Papszun nie spotka się z Tomczykiem?
W niedzielę Marek Papszun ma po raz pierwszy poprowadzić Legię przeciwko Rakowowi – klubowi, który zbudował jego legendę. Ma, ponieważ jest duże prawdopodobieństwo, że zabraknie go na ławce trenerskiej.
Jesienne starcie Rakowa z Legią zakończyło się remisem 1:1. Jak będzie tym razem?/Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus
Tej historii chyba nie trzeba specjalnie przypominać. W grudniu zeszłego roku Marek Papszun w nie najlepszych okolicznościach, choć przy bardzo dobrych wynikach zdecydował się zostawić Raków na rzecz pracy w Legii Warszawa. Sprawą żyła cała piłkarska Polska, ponieważ to w Częstochowie szkoleniowiec przeszedł drogę od II ligi do mistrzostwa Polski, dorzucając po drodze kilka innych trofeów. To była historia w hollywoodzkim stylu, ale trener mający pod Jasną Góra status legendy zapragnął podjęcia się misji ratunkowej klubu, który uważa za najlepszy w Polsce i o prowadzeniu którego zawsze marzył. Jego następcą w Rakowie został Łukasz Tomczyk, którego zresztą wcześniej Papszun widział w roli swojego asystenta. Wówczas, co zresztą całkowicie zrozumiałe Tomczyk wolał jednak poświęcić się rozwojowi projektu w Polonii Bytom. Propozycja pierwszego trenera Rakowa była dla niego jednak tą z gatunku „nie do odrzucenia”.
Sprawa jest poważna
Nie wiadomo jednak, czy „uczeń” z „mistrzem” w niedzielę się w ogóle spotkają. Klub z Warszawy w tygodniu poinformował bowiem o chorobie Papszuna. - Przez tyle lat w Rakowie trener praktycznie nie brał wolnego. O nic nie chcę tutaj go podejrzewać, ale Marek Papszun czasami słynął z pewnych zagrywek taktycznych, jak „kontuzja bramkarza” po to, aby przekazać zawodnikom wskazówki na boisku – zastanawia się były piłkarz Rakowa Robert Załęski. Jak udało nam się ustalić, tym razem nie jest to jednak żadna zagrywka taktyczna, a sprawa wydaje się poważna, bo jeszcze w czwartek szkoleniowiec Legii przebywał w szpitalu. Niczego nie można przesądzać, ale na ten moment zdecydowanie bardziej prawdopodobna jest jego absencja przy Łazienkowskiej, niż poprowadzenie zespołu z ławki. - Bardzo bym chciał rywalizować z trenerem na ławce, bo jak cały Raków mam do Marka Papszuna duży szacunek – powiedział zapytany o tę sytuację przez nas Łukasz Tomczyk.
Czy ewentualny brak trenera Legii, który zawodników Rakowa zna… lepiej niż Tomczyk może być ułatwieniem dla Częstochowian? - Na boisku ostatecznie występują piłkarze. Poza tym trener może przekazywać wskazówki i mobilizować zawodników poprzez swoich asystentów, więc nie przeceniałbym tej roli. Legia jest w takim położeniu, że chyba dodatkowo nie musi się mobilizować, tylko walczyć na całego – uważa Załęski.
Gra o posadę?
Dla Rakowa waga meczu w Warszawie zresztą wcale nie jest mniejsza. Po trzech porażkach z rzędu drużyna potrzebuje odbicia. Kolejna strata punktów mogłaby również skutkować dalszym osuwaniem się w ligowej tabeli, a to mogłoby mieć już poważne konsekwencje. Pozycja szkoleniowca na ten moment wydaje się niezagrożona, ale piłka nożna jest bardzo dynamicznym biznesem. Na naukę jest w niej bardzo mało czasu, a w takim klubie jak Raków nie ma go praktycznie wcale. Co gorsza, przed wicemistrzami Polski dwa niezwykle istotne mecze z rywalami mającymi nóż na gardle (po przerwie reprezentacyjnej Raków zagra z Widzewem).
W Rakowie bardzo kibicują temu, aby historia z zatrudnieniem trenera „stąd", o Rakowskim DNA, zakończyła się pozytywnie, ale z drugiej strony doskonale zdają sobie sprawę, że nie można wszystkiego przegrać i pozostawić tego bez reakcji. Na razie przegrana została Liga Konferencji i więcej strat nikt nie chce ponieść. Priorytetem jest Puchar Polski, ale nikt w klubie nie wyobraża sobie, że Raków mógłby się nie zakwalifikować choćby do Ligi Konferencji przez ekstraklasę - to jest cel absolutnego minimum. Coraz częściej pojawiają się też pytania, czy Tomczyk dorósł do piłki na poziomie, jaki chcą osiągnąć w Rakowie? Wyzwania są tu duże, trener musi mieć kontrolę nad piłkarzami, którzy nierzadko mają bardzo wysokie ego, są powoływani do reprezentacji narodowych. Na ten moment brakuje przede wszystkim wyników, dlatego każdy najbliższy mecz będzie miał bardzo dużą wagę. Na plus szkoleniowca działa poprawa stylu gry zespołu oraz… brak szczęścia w dotychczasowych meczach. W Rakowie liczą bowiem, że zgodnie z piłkarskim porzekadłem zostanie im to oddane w końcowej fazie sezonu i „wyjdzie na zero”. Raków musi przede wszystkim zacząć skuteczniej punktować.
Dużo do wygrania
- Zrobimy wszystko, aby być w optymalnej dyspozycji na ten mecz, co nie będzie proste. Musimy odpowiedzieć taką zdrową sportową złością. W takich meczach wychodzi jakość mentalna zawodników, sztabu i całego klubu – mówi przed wyjazdem do Warszawy Tomczyk. - Patrzymy w przyszłość z optymizmem, bo nic nam jeszcze nie uciekło. Wierzymy, że mecz przy Łazienkowskiej to będzie takie nasze przełamanie – dodaje Ariel Mosór, który w 19 minucie czwartkowego meczu zastąpił Frana Tudora, któremu odnowiła się kontuzja z Florencji. - Dużo jeszcze możemy w tym sezonie ugrać. Nasza dyspozycja jest lepsza niż wyniki i w niedzielę będziemy chcieli to potwierdzić – w podobnym tonie kończy Oskar Repka. Zwyciężając na Legii Raków może wygrać zdecydowanie więcej niż trzy punkty.
Mariusz Rajek