Remis, który nie cieszy
Po meczu pełnym dramaturgii i emocji Legia podzieliła się punktami z Rakowem, a po ostatnim gwizdku żadna z drużyn nie była zadowolona z takiego rozstrzygnięcia.
Jean Pierre Nsame odpowiadał za... wszystkie gole w niedzielę przy Łazienkowskiej. Fot. Weronika Morciszek/PressFocus
Legia od dawna okopała się w strefie spadkowej, ale ewentualna porażka mogła mieć bardzo poważne konsekwencje również dla Częstochowian. Jej widmo wzrosło, gdy okazało się, że listę niedysponowanych zawodników poszerzyli Stratos Svarnas (ostatecznie wszedł na plac gry w końcówce) oraz Patryk Makuch. Pierwszy narzekał na lekki uraz, drugiego rozłożyła choroba. Wobec braku Frana Tudora Łukasz Tomczyk musiał zdecydować się na mocno niepewną linię obrony, z Arielem Mosórem oraz Zoranem Arseniciem, a okazję debiutu w pierwszym składzie otrzymał Isak Brusberg (w 28 minucie niestety został na noszach zniesiony z boiska powiększając częstochowski „szpital”).
„Asysta sezonu”
Chcąc wykorzystać problemy rywala Legia zaatakowała od pierwszych minut, ale to Raków wyszedł na prowadzenie już w 6 minucie. Jean Pierre Nsame zaliczył... piękną asystę podając piętką piłkę tyłem do bramki. Problem Kameruńczyka był jednak taki, że podawał pod swoją bramką do Lamina Diaby'ego-Fadigi, który umieścił piłkę w bramce z bliskiej odległości. Legioniści długo nie mogli się otrząsnąć po tak pechowym początku, a co najmniej dwie dobre okazje na podwyższenie miał jeszcze Jonatan Braut Brunes. Stołeczni mocniej przycisnęli dopiero pod koniec pierwszej części gry, ale bez konkretów.
Chcieli więcej
Po zmianie stron aktywniejszą stroną był Raków, co powodowało coraz większą frustrację przy Łazienkowskiej. W okolicach 60 minuty Warszawianie przejęli inicjatywę, a 10 minut później doprowadzili do wyrównania. Nsame zrehabilitował się za błąd z pierwszej połowy, pewnie wykorzystując rzut karny, który sam wywalczył, trafiając w rękę Mosóra. Raków nie zamierzał się godzić z takim stanem rzeczy i zagrał o pełną pulę. Bohaterem chciał zostać Ivi Lopez decydując się na groźny strzał sprzed pola karnego, ale „piłkę meczową” miał Brunes w 78 minucie trafiając w słupek.
To podział punktów z gatunku tych: lepiej dwóch rannych niż jeden zabity. Przed przerwą reprezentacyjną Raków traci sześć punktów do Lecha, ale tylko trzy do drugiego Zagłębia. Legia opuściła strefę spadkową, ale ma tyle samo punktów (30), co znajdująca się w niej Arka.
Mariusz Rajek
OCENA MECZU ⭐⭐⭐⭐
◼ Legia Warszawa - Raków Częstochowa 1:1 (0:1)
1:0 – Diaby-Fadiga, 6 min (asysta rywala); 1:1 – Nsame, 71 min. (z rzutu karnego)
LEGIA: Hindrich 5 – Piątkowski 5, Augustyniak 6, Pankov 5 – Wszołek 6 (74. Chodyna niesklas.), Szymański 6, Elitim 5, Kun 5 (86. Reca niesklas.) – Biczahczjan 6 (86. K. Urbański niesklas.), Adamski 5 – Nsame 6 (74. Rajović niesklas.). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Tobiasz, Arreiol, Kovacik, Krasniqi, Leszczyński, W. Urbański, Żewłakow.
RAKÓW: Zych 6 – Mosór 3, Racovitan 5, Arsenić 5 (82. Svarnas niesklas.) – Silva 6, Struski 7 (63. Dawidowicz 5), Repka 6, Amorim 5 – Diaby-Fadiga 7 (63. Ivi Lopez 6), Brusberg 5 (28. Bulat 4) - Brunes 5. Trener Łukasz TOMCZYK. Rezerwowi: Trelowski, Żołneczko, Ilenić, Mircetić, Makuch, Rocha.
Sędziował Łukasz Kuźma (Białystok) – 4. Asystenci Bartosz Heinig (Gdańsk) i Piotr Podbielski (Białystok). Czas gry 95 min (50+48). Widzów: 24788. Żółte kartki: Wszołek (59, niesportowe zachowanie) – Amorim (49, faul), Bulat (53, faul), Repka (83, faul)
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| LEGIA | RAKÓW | |
| 54 | posiadanie piłki | 46 |
| 2 | strzały celne | 4 |
| 16 | strzały niecelne | 8 |
| 7 | rzuty rożne | 3 |
| 2 | spalone | 0 |
| 18 | faule | 11 |
| 1 | żółte kartki | 3 |