Tomasiak natchnieniem

Sztafetą 4x7,5 km pożegnają się we wtorek z Anterselvą i igrzyskami olimpijskimi polscy biathloniści. Awans do czołowej ósemki będzie ich sukcesem.

Fot. PAP/EPA Liczymy, że frustracja Konrada Badacza pchnie reprezentacyjną sztafetę w kierunku czołowej „10”.

BIATHLON

W Cortinie d'Ampezzo i Mediolanie dobiega końca olimpijska rywalizacja w biathlonie. Pozostały jeszcze do rozegrania po dwie konkurencje. Biegi sztafetowe - 4x7,5 km M (wtorek) i 4x6 km K (środa) oraz biegi ze startu wspólnego na 15 km M (piątek) i 12,5 km K (sobota). Niestety, panowie nie zakwalifikowali się do „mass startu”, więc już dzisiaj pożegnają się Anterselvą, gdzie rozgrywana jest ta widowiskowa dyscyplina.

Upust frustracji

- Cele na igrzyska są ambitne, ale realistyczne. W przypadku mężczyzn związek liczy na miejsca w czołowej „20” i „15”, a w sztafecie na awans do najlepszej ósemki – tak przed igrzyskami biathlonowe władze oceniały możliwości Biało-czerwonych, tymczasem 29. i 32. miejsce Jana Guńki w sprincie i biegu pościgowym oraz 33. pozycja w biegu indywidualnym na 20 km Grzegorza Galicy, to wyniki zdecydowanie poniżej oczekiwań nie tylko kibiców, ale i samych zawodników. Upust dużej frustracji dał po biegu pościgowym Konrad Badacz. Jego 43. miejsce prezentowało się o tyle zaskakująco, że zanotował tylko jedno pudło na strzelnicy.

"Żeby nie używać brzydkich słów – nie jest źle, jest bardzo źle. W tak złej biegowo dyspozycji jestem, że mam ochotę zdjąć narty i wyrzucić je do lasu. Jestem w tragicznej dyspozycji. Nie dość, że jest mi przykro, to jestem zły... Wiele mam w głowie na ten temat. Bieg fatalny, strzelanie również, ale nic oprócz złości, nawet smutku, nie ma więcej do powiedzenia. Wiele rzeczy się na to mogło złożyć, a chyba najgorsze w tym wszystkim, że nie do końca mam poczucie winy co do tego... . Przed igrzyskami miałem inne plany, a zostały one zmienione ze względu na dyspozycję innych, a nie moją, więc jestem zły" – nie krył przed kamerami telewizyjnymi złych emocji Badacz, który - zapytany, czy złość można przekuć w coś dobrego w sztafecie. "Czy kilka dni resetu wystarczy" – dolał oliwy do ognia. - "Szczerze? Nie interesuje mnie to już. Nie wiem, co zrobię, ale może po sezonie podejmę jakieś radykalne kroki".

Co zmieni drużynówka?

Jego słowa odbiły się szerokim echem. Chyba także w samej reprezentacji Polski, ponieważ po kilku godzinach zamieścił na portalu X wpis z wyjaśnieniami. - Odnosząc się do wywiadu, którego udzieliłem na gorąco po starcie pod wpływem emocji, chciałbym wyjaśnić, że wbrew temu, jak mogło być to zinterpretowane, nie ma w naszym teamie żadnych konfliktów, a na sztafecie dam z siebie 100 proc. jak na sportowca przystało. Proszę o zrozumienie mojej złości, którą odczuwam tylko w stosunku do siebie - napisał Badacz na portalu X.

Polacy nie sprawili niespodzianki i nie odegrali znaczącej roli w roli – może sztafeta to zmieni – ale takie publiczne biczowanie się chyba nie ma sensu, skoro nawet biathlonowi eksperci nie tylko nie krytykują, nie potępiają Polaków, ale wręcz widzą w nich potencjał i dokonujący się rozwój zawodników. I już pomińmy fakt, że Guńka przed mistrzostwami mówił, że w tych igrzyskach olimpijskich trudno będzie myśleć o medalach. Chcą z kolegami wykonać dobrą robotę. Zbierają wciąż doświadczenie, by myśleć o przyszłych igrzyskach.

Progres po wielu latach

- Wszyscy debiutują na igrzyskach olimpijskich. Trzech z nich jest z rocznika 2002, najmłodszy, Grzegorz Galica, skończy w marcu 19 lat. To jest reprezentacja, z którą naprawdę wiążemy spore nadzieje – mówi polski wicemistrz olimpijski z Turynu, dziś bardzo dobry telewizyjny ekspert telewizyjny, Tomasz Sikora. - Fajnie, że mają świadomość, że jeszcze nie jest ich czas. To są ich pierwsze igrzyska, dajmy im cztery lata ciężko popracować, aby myśleć o czymś więcej, niż tylko uczestnictwie. Ważne, a nawet bardzo ważne, że zrobili postęp, bo nawet miejsca w trzeciej dziesiątce mieszczą się w pojęciu szeroko rozumianej czołówki. Mówimy o bardzo młodych zawodnikach – podkreślał nasz najlepszy biathlonista w historii dodając. - W biathlonie w Polsce pojawiają się dość regularnie talenty, tylko że w momencie przejścia od kategorii juniora do seniora gdzieś te talenty znikają. I teraz, pierwszy raz od wielu, wielu lat, ci zawodnicy robią progres. Punktują w seniorskim świecie regularnie. Nie jeden zawodnik, a każdy z nich. Oni mogą się wzajemnie nakręcać, wspierać, mają super ekipę włącznie z serwismenami, których załatwiła im Justyna Kowalczyk. Poczekajmy cierpliwie, a jeszcze będziemy mieli sporo radości.

Jak na debiut jest dobrze

Czy już dzisiaj w rywalizacji drużynowej, w której panowie wystąpią po 12 latach nieobecności? Może tak, może nie, ale natchnieniem dla najmłodszego z polskich biathlonistów, Grzegorza Galicy, jest sukces Kacpra Tomasiaka, srebrnego i brązowego medalisty olimpijskiego. - Oglądaliśmy razem konkurs skoków i byliśmy bardzo zadowoleni. To bardzo fajna sprawa i jest to motywujące do działania – zdradził Galica, jeden z największych biathlonowych talentów na świecie, który debiut w igrzyskach zakończył na 33. miejscu. Był to bieg indywidualny na dystansie 20 kilometrów. - Popełniłem trochę błędów na strzelnicy. Biegowo stosunkowo dobrze to wyglądało, ale wiem, że jeszcze są rezerwy. Był to mój pierwszy bieg na 20 kilometrów i nie do końca wiedziałem, jak rozłożyć siły na trasie, w którym momencie przycisnąć, a w którym odpuścić. Jak na debiut jest dobrze, ale wiem, że można jeszcze dużo lepiej - powiedział z rozbrajającą szczerością junior z Zakopanego, który w Pucharze Świata zaliczył lepszy debiut niż absolutna legenda tej dyscypliny Norweg Johannes Boe. Historyczne punkty Galica wywalczył w Hochfilzen mając 18 lat, 8 miesięcy i 29 dni. W obecnym stuleciu nikt równie młody nie może się pochwalić punktami Pucharu Świata.

Zbigniew Cieńciała

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się