Pozostańmy monolitem: to klucz!
Rozmowa z Lukasem Klemenzem, obrońcą GKS-u Katowice
Tak Lukas Klemenz (z prawej) cieszył się z wygranej z Lechią. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
W sobotnim meczu z Lechią Gdańsk po raz pierwszy od 80 meczów Arkadiusz Jędrych nie mógł zagrać w meczu ligowym. Jak bardzo dziwnie czuł się pan, gdy nie miał obok siebie w bloku defensywnym kapitana?
- W szatni śmialiśmy się, że jest to trochę dziwne, że wszyscy jesteśmy ubrani po sportowemu, a Arek w cywilnych ciuchach! Przez pierwsze kilka minut grało się więc inaczej, tym bardziej dla mnie, bo zagrałem na jego pozycji, w centrum obrony. To Arek zawsze trzyma obronę, każdy z nas wie, że to właśnie on jest za plecami. Dzisiaj go zabrakło, ale fajnie, że mimo rotacji w obronie, bo nie było też Alana Czerwińskiego, unieśliśmy ciężar spotkania, grając na zero z tyłu. Jasne, były momenty nerwowości na początku meczu, ale z czasem, po zdobytej bramce, zyskaliśmy pewność siebie.
Jak duża jest różnica pomiędzy grą z lewej strony defensywy – jak gra pan zazwyczaj – a w środku?
- Różnica jest ogromna. Jeśli gra się w centrum, ma się blisko siebie ósemki, a ponadto obok stoją półboczni stoperzy. Jest więc kilka opcji do rozegrania. Z boku gra się zupełnie inaczej – jest duża presja, ogranicza linia boczna… W sobotę skupiłem się przede wszystkim na defensywie, na kryciu centrum.
Mimo sporych zmian GKS poradził sobie bardzo dobrze, utrzymał czyste konto i wygrał z Lechią 2:0. Czy ten mecz udowodnił, że zespół jest odpowiednio zbudowany, że zawodnicy, którzy grają mniej, cały czas naciskają na tych, którzy występują w ekstraklasie regularnie?
- Ta runda pokazuje, że ci, którzy grają, cały czas czują oddech na plecach zawodników z ławki. Każdy z nas jest tak samo ważnym członkiem zespołu, wszyscy są potrzebni. Każdy z nas daje z siebie na treningach 100 procent. To z kolei powoduje progres. W każdym zespole potrzebna jest rywalizacja. A u nas jest ona zdrowa, utrzymujemy ze sobą świetne relacje. Oczywiście na koniec trener wybiera wyjściową jedenastkę i – jeśli wygrywamy – ciężko o duże zmiany w niej. Każdy jednak zasuwa, pracuje i nikt się nie obraża, bo – tak jak było w sobotę – przyjdą kartki czy kontuzje i trzeba będzie wskoczyć do gry i udowodnić swoją wartość. W sobotę wszyscy udowodniliśmy, na co nas stać.
Obok siebie w linii defensywnej miał pan Marcina Wasielewskiego. Przekonaliśmy się już, że może grać jako wahadłowy po obu stronach boiska, a w sobotę pokazał, że świetnie spisuje się także w trójce defensywnej…
- Trochę przypomina Philippa Lahma z Bayernu (uśmiech). Może zagrać na każdej pozycji w defensywie. To mnie cieszy, bo fajnie jest mieć w zespole takiego wszechstronnego zawodnika. Dla sztabu jest to duży komfort, wiedząc, że zagra dobrze na dowolnej pozycji.
W sobotę jedziecie do Białegostoku, żeby zagrać z Jagiellonią, ekipą, która do niedawna mierzyła się w Lidze Konferencji. Dzięki ostatnim wynikom nie jesteście skazywani na porażkę, tym bardziej że zespół Adriana Siemieńca zaczął grać gorzej. Czy jesteście w takim momencie, że każdy rywal będzie miał problem, żeby z wami wygrać?
- Mamy taką nadzieję. Trzeba jednak wykonywać małe kroki. Nadal zostało sporo meczów do rozegrania do końca sezonu. We wtorek gramy zaległy mecz z Jagiellonią i na tym musimy się skupić. Później mecz z Cracovią na wyjeździe i rozpocznie się przerwa na kadrę. Nie ma co wybiegać w przyszłość. Najważniejsze jest to, żebyśmy – nawet w przypadku porażki na drodze do finiszu rozgrywek – pozostali monolitem. To może nas zaprowadzić w… fajne miejsce!
Rozmawiał Kacper Janoszka