Pracują w ciszy
O co może zagrać Zagłębie Lubin? To pytanie coraz częściej zadają sobie nie tylko fani Miedziowych. Europejskie puchary są możliwe? – Na razie mamy za mało punktów, aby się utrzymać – stara się gasić hurraoptymistyczne nastroje Leszek Ojrzyński.
Mało kto się spodziewał, że piłkarze z Lubina będą w tym sezonie spisywać się aż tak dobrze. Fot. Tomasz Folta/PressFocus
Szkoleniowiec, który stoi za metamorfozą Lubinian, jak ognia stara się unikać składania deklaracji, ale po 21 kolejkach sezonu Zagłębie zajmuje czwarte miejsce w tabeli, a więc gwarantujące udział w europejskich pucharach. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i kibice za chwilę zaczną marzyć o powrocie do czasów, gdy klub z Dolnego Śląska reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej.
Trzymają poziom
Trener nie mógł być zadowolony z postawy drużyny w pierwszej połowie sobotniego meczu, kiedy to piłkarze Rakowa totalnie zdominowali jego drużynę. W przerwie postanowił dokonać trzęsienia ziemi, zmieniając trzech zawodników. Efekt był bardzo dobry, bo po zmianie stron to Zagłębie ruszyło na rywali, głównie za sprawą wprowadzonego Marcela Reguły, dla którego był to pierwszy występ po urazie mięśniowym. - Widać było jakość, cwaniactwo, młodzieńczą bezczelność. Takich zawodników potrzebujemy – chwalił napastnika kadry U-21 szkoleniowiec.
Wejście w nową rundę mieli w Lubinie kiepskie, zaczęli od przegranej u siebie z GKS-em Katowice (0:2), ale potem było co najmniej dobrze – wygrania w Kielcach (2:1) z Koroną oraz bezbramkowy remis z Rakowem to cenne zdobycze Miedziowych, które w połączeniu z brakiem stabilizacji pozostałych drużyn z czołówki sprawiają, że Zagłębie - przynajmniej teoretycznie - wciąż jest w grze o najwyższe cele.
Ambitny cel?
No właśnie, czy tylko teoretycznie? Czy klub, który w ostatnich latach jak mało który zdążył przyzwyczaić do ligowej szarzyzny, przeciętności, by nie powiedzieć braku ambicji walki o coś więcej, może w końcu powalczyć o coś dużego? Byłoby to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę, że w Lubinie stawiają przede wszystkim na polskich zawodników. – Zdajemy sobie sprawę, że mało ludzi wierzyło w nasz zespół na początku sezonu. Mam wrażenie, że do tej pory mało ludzi wierzy, ale najważniejsze, że my wierzymy sami w siebie. Ciągniemy wynik do przodu, punktujemy i chcemy, aby tak zostało. Gramy w każdym meczu o zwycięstwo, później spojrzymy na tabelę i zobaczymy, gdzie jesteśmy. Na razie nie chcemy skupiać się na jakimś jednym, konkretnym celu. Ciężko powiedzieć, co jest tajemnicą naszego sukcesu, na pewno dużo nam daje to, że wierzymy w nasz plan. Często to przynosi nam punkty – mówił nam po meczu z Rakowem kapitan zespołu Michał Nalepa. - Nie da się ukryć, że zerkamy w tabelę, ale dla nas naprawdę najważniejsze jest utrzymanie. Kto by się spodziewał, że będziemy tak wysoko? Przed sezonem eksperci skazywali nas na spadek. W ciszy robimy swoje, cieszymy się z miejsca w którym jesteśmy, a co ono przyniesie na koniec, zobaczymy. Czy marzą się puchary? Na pewno, choć ja akurat kontrakt mam do końca sezonu, więc nie wiem, czy dane byłoby mi w nich zagrać (śmiech) – z rozbrajającą szczerością dodaje Mateusz Grzybek, który przez wiele miesięcy zmagał się z kontuzją kolana.
Słowa o tym, że „najważniejsze jest utrzymanie” jak mantrę stara się powtarzać szkoleniowiec. Być może taka taktyka przyniesie korzyść jego zespołowi. - Trzeba szanować to, co jest i zdobywać punkty, bo na razie mamy ich za mało, żeby się utrzymać. To jest podstawa, żeby myśleć o czymkolwiek więcej. W piłce wszystko jest możliwe, tym bardziej gdy matematyczne szanse istnieją. Piłka widziała niejedno, drużyny skazywane na pożarcie zdobywały laury. Jak będziemy mieli 40 punktów, będziemy myśleć, co dalej. Fajnie, że jesteśmy wysoko, ale widzimy, jakie są różnice punktowe między drużynami – odpowiada Leszek Ojrzyński, gdy pytamy go, czy Zagłębie może w przyszłym roku zagrać w europejskich pucharach.
W najbliższej serii gier Zagłębie zagra na wyjeździe z Lechią. - Jedziemy do Gdańska po trzy punkty. Będziemy tam zdyscyplinowani i mam nadzieję, że z takim zaangażowaniem i intensywnością uda się tam wygrać – kończy Mateusz Grzybek.
Mariusz Rajek