Pogacar i Vingegaard zaczynali od... futbolu

Słoweniec i Duńczyk już po raz siódmy stoczą pojedynek o zwycięstwo w Wielkiej Pętli. Na razie 4:2 wygrywa ten pierwszy.

Jonas Vingegaard pierwszy poważny sukces odniósł na Tour de Pologne, który od lat organizuje Czesław Lang. Fot. Krzysztof Porębski / PAP

W Pogacara od początku mocno wierzył jego pierwszy trener Miha Koncilja z klubu KD Rog z Lublany. – W Słowenii rocznik 1998 był pełen talentów kolarskich, a ich wszystkie wyścigi były jak fajerwerki: jeden atakował, drugi kontrował, i tak bez przerwy – opisywał. Trener jest zaprzyjaźniony z rodziną Pogacarów, u niego ścigał się też starszy brat Tadeja, Tilen. – Tadej grał w piłkę nożną, ale jak zobaczył, że starszy brat jeździ na rowerze, to sam chciał spróbować. Był jednak znacznie niższy od swoich rówieśników, o 10-15 centymetrów i mając 12-13 lat musiał walczyć z całych sił, aby utrzymać z nimi kontakt – opowiadał. Jako 18-latek Pogacar wygrał prestiżowy wyścig juniorów Giro della Lunigiana we Włoszech, wpisując się na listę zwycięzców obok m.in. Damiano Cunego, Vincenzo Nibalego i Remco Evenepoela. – Zrozumieliśmy wtedy, że jest on kimś wyjątkowym. Potem zaskakiwał nas każdego roku. Młodość jest jego atutem, nie odczuwa żadnej presji i uwielbia kolarstwo. Dla niego to nie tylko praca, ale pasja, styl życia – podkreślił Koncilja. Od 2019 roku Pogacar jest zawodnikiem UAE Team Emirates, dokąd ściągnął go rodak Andrej Hauptman, były kolarz, brązowy medalista mistrzostw świata z 2001 roku. Narzeczoną Pogacara jest kolarka Urska Zigart.

Z kolei Vingegaard miał trudną drogę na kolarski szczyt. Starszy o dwa lata od Pogacara Duńczyk wykuwał charakter, pracując na targu rybnym w rodzinnej okolicy – w porcie Hanstholm od świtu pakował solę i dorsza, a trenował dopiero popołudniami. Choć najwyższy punkt Danii, wzgórze Yding Skovhoj, znajduje się na wysokości 173 m n.p.m., to nie przeszkodziło to jednak wychować temu krajowi świetnego „górala”. W 2019 roku wpadł w oko kierownictwu Jumbo-Visma, gdzie wciąż jeździ, i w premierowym sezonie w kolarskiej elicie odniósł pierwsze zwycięstwo – na etapie Tour de Pologne z Zakopanego do Kościeliska.

Vingegaard urodził się w Hillerslev, wiosce na północnym zachodzie Danii liczącej ledwie 370 mieszkańców. Blady i mikry chłopiec pierwsze sportowe kroki skierował na boisko piłkarskie, ale ze względu na wątłą budowę nie radził sobie najlepiej. – Zawsze w drużynie byłem najmniejszy i najsłabszy fizycznie – wspominał. Wobec braku perspektyw przerzucił się na rower. Trenował, jeżdżąc pod wiatr, który w rodzinnej miejscowości wieje... zawsze. Gdy jako nastolatek zaczął zdradzać oznaki talentu, rodzice zabierali go na wakacje do Francji, gdzie jeździł po alpejskich szosach. – Jeździliśmy tam, żeby mógł trenować – wspominał w rozmowie z „L'Equipe” zajmujący się hodowlą łososia ojciec Vingegaarda Claus. – Na początku brałem rower i wspinałem się razem z nim, ale zanim dotarłem na szczyt, on zdążył już pokonać trasę w górę i w dół kilka razy. Zaliczyliśmy m.in. Glandon i Galibier, a cały lipiec spędzaliśmy na kempingu w Bourg-Saint-Maurice. Dwukrotnie widzieliśmy, jak kolarze rywalizujący w Tourze wjeżdżali na Alpe d'Huez – dodał. Kolarz może liczyć na wsparcie o 10 lat starszej żony Trine i ich córki Fridy. – Zawdzięczam im wszystko, są moimi pierwszymi kibicami – podkreślał. Jego wielki rywal z francuskich tras, Pogacar, jest bardziej otwarty, czerpie z popularności i mieszka w Monako, a Duńczyk wciąż jest zamknięty w sobie i nadal przy każdej okazji wraca w rodzinne strony. – Wie, że są ważniejsze rzeczy niż rower i ściganie. Jest bardzo zorientowany na rodzinę – zaznaczył jego kolega z zespołu, Wout van Aert.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się