Piątkowy przegrany odpadnie z gry
Rozmowa z byłym piłkarzem m.in. Polonii Bytom i Jagiellonii, długoletnim członkiem sztabu szkoleniowego Białostoczan
Zatrzymać Afimico Pululu wszelkim sposobem – oto zadanie Górnika. W Zabrzu jesienią udało się to m.in. Jarosławowi Kubickiemu. Fot. Gleb Soboliev / Press Focus
NA KOLEJKĘ ZAPRASZA RAFAŁ GRZYB
Kiedy poznamy mistrza Polski w tym sezonie?
– Patrząc na to, co się dzieje przez całe rozgrywki, myślę, że walka będzie trwała do końca. Kwestia tytułu rozstrzygnie się w ostatniej kolejce.
A potrafi pan postawić diagnozę, dlaczego akurat ten sezon jest taki szalony i nieprzewidywalny?
– Wartości drużyn – w kontekście jakości zawodników w nich grających – w tej chwili są bardzo wyrównane. Coraz więcej klubów stać na to, żeby ściągać coraz lepszych piłkarzy. Prócz pieniędzy ważna jest jednak także – co widać na przykład w przypadku Widzewa – kwestia stabilizacji i pewnej powtarzalności w tym, co się robi. W wielu zespołach widać już cierpliwość działaczy czy właścicieli, niezbędną do zbudowania trwałej jakości. Ale wciąż są i sytuacje – patrząc choćby na zmiany trenerskie – że tej cierpliwości jednak brakuje. No i zespoły teoretycznie mające być w czołówce ligi, dziś są od tej czołówki bardzo daleko.
Brakuje tam cierpliwości, ale być może też fachowego rozeznania, kogo i za ile warto ściągnąć?
– W niektórych przypadkach ściągano zawodników tylko dlatego, że grali za granicą w jakiejś mocnej lidze. Ale sam ten fakt niekoniecznie musi przekładać się na jakość prezentowaną u nas.
Tym bardziej, że w ekstraklasie wciąż ważna jest przede wszystkim fizyczność, a nie tylko jakość czysto piłkarska, prawda?
– Tak. Z tego względu nawet ci klasowi zawodnicy potrzebują trochę czasu, by się w naszej ekstraklasie zaaklimatyzować. To się jednak będzie stopniowo zmieniać, bo dzięki dobrej promocji – choćby przez Ligę Konferencji – i coraz większym pieniądzom w lidze będzie łatwiej o angaż w polskim klubie piłkarzy wysokiej klasy.
A ma pan wrażenie, że jesteśmy już w momencie, w którym polski zespół będzie w stanie zagrać już nie w Conference League, ale w Lidze Europy? A może nawet w Lidze Mistrzów?
– Zaczynamy pukać do bram tych rozgrywek, ale w tym momencie wciąż jeszcze to Liga Konferencji jest skrojona dokładnie pod nasze możliwości. Choć oczywiście mam nadzieję, że dzięki pięciu drużynom w pucharach i wysokiemu rozstawieniu mistrza Polski w kwalifikacji LM być może ten najbliższy sezon wreszcie będzie przełomowy dla naszych klubów.
Mówił pan o cierpliwości. W tej kolejce Cracovia, która właśnie trenera pogoniła, zagra z Pogonią, w której szkoleniowiec siedzi na rozżarzonym krześle. Elsner i Thomasberg to obcokrajowcy. Lepiej zatrudniać Polaków?
– Cóż, wielu trenerów-obcokrajowców odbiło się od polskich klubów, choć w innych krajach mieli naprawdę niezłe wyniki. Nasza liga jest specyficzna: wciąż jeszcze siłowa, choć zmierza już w lepszym kierunku, bardziej techniczno-taktycznym.
Myśli pan, że ktoś z pary Cracovia – Pogoń może być spadkowiczem?
– Nie. Obie drużyny się utrzymają.
A Widzew, który zagra z również niemającym pewności utrzymania się Motorem?
– Nie chcę tu nikogo wskazywać na spadek; jedną nogą w I lidze na razie jest tylko Termalica. Natomiast tych zagrożonych ekip jest bardzo wiele.
Widzew dziś jest już innym zespołem niż na początku lutego, po zimowej rewolucji?
– Na pewno jest stabilniejszy, gra solidniej, popełnia mniej błędów, ale widać, że nie jest tak zgrany, jak życzyłby sobie tego trener Vuković.
I jeszcze trzeci mecz w dolnych rejonach tabeli: Piast czy Arka?
– W Gdańsku, grając przez dużą część meczu w osłabieniu, Piast walczył do końca i zdobył punkt. Generalnie, z długofalowej perspektywy, lepiej się prezentuje niż Arka, ale zespół z Gliwic zrobił zdecydowany progres od czasu pożegnania szwedzkiego trenera.
Dużo mówiliśmy o dole tabeli, a tu góra wzywa. Jagiellonia – Górnik to mecz o mistrzostwo czy już tylko o srebro?
– Ta drużyna, która przegra, definitywnie straci szanse na mistrzostwo. Zwycięzca zaś do samego końca będzie się z Lechem bić o tytuł.
Mocno pan ogranicza stawkę zespołów, które wytrwają do samego finiszu!
– No tak. Bo sporo jest jeszcze gier bezpośrednich między nimi. I kolejne ekipy będą gubić w nich punkty.
Serducho wciąż mocno bije dla Jagi?
– Tyle lat spędziłem w tym klubie, że trudno tak nagle przestać go lubić. Mieszkam w Białymstoku i chciałbym, żeby ta drużyna osiągała sukcesy. Fajnie iść sobie na dobry mecz, czy to w Lidze Konferencji, czy może Lidze Europy, jeżeli będzie taka możliwość.
Seria słabszych wyników Jagi niepokoiła pana?
– Każdej drużynie w jakiejś fazie sezonu zdarza się słabszy moment. Na szczęście Jagiellonia ma już go za sobą. Zresztą jej gra nie wyglądała tak źle, by martwić się o wynik całego sezonu.
No to kto w piątek będzie górą?
– Bliżej mi sercem i rozumem do wygranej Jagi.
Mamy też w tej kolejce klasyk: Lech – Legia. Jak będzie?
– Legia ma delikatny komfort po ostatnich spotkaniach, nabrała nieco pewności siebie, zbierając kolejne punkty. Ale patrząc na to, w jaki sposób gra Lech, bliżej mi do myśli, że wygra Kolejorz.
Postawa GKS-u Katowice i Zagłębia to wskazówka dla innych prezesów, że warto grać Polakami?
– Pewnie każdy by sobie życzył, żeby we wszystkich klubach Polaków było jak najwięcej, by to oni stanowili o sile zespołów. Na chwilę obecną jest to trudne, ale może otworzy i innym oczy, że jeżeli obcokrajowiec nie robi różnicy, nie przewyższa naszych jakością, to może lepiej, by jakiś młody Polak rozwijał się jego kosztem.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
Rafał Grzyb. Fot. Rafał Oleksiewicz / Press Focus