka Dziczka z Piasta oraz Milewskiego i Mateusza Kowalczyka (a później Damiana Rasaka, który wszedł z ławki) z GKS-u spotkanie było zacięte.
Lepsze okazje
Czy więc bezbramkowy remis GieKSa uznaje za sprawiedliwy wynik rywalizacji? – Obie drużyny zasłużyły na punkt, choć według mnie to my mieliśmy lepsze okazje do zdobycia gola, szczególnie w drugiej połowie. W końcówce spotkania mogłem zdobyć gola, wcześniej do siatki mógł trafić Ilja Szkurin, Eman Markovic też oddał kapitalny strzał. Ponadto trafiliśmy do siatki po strzale Bartosza Nowaka i po analizie VAR gol został anulowany – wyliczał okazje Milewski. Zdobycie punktu sprawiło, że GKS zajmuje piąte miejsce -ostatnie, które gwarantuje udział w europejskich pucharach. Tuż za nim, z taką samą liczbą punktów, jest Zagłębie Lubin. Wszystko jest w rękach Katowiczan. Jeśli wygrają mecze z Jagiellonią Białystok i Pogonią Szczecin, na pewno awansują do Ligi Konferencji i nie muszą oglądać się na innych. - Do końca sezonu pozostały dwa spotkania i zobaczymy, co przyniesie życie. Chcemy zdobyć jak najwięcej punktów, a dopiero po zakończeniu sezonu będziemy myśleć o tym, co udało nam się osiągnąć – stwierdził twardo stąpający po ziemi 28-letni pomocnik. GKS Katowice wciąż może wyprzedzić Raków Częstochowa, Jagiellonię Białystok i Górnika Zabrze. Stracił już jednak nawet matematyczne szanse na dogonienie liderującego Lecha Poznań. A kto poza Zagłębiem Lubin będzie deptał po piętach ekipie Rafała Góraka? Wisła Płock, Radomiak i Legia - to drużyny, które mają teoretyczne szanse na znalezienie przed Katowiczanami w tabeli. Walka o europejskie puchary będzie więc zacięta. Wielu jest chętnych do zajęcia miejsca w top 5 i na tym etapie rozgrywek każdy punkt może zdecydować o tym, czy drużyna odniesie sukces.
Kacper Janoszka