Siódma wygrana z rzędu!

Derby Śląska rozstrzygnęły się w końcowych fragmentach, a szczęście było po stronie tyszan.

Obrońca Bartlomiej Pociecha zdobył dwa gole. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

W dwóch poprzednich meczach tych drużyn GKS Tychy przegrał 2:3 i 2:4, choć wcale nie ustępował zespołowi z Jastrzębia. Tym razem role się odwróciły i tyszanie zdołali przerwać niefortunną passę. Wszystko rozstrzygnęło się w końcówce i gospodarze zaliczyli siódme zwycięstwo z rzędu, a dzisiaj już wyruszyli na mecz do Torunia, gdzie o punkty będzie niezwykle trudno.

Zespół z Jastrzębia kończył wczoraj serię potyczek z czołowymi drużynami. Dwie poprzednie z Unią na wyjeździe oraz GKS-em Katowice zakończyły się niepowodzeniem. Teraz wyjechali na taflę mocno skoncentrowani i od początku szukali szans. Jednak gospodarze mieli zakodowane, że nie mogą sobie pozwolić na taryfę ulgową. Starannie konstruowali akcje ofensywne i od czasu do czasu nękali uderzeniami z bliższej i dalszej odległości. I w 7 min mieli powody do radości, bowiem Bartłomiej Pociecha zdecydował się na uderzenie z daleka i krążek wpadł do siatki. Maciej Miarka miał problem ze skuteczną interwencją, bo przed polem bramkowym był spory tłok i mógł nie wiedzieć krążka. Na początku 2. tercji zrobiło się gorąco dla gospodarzy, bowiem Pociecha został odesłany do boksu kar i goście za wszelką cenę chcieli doprowadzić do wyrównania. Gospodarze umiejętnie się bronili i utrzymali korzystny rezultat, jednak stracili bramkę w najmniej oczekiwanym momencie. W 24 min na ławce kar zasiadł Szymon Kiełbicki i otworzyła się szansa przed tyszanami, jednak błąd w ustawieniu gospodarzy sprawił, że goście wyrównali. Aleksi Makela podał do Hannu Kuru, a ten wymanewrował Tomasa Fuczika. W 28 min miejscowi kibice odetchnęli z ulgą, bo Mark Kaleinikowas trafił w słupek. Nieco później Dominik Paś po wyjściu z boksu kar miał szansę na gola, ale niezbyt dobrze trafił w krążek.

Niesłychane emocje towarzyszyły kibicom w ostatniej odsłonie. Obie drużyny wściekle atakowały i chciały za wszelką cenę zmienić wynik na swoją korzyść. Goście świetnie prezentowali się w osłabieniu i byli bliscy kolejnego gola. W 45 min Martinowi Kasperlikowi niewiele brakowało, by „gumę” umieścił w siatce. W końcowych fragmentach szczęście było po stronie gospodarzy. Jan Krzyżek w zamieszaniu podbramkowych uderzył w stronę bramki, krążek po drodze odbił się od zawodnika JKH i wpadł do bramki. Wynik meczu ustalił skuteczny w tym dniu Pociecha i gospodarze mogli fetować zwycięstwo. Ciężko nato zapracowali, ale obie ekipy pokazały twardy hokej, który mógł zadowolić widzów.

Włodzimierz Sowiński

◾  GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie 3:1 (1:0, 0:1, 2:0)

1:0 – Pociecha – Lehtonen – Monto (6:21), 1:1 – Kuru – Makela (24:06, w osłabieniu), 2:1 – Krzyżek – Gościński – Ahola (55:35), 3:1 – Pociecha – Monto – Heljanko (58:51).

Sędziowali: Przemyslaw Gabryszak i Patryk Kasprzyk – Igor Dzięciołowski i Michał Gerne. Widzów 2311.

GKS: Fuczik; Kaskinen – Bizacki, Bryk - Viinikainen, Pociecha (2) – Ciura, Ahola; Jeziorski – Monto – Lehtonen, Heljanko – Komorski – Łyaszczarczyk, Paś (4) – Turkin – Viitanen (2), Gościński – Ubowski – Łarionows, Krzyżek. Trener Pekka TIRKKONEN.

JKH: Miarka; Makela – Rankainen (2), Bagin – Żurek (2), Hanzel – Kunst, Blomberg – Górny; Pulkkinen – Kuru – Kaleinikowas, Kiełbicki (2) – Rac (2) – Kasperlik, R. Nalewajka – Ł. Nalewajka – Urbanowicz, Zając – Ślusarczyk – Sołtys. Trener Robert KALABER.

Kary: GKS – 8 min, JKH – 6 min.


25 STRZAŁÓW obronił Fuczik, zaś jego vis-a-vis 31.

37 SEKUND upłynęło kary Kiełbickiego, gdy Kuru wyrównał.