Prawda jest taka...

Miało być przełamanie fatalnej passy wicemistrza jesieni kosztem aktualnego outsidera. Skończyło się na szóstym kolejnym meczu bez wygranej i potężnej burzy na trybunach bytomskiego obiektu.

Wydawało się, że po golu już w 29. sekundzie – na zdjęciu: radość jego autora, Oliwiera Kwiatkowskiego – poloniści wygrają po raz pierwszy w tym roku i zamkną dyskusję nad przyszłością swego szkoleniowca. Nic z tych rzeczy... Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Tłoku przed kasami i przy przeprawie przez kołowrotki tym razem na arenie przy Piłkarskiej nie było; wiosenne wyniki Polonii znacząco wpłynęły na frekwencję. I tak jednak nie wszyscy zdążyli jeszcze zająć swoje miejsca na trybunach, gdy poderwał wszystkich z siedzisk Oliwier Kwiatkowski. Skrzydłowy, szykujący się do kolejnej wyprawy na zgrupowanie kadry U-21 w rozgrywkach Elite League, fajerwerki odpalił w momencie, gdy echo powtarzało jeszcze słowa hymnu bytomskiego klubu: „Jeszcze Polonia nie zginęła”. Jego strzał zza „szesnastki” nie był przesadnie silny, za to piekielnie precyzyjny: piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki. – Fajnie zaczęliśmy mecz, dobrze w niego weszliśmy, z pozytywną energią – opisywał wyjściowe nastroje 20-latek.

Tyski koszmar raz jeszcze

– Niektórzy nawet nie zdążyli piłki jeszcze dotknąć i już było 0:1... – odpowiadał Damian Kądzior, doświadczony pomocnik tyszan. A ich trener, Rene Poms, mógł w tym momencie tylko ciężko westchnąć. – Początek pechowy na maksa – zaznaczał po końcowym gwizdku przyznając, że miał w tym momencie z tyłu głowy swój debiut sprzed tygodnia. Wrocławski Śląsk w pierwszym kwadransie nie oddał w Tychach strzału w światło bramki, a prowadził 2:0...

Tym razem jednak obie strony napisały zupełnie inny scenariusz. Nie licząc uderzenia wspomnianego Kądziora z woleja obok spojenia słupka z poprzeczką (38 min), o pierwszej połowie można zapomnieć. Goście brakiem werwy w poczynaniach uśpili nawet grupę własnych kibiców; gospodarze z kolei z minuty na minutę swych fanów zaczęli pobudzać do coraz gwałtowniejszych komentarzy pod swym adresem.

Kądzior potrafi

Zapowiedzią ciut większych emocji u progu drugiej połowy były uderzenia Kądziora i Kwiatkowskiego, pewnie wyłapane przez bramkarzy. Debiutujący między słupkami bytomskiej bramki Wojciech Banasik chwilę potem jednak skapitulował po płaskim mierzonym strzale eksreprezentanta w dolny róg jego bramki. To był wynik, który nijak nie mógł satysfakcjonować miejscowych. Nie byli go jednak w stanie zmienić, bo Jakub Mądrzyk poradził sobie i z uderzeniem Jean Franco Sarmiento z ostrego kąta, i ze strzałem Tomasza Gajdy. Ofensywna bezradność frustrowała polonistów ( – Nie mam mieszanych uczuć – mówił nam Kwiatkowski, gdy pytaliśmy go o pomeczowe emocje. – Mam tylko te negatywne, bo wiem, jak potrafimy grać u siebie), ale jeszcze bardziej – ich fanów.

Szanujcie serca swych legend!

Zarówno tych z trybuny VIP ( – Przecież oni grają na 20 procent tego, co pokazywali jesienią – znakomity piłkarz Polonii z z lat 70. i 80., Czesław Bryłka, wyszedł wcześniej. – To nie na moje serce – tłumaczył), jak i tych z „młyna”. „K***a mać, Polonia grać!” – popłynęło w kierunku murawy. – To sport zawodowy, kibic ma prawo wyrażać opinię w taki sposób, w jaki chce – odnosił się do tej sytuacji Patryk Czubak, trener Polonii. – Choć oczywiście nie jest przyjemnie być tego „beneficjentem” - dodawał.

Dwuwiersz z dedykacją

Bo to na nim skupiała się ostatecznie złość widzów. „Chłopie, nie wstyd ci?” – nawoływano doń kulturalnie zza jego pleców, bo ławka trenerska gospodarzy umiejscowiona jest pod sektorem VIP-owskim. Druga strona już nie gryzła się w język. „Czubak, wyp***aj” – „apelowało” kilkuset szalikowców, żegnając schodzącego do szatni szkoleniowca słowami „Prawda jest taka, nie chcemy tutaj Czubaka”.

– Nigdy nie zdarzyła mi się tak długa seria bez wygranego meczu – przyznawał opiekun gospodarzy. Ale przyczyny tego stanu rzeczy wskazać nie potrafił. Za to na pytanie o własną przyszłość na trenerskiej ławce odpowiadał konkretnie. – Mój kontrakt obowiązuje. I dopóki będzie obowiązywał, będę się wybierać na kolejne mecze – odrzekł, gdy zagadnięty został o swój udział w spotkaniu w Legnicy, który czeka Polonię po reprezentacyjnej przerwie.

Dariusz Leśnikowski

6-6-6

Polonia to trzeci klub, w którym Patryk Czubak ma okazję samodzielnie prowadzić pierwszy zespół seniorów – na dodatek w trzeciej klasie rozgrywkowej. Na przełomie lipca i sierpnia 2023, jako opiekun olsztyńskiego Stomilu, zrezygnował z pracy z drugoligowcem po sześciu oficjalnych meczach: pięciu ligowych i jednym pucharowym (wygrana, remis, cztery przegrane). Na przełomie września i października 2025 sześciokrotnie (trzy wygrane, w tym jedna karnymi, trzy porażki) zasiadał te na ławce Widzewa, wiodąc łódzkich piłkarzy do boju również w pięciu grach ekstaklasowych i pucharowym starciu w Niecieczy. Teraz, na przełomie lutego i marca, sześć razy do tej pory wysyłał na murawę pierwszoligowca z Bytomia (dwa remisy, cztery klapy). Czy tym razem doczeka meczu numer siedem? Diabelnie ciekawe pytanie...

(DaL)

OCENA MECZU⭐ ⭐

◼ Polonia Bytom - GKS Tychy 1:1 (1:0)

1:0 – Kwiatkowski, 1 min, 1:1 – Kądzior, 55 min

POLONIA: Banasik - Michalski (64. Sarmiento), Szymański, Azaćkyj, Matić, Zieliński - Kwiatkowski, Łabojko, Gajda, Andrzejczak (64. Łukowski) - Wojtyra (64. Wołkowicz). Trener Patryk CZUBAK.

TYCHY: Mądrzyk - Machowski, Lipkowski, Łasicki, Luis Silva, Błachewicz (82. Krawczyk) - Kądzior (82. Listkowski), Szpakowski, Keiblinger, Barański (68. Ryguła) - Rumin (68. Łysiak). Trener Rene POMS.

Sędziował Mateusz Jenda (Warszawa). Widzów 1513. Żółte kartki: Łukowski - Łasicki, Szpakowski.

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się