Nieograniczone marzenia
Liverpool wydaje miliony, żeby zdobyć coś więcej niż „tylko” mistrzostwo kraju.
Liverpool był najbardziej zdeterminowany w kwestii transferu Milosa Kerkeza. Fot. Imago/PressFocus
ANGLIA
Miniony sezon mógł wywołać mieszane uczucia wśród sympatyków ekipy z Anfield. Z jednej strony był to pierwszy sezon po odejściu Jurgena Kloppa, co naturalnie budziło obawy kibiców. Z drugiej – po fenomenalnym początku sezonu mało kto przypuszczał, że Liverpool dołoży do gabloty jedynie trofeum za wygranie Premier League. Drużyna prowadzona przez Arne Slota zdeklasowała rywali w lidze, ale jeszcze w połowie sezonu apetyty sięgały znacznie wyżej. Nowy format fazy ligowej Ligi Mistrzów sprawił, że Liverpool trafił na PSG już w 1/8 finału, a to właśnie paryżanie sięgnęli ostatecznie po triumf w rozgrywkach. Po zaciętym dwumeczu i konkursie rzutów karnych The Reds pożegnali się z Ligą Mistrzów. Dodatkowo przegrali finał krajowego pucharu z Newcastle. Zamiast potrójnej korony została liga – wygrana co prawda w kapitalnym stylu, ale pozostał lekki niedosyt na zakończenie sezonu.
Następca Joty
Ambicje właścicieli Liverpoolu wydają się nie mieć granic. Podobnie jak ich środki finansowe. Nie może więc dziwić, że klub wykazuje się ogromną aktywnością na rynku transferowym. Zanim jednak przejdziemy do transferów, trzeba wspomnieć o wielkiej tragedii: śmierci Diogo Joty. Liverpool uczci pamięć Portugalczyka, zastrzegając jego numer. Klub wypłaci też pełny kontrakt rodzinie zawodnika. To zasługuje na ogromny szacunek i pokazuje, że słowa z hymnu klubowego „You’ll Never Walk Alone” to nie jest pusty slogan. Jednak w miejsce Joty trzeba było kogoś sprowadzić. Postawiono na Hugo Ekitike. Francuz przyszedł z Eintrachtu Frankfurt za 95 milionów euro. Kwota robi wrażenie, ale biorąc pod uwagę jego wiek, status klubu sprzedającego oraz fakt, że kupuje go czołowy klub Premier League – nie wydaje się to przesadą. Ekitike po tułaczce po francuskich klubach odnalazł się w Eintrachcie i prezentował się na niemieckich boiskach bardzo dobrze.
Wygrany wyścig
Z kolei przy transferze Floriana Wirtza Liverpool wygrał walkę w zasadzie z całą Europą. Ciężko znaleźć topowy klub, który nie był zainteresowany 22-letnimNiemcem. Najbliżej był Bayern Monachium, który jednak tradycyjnie nie chciał płacić tak dużych pieniędzy i przegrał wyścig z Liverpoolem. Sam Wirtz już dawno przerósł Bayer Leverkusen, a po odejściu Xabiego Alonso do Realu Madryt jego transfer został już praktycznie przesądzony. To piłkarz absolutnie topowy, śmiało można go określić talentem generacyjnym. Powinien z miejsca stać się czołowym zawodnikiem w drużynie.
Liverpool mocno odświeżył również boki obrony. Na prawej stronie pojawił się Jeremy Frimpong – zupełnie inny typ defensora niż Trent Alexander-Arnold. Nie zaoferuje tylu długich podań, tak dobrych stałych fragmentów, ale nadrabia to intensywnością, fizycznością i wybitną wydolnością. Wielokrotnie również pokazywał, że potrafi skutecznie podłączać się do akcji ofensywnych i z pewnością będzie mocnym punktem zespołu.
Z kolei Milos Kerkez również wzbudzał zainteresowanie wielu czołowych klubów, ale determinacja Liverpoolu okazała się decydująca. Młody Węgier ma duże szanse, by na poważnie włączyć się do walki o miejsce w wyjściowej jedenastce.
Ważne postaci
W ten sposób Liverpool wydał setki milionów euro, a suma może się jeszcze powiększyć, jeśli do ekipy dołączy Alexander Isak. Jednak Liverpool nie działa tylko na rynku poszukując zawodników w innych klubach. Zadbał też o to, żeby nie opuścili go żadni wartościowi zawodnicy. Przedłużono kontrakty z Mohamedem Salahem i Virgilem van Dijkiem. Ich nowe umowy obowiązywać będą do 2027 roku.
Skala aktywności Liverpoolu na rynku transferowym budzi spore wątpliwości w kontekście rzeczywistego obowiązywania zasad Financial Fair Play i ich egzekwowania przez UEFA. Mimo ogromnych wydatków klub uzyskał ze sprzedaży zawodników „zaledwie” około 120 milionów euro. Oczywiście możliwe są jeszcze kolejne odejścia, mówi się o możliwym transferze Darwina Nuneza, ale nawet gdy do tego dojdzie, to bilans będzie mocno ujemny.
Jakub Bargiel