Nagroda za konsekwencję
W Rzeszowie przyjęli strategię wciąż mało popularną w polskiej piłce. Trener Stali może spokojnie pracować bez względu na wyniki, a stawianie na młodych to nie tylko modny slogan.
W Bytomiu Stali udało się zwyciężyć, mimo gry w osłabieniu przez całą drugą połowę. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
STAL RZESZÓW
W ostatnim czasie trudno znaleźć bardziej konsekwentny i cierpliwy klub na poziomie centralnym. Może poza Rakowem Częstochowa czy Puszczą Niepołomice, ale tam realia są zupełnie inne - w pierwszym przypadku nieporównywalnie większe finansowo, w drugim to jednak małe miasteczko o innych oczekiwaniach. Przy Hetmańskiej jakiś czas temu postanowili promować zdolnych wychowanków akademii i twardo trzymają się wyznaczonej drogi.
Kredyt zaufania
Przed sezonem 2023/24 drużynę powierzono Markowi Zubowi, który wcześniej ponad dwa lata pozostawał bez pracy, a poprzednio pracował głównie w egzotycznych - z polskiego punktu widzenia - ligach: łotewskiej, litewskiej czy kazachskiej. W Stali otrzymał ogromny kredyt zaufania, w poprzednim sezonie utrzymał stanowisko, mimo że wiosnę miał wprost fatalną, a nowego sezonu również nie zaczął najlepiej - od porażki z beniaminkiem z Grodziska Mazowieckiego (1:2). Później jednak przyszła wygrana ze Śląskiem Wrocław (2:1), na którą fani czekali blisko 5 miesięcy, bo od 1 marca i wygranej z Wartą Poznań (1:0).
„Czekam aż ich zabiorą”
Ostatni mecz z Polonią w Bytomiu (1:0) rozpoczęło czterech młodzieżowców: Michał Synoś, Dominik Gujda, Szymon Kądziołka oraz Szymon Łyczko i w przypadku tego zespołu nie jest to nic wyjątkowego. Tak samo było z Chrobrym (2:2); Gujdy zabrakło ze Śląskiem oraz w Grodzisku, ale w tym ostatnim przypadku status quo wyrównał Kacper Masiak. Młodzi notują dobre występy, podglądają ich skauci z silniejszych klubów i można się spodziewać, że wkrótce któryś z Rzeszowa odejdzie. Szkoleniowca to jednak w żaden sposób nie martwi. - Pracuję z tą młodzieżą od dwóch lat i czekam na moment aż mi 2-3 chłopaków zabiorą do lepszych klubów. To sygnał dla pozostałych z akademii, że warto się starać, bo na tym poziomie dajemy grać. Już czas, żeby niektórzy odeszli, ten przewiew musi być z wielu powodów - finansowego, organizacyjnego i sportowego - mówi Marek Zub.
Stal od dawna słynie z prężnie rozwijającej się akademii, a owoce jej funkcjonowania są widoczne w lidze. Klub nie dokonał latem spektakularnych transferów, do drużyny dołączyli przede wszystkim gracze z niższych lig oraz piłkarze niedoceniani w dotychczasowych klubach. Przesadą byłoby jednak powiedzieć, że Stal to jedynie młodzi, zdolni Polacy. Jej gwiazdą jest reprezentant Luksemburga Sebastien Thill. Młodzi zawodnicy mieli czerpać z jego profesjonalizmu, ale ponoć niespecjalnie... lubi się dzielić wiedzą.
Poczucie niedosytu
Jeśli można powiedzieć, że jakiś klub może być beneficjentem upadku innego, to z taką sytuacją mamy do czynienia w Rzeszowie. Ostatnie ligowe zwycięstwo to w największym stopniu zasługa Jonathana Juniora - napastnika, strzelca gola na wagę trzech punktów w Bytomiu, a także Marka Kozioła w bramce, który nie pozwolił, aby piłka wylądowała w jego sieci i to mimo gry przez pół meczu dziesięciu na jedenastu. Obu piłkarzy mogłoby na Podkarpaciu nie być, gdyby nie ogromne problemy, a w efekcie upadek Kotwicy Kołobrzeg.
Po czterech seriach gier Żurawie zajmują 8. miejsce, mając dwie wygrane, remis i porażkę. - Te 7 punktów to duży niedosyt. Moim zdaniem straciliśmy totalnie punkty w pierwszym meczu z Pogonią. W Grodzisku Maz. przeważaliśmy zdecydowanie, a gospodarze głównie się bronili na swojej połowie - odpowiada Zub na pytanie, czy jest usatysfakcjonowany zdobyczą punktową drużyny na początku sezonu. Konto będzie mógł poprawić w sobotnim (19.30) starciu z Puszczą Niepołomice.
Mariusz Rajek