Obiecujący przystanek
Teraz nie było źle, ale o sile Biało-czerwonych przekonamy się pod koniec lipca podczas mistrzostw świata.
Andrzej Rządkowski (z prawej) odniósł we Francji życiowy sukces i teraz liczymy na dobry występ w Hongkongu. Fot. Polski Związek Szermierczy
SZERMIERKA
Mistrzostwa Europy we francuskim Antony był zaledwie preludium przed lipcowymi (22-30) mistrzostwami świata w Hongkongu, gdzie o medale oraz miejsca w czołowej ósemce będzie znacznie trudniej. Teraz jednak cieszymy się z dwóch medali: srebrnego florecisty Andrzeja Rządkowskiego oraz brązowego szpadzistki Alicji Klasik. Rybniczanka zadomowiła się w światowej czołówce w broni, gdzie jest największa konkurencja, więc należą jej się słowa uznania.
Potknięcie i... pochwały
- Dwa medale w turniejach indywidualnych, gdzie o podium znacznie trudniej niż w rywalizacji drużynowej, to sukces i jesteśmy z tego faktu zadowoleni – mocno akcentuje dyrektor sportowy Polskiego Związku Szermierczego, Łukasz Mandes. - Po raz pierwszy od kilku sezonów mieliśmy aż pięć drużyn w czołowej ósemce, jedynie szpadzistkom nie udało się awansować, bo przegrały z coraz silniejszymi Niemkami. Gdy poznaliśmy drabinkę pucharową, byliśmy przekonani, że szpadzistki poradzą sobie z Niemkami, jednak rzeczywistość była inna, ale traktujemy to jako wypadek przy pracy. Ponadto warto zwrócić uwagę, że nastąpiła zmiana pokoleniowa i w zespole mamy młode szpadzistki, wliczając również Alę Klasik. Ona jest stabilna, ale jej koleżanki nie mają jeszcze takiego doświadczenia. Raptem od roku startują w gronie najlepszych, tak więc z 11. miejsca nie robiłbym tragedii. Zobaczymy, co się wydarzy podczas mistrzostw świata w Hongkongu i po nich będziemy mogli dokonać głębszej oceny szpadzistek.
Piotr Kiełpikowski odnosił sukcesy we florecie, jednak od szpady również nie stronił, ale jako trener zajął się tą drugą bronią. Przez rok z niewielkim okładem odpowiada za wyniki szpadzistów i są tego efekty.
- Trzy lata temu szpadziści znaleźli się w ćwierćfinale Igrzysk Europejskich w Krakowie, a potem były sezony ogromnej posuchy i podczas turniejów pucharowych i mistrzowskich zespół zajmował odległe miejsca – dodaje szef sportowy związku. - Teraz zespół zdołał pokonać silną Holandię, która stawała na podium Pucharu Świata, a w 1/4 finału dzielnie walczył z późniejszymi mistrzami, Włochami. Na słowa uznania zasłużył lider tej drużyny Damian Michalak, który był blisko ćwierćfinału (9. miejsce – przyp. red.). Z ciekawością będziemy obserwować pracę trenerów we wszystkich broniach, bo widzę postępy.
Stabilizacja
Przed turniejem wiele sobie obiecywaliśmy po szablistkach, choć w zespole były dwie debiutantki. Zajęły one 6. miejsce, czyli zaliczyły „obsuwę” o cztery lokaty, natomiast panowie złapali stabilizację i po raz pierwszy znów znaleźli w ćwierćfinale.
- To prawda, że drużyna szablistek była zmieniona, bo zabrakło Sylwii Matuszak (urlop macierzyński – przyp. red.), a ona zdobywała sporo punktów i wprowadzała spokój – stwierdza Mandes. - Nasze panie były blisko strefy medalowej, ale przegrały dwoma trafieniami z Włoszkami. Jestem spokojny o przyszłość tej broni, bo panie solidnie pracują i już na najbliższym turnieju znów będą się starały o wysokie miejsce. Szabliści walczyli nierówno, zawiódł Olaf Stasiak, a przecież wcześniej był ważnym ogniwem drużyny, niemniej ósme miejsce na pewno jest dobrym wynikiem. W ostatnich latach zajmowali odległe lokaty i nawet nie byli klasyfikowani wśród szesnastu zespołów. Floreciści od pewnego czasu prezentują wysoką formę i potwierdzili to w mistrzowskim turnieju. Na pewno zaskoczyły pozytywnie florecistki, bo przecież w drużynie nastąpiła zmiana pokoleniowa. Mamy Martę Jakubowską i Amelię Olszewską wspierane przez Julkę Walczyk-Klimaszyk oraz Hanię Łyczbińską, zaś trener Łukasz Szymański przez cały sezon dokonywał selekcji i szukał optymalnego składu. Mam nadzieję, że znalazł, ale to się okaże w mistrzostwach świata. Nie przypuszczam, by trenerzy chcieli dokonać zmian w składach.
Ten turniej to był obiecujący przystanek, ale najważniejszy będzie pod koniec lipca. Teraz kilka dni wolnego i kadrowiczów czekają kolejne zgrupowania. Tylko szpadziści i szabliści przez cały czas będą trenowali w kraju. Reszta będzie uczestniczyła również w zgrupowaniach zagranicznych i tak, dla przykładu, szpadzistki z końcem czerwca będą trenowały w Pradze, zaś szablistki po pobycie w Sosnowcu 13 lipca wylatują do Hongkongu i tam będą ćwiczyły i sparowały z rywalkami z innych krajów.
Włodzimierz Sowiński