Nie byli zadowoleni

W Łodzi żałują niewykorzystanej okazji w rywalizacji z zespołem z Legnicy.

Mecz w Łodzi rozczarował. W akcji Kacper Terlecki i Hiszpan Asier Cordoba (z prawej). Fot. Artur Kraszewski/Pressfocus.pl

Bezbramkowy remis ŁKS z Miedzią nie pogorszył pozycji obu zespołów w tabeli, ale i w niczym obu rywalom nie pomógł w pościgu za strefą barażową.

Wszystko za mało

Po raz pierwszy w tym roku defensywy obu drużyn nie dopuściły do straty bramki, trenerzy na pewno nie byli jednak zadowoleni z gry, bo ofensywnie   było bardzo źle. Co gorsze – nie stwarzać sobie szans w ogóle (Miedź), czy je lekkomyślnie marnować, mając przewagę w polu (ŁKS)? Taki remis to przegrana obu drużyn.

Zaczęło się od „trzęsienia ziemi”, bo już w pierwszej minucie akcja zakończona strzałem Mateusza Wysokińskiego mogła dać gospodarzom prowadzenie. Piłka zmierzała nieuchronnie do siatki, ale niemal niewidoczny rykoszet od jednego z obrońców sprawił, że tor lotu nieznacznie się zmienił i skończyło się tylko na otarciu piłki o słupek i rzucie rożnym. Przez następne 89 minut (plus trzy doliczone) nie stało się już jednak nic, co oglądającym podniosłoby ciśnienie – chyba że ze złości na takie marnotrawstwo szans. 14 strzałów, 11 rzutów rożnych, 8 wolnych i wrzutów z autów pod bramką w wykonaniu piłkarzy ŁKS – okazało się, że to wszystko za mało, by zdobyć więcej niż jeden punkt. Bilans miesiąca w przypadku ŁKS jest osobliwy: sześć punktów na wyjeździe i jeden w domu.

Z takich liczb, jak przytoczone powyżej wynika, że i obrona Miedzi nie grała nadzwyczajnie, broniąc się wszelkimi sposobami. Grający po raz pierwszy od roku w wyjściowym składzie (poprzednio 2 marca 2025) Andreu Arasa miał drugą, po Wysokińskim z pierwszej minuty, szansę na gola, ale po jego strzale z dystansu piłka ominęła „okienko” bramki jak dron, którego operator nie chciał w ostatniej chwili dopuścić do zderzenia z połączeniem słupka z poprzeczką.

Narzekanie na boisko…  

Z drugiej strony było jeszcze gorzej. Jedyny celny strzał gości to główka Bartosza Kwietnia w 33 minucie po rzucie rożnym. Cały dorobek trzech najskuteczniejszych w tym sezonie zawodników Miedzi Kamila Antonika (5), Asiera Cordoby (7) i Daniela Stanclika (11), to jeden niecelny strzał Antonika. Warto zauważyć, że przydaje się w bramce chorwacki Austriak Ivan Luczić, który doskonale sobie radził na przedpolu, przechwytując wszystkie dośrodkowania.

Najładniejsza akcja meczu zaczęła się od metrowego spalonego już w pierwszej fazie. Sędzia asystent puścił jednak grę, piłkarze ŁKS wymienili kilka efektownych podań i w 22 minucie Wysokiński celnie strzelił. Nikt na boisku i na widowni się nie cieszył, bo sędzia liniowy narobił tylko apetytu - spalony był oczywisty, ale podniósł chorągiewkę dopiero po zakończeniu akcji.

Po meczu trenerzy bronili swoich zawodników. - To, na czym graliśmy, wypaczyło wynik spotkania – stwierdził wręcz Janusz Niedźwiedź, odnosząc się do stanu boiska.

- Próbowaliśmy dostosować się do tego, co zastaliśmy. Współczuję piłkarzom, że muszą wykonywać swój zawód w takich warunkach - zgadzał się z nim Grzegorz Szoka.

Wojciech Filipiak

CZY WIESZ, ŻE…

Łodzianie ostatni mecz na swoim stadionie wygrali prawie… cztery miesiące temu. Było to 3 listopada, kiedy w spotkaniu 15. kolejki pokonali przy Alei Unii Lubelskiej Śląsk Wrocław 2:1. Od tego czasu dwa mecze zremisowali i dwa przegrali.


 OCENA MECZU ⭐⭐

◼ ŁKS – Miedź Legnica 0:0

ŁKS: Bobek – Loeffelsend (65. Krykun), Craciun, Rudol, Pingot – Terlecki, Wysokiński, Hinokio (75. Ernst), Arasa (75. Toma), Norlin – Piasecki (65. Lewandowski). Trener Grzegorz SZOTA.

MIEDŹ: Luczić – Bochnak (65.Polak), Kwiecień (80. Stępiński), Joviczić, Grudziński, Szymoniak – Cordoba (75. Miocz), Serafin, Petrović (75. Rakip), Antonik (65. Mansfeld) – Stanclik. Trener Janusz NIEDŹWIEDŹ.

Sędziował Mariusz Myszka (Stalowa Wola). Widzów 5102. Żółte kartki: Rudol, Hinokio – Cordoba.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się