POD NAPIĘCIEM
◼ Święta Wojna ◼ Długie czekanie ◼ Niepokój w Katowicach
Piłkarze Arki i trener Dawid Szwarga (w środku) czekają na pierwszą wygraną. Fot. Tomasz Jastrzębowski / Press Focus
1. Święta Wojna
Jak mecz Korony z Radomiakiem to oczywiście prestiżowe starcie zespołów z miast oddalonych od siebie o niecałe 100 km i których rywalizacja od lat napędza jednych i drugich. Pierwsze gry pomiędzy Złocisto-krwistymi a Zielonymi miały miejsce w lidze okręgowej w latach 70. Potem były starcia w III lidze. Teraz oba kluby grają w najwyższej klasie rozgrywkowej i kiedy rywalizują ze sobą, to zawsze jest ciekawie! Nie inaczej ma być na inaugurację 4. kolejki. Mecz w Kielcach obejrzeć ma komplet publiczności. Będzie tym bardziej interesująco, że przecież za kielczanami słaby start i ledwie punkt. Z kolei zespół z Radomia, jeśli wygra z Koroną na jej terenie, zostanie… samodzielnym liderem z 10 punktami. Jest więc o co grać!
2. Długie czekanie
Z trójki drużyn, które awansowały, na razie najsłabsza jest dość niespodziewanie Arka, która ma dwa punkty za remisy. Na inaugurację zespół Dawida Szwargi poległ w Lublinie z Motorem 0:1, a remisy zanotowała z Radomiakiem u siebie i ostatnio przy Łazienkowskiej z Legią, co na pewno można uznać za sukces. Teraz będzie rywalizacja z Pogonią na swoim stadionie i oczekiwanie na pierwsze zwycięstwo w ekstraklasie od… 18 lipca 2020 roku, czyli pandemicznego sezonu i czasów jeszcze ESA37. Wtedy to Arka w ostatniej kolejce pokonała Wisłę w Krakowie 1:0 po bramce Oskara Zawady, ale to nie wystarczyło, żeby się utrzymać.
3. Niepokój w Katowicach
Słaby start, słaba gra, a teraz wizyta w Warszawie i gra z Legią. Na początku rozgrywek w GieKSie nie jest spokojnie. Po stracie czołowych graczy drużyna prowadzona przez Rafała Góraka nie przypomina tej, która była w poprzednich rozgrywkach, kiedy katowiczanie szli jak burza. Z drugiej jednak strony tamten początek też nie był za dobry, bo po trzech kolejkach zespół miał trzy punkty za wygraną w Mielcu i dwie porażki u siebie – z Radomiakiem i Rakowem. Może to jest jakieś pocieszenie dla jedenastki z Katowic? Jedno jest pewne – trzeba zacząć punktować, bo sytuacja może stać się jeszcze bardziej nerwowa...
(zich)