Trzynaście finałów Górnika
Nie licząc Legii, która znacznie odjechała rywalom, najczęściej w finałach grała i wygrywała górnicza jedenastka.
Przed garstką widzów na Stadionie Śląskim, Górnik 26 czerwca 1968 roku pokonał Ruch. Z pucharem kapitan Stanisław Oślizło. Fot. gornikzabrze.pl
Zabrzanie zanim jeszcze zadebiutowali w najwyższej klasie rozgrywkowej w marcu 1956 roku z Ruchem – wygrali 3:1 – zaczęli rywalizację o Puchar Polski. Jako przedstawiciel drugiego frontu dochodzili do 1/16 finału w 1952 (jako debiutant) i dwa lata później. W 1956 doszli już do finału i zostali rozstrzelani przez… śląskich napastników CWKS-u Warszawa, czyli Legii (w okresie stalinizmu klubom pozmieniano nazwy).
Załatwili ich… Ślązacy
„Abonament Warszawy trwa” – pisał „Sport” w poniedziałkowym wydaniu 25 czerwca 1956 roku, nazajutrz po finale rozegranym na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Abonament, bo Centralny Wojskowy Klub Sportowy triumfował rok wcześniej, pokonując w decydującej grze Lechię Gdańsk, a w 1954 w krajowym pucharze zwyciężał inny warszawski klub, Gwardia. Z kolei Polonia Warszawa (jako Kolejarz…) wygrała rywalizację w 1952 r., pokonując w finale rezerwy CWKS-u.
Pierwszy finał Górnika nie był wielkim widowiskiem, o czym pisał „Sport”, w winiecie którego była nazwa nie Katowic, a… Stalinogrodu (do normalnej nazwy wrócono dopiero przed Świętami Bożego Narodzenia 1956). „Od dłuższego czasu narzekamy na niedostateczną popularność Pucharu Polski. Nie wiem, kto był inicjatorem zorganizowania finału na Stadionie Dziesięciolecia. Że nie był to pomysł fortunny, o tym świadczy wiejąca pustką widownia. W rezultacie uroczysta oprawa – bardzo wyblakła, a „dostojne miejsce” nie dodało imprezie splendoru. Nie podniosła jej wartości również sama gra. Przed przerwą widowisko było wprost przykre. CWKS, który miał roznieść niezbyt wysoko notowanego przeciwnika, nie mógł w żaden sposób poradzić sobie ze zmasowaną obroną. Górnicy znów zastosowali co najmniej dziwną taktykę. Polegała ona na blokowaniu siedmioma graczami dojścia do własnej bramki. Z przodu utrzymano jedynie „czujki” złożone z dwu skrzydłowych i Fojcika” – pisał „Sport” po finałowej grze.
Warszawianie rozstrzygnęli wszystko po przerwie. Na 1:0 trafił w 55 minucie pochodzący z bytomskiego Bobrka Edmund Kowal, potem gwiazdor Górnika, tragicznie zmarły w wieku ledwie 29 lat w Wielkanoc 1960 roku. Na 2:0 podwyższył pochodzący z Nowego Bytomia, czyli z obecnej Rudy Śląskiej, Lucjan Brychczy, a rezultat ustalił inny Ślązak, też pochodzący z Nowego Bytomia, a grający potem m.in. w Bobrku Karb Bytom, Marceli Strzykalski.
Był też inny przegrany finał, sześć lat później z Zagłębiem Sosnowiec w „ludowe święto” 22 lipca na Stadionie Śląskim. I choć w lidze Górnicy w tamtym sezonie pokonali Sosnowiczan dwa razy (5:2, 2:0), to puchar jednak przegrali.
Finał bez fanfar
Na pierwszą wygraną najlepsza polska drużyna lat 60. musiała poczekać. W lidze były kolejne mistrzowskie tytuły (1957, 1959, 1961, 1963, 1964, 1965), ale w pucharze tak dobrze nie było. W półfinale w sezonie 1962/63 poniosła porażkę z Ruchem 0:3, rok później w 1/16 finału lepsza była GieKSa. Dopiero kolejna edycja sprawiła, że na koniec rozgrywek Górnicy po raz pierwszy cieszyli się z jednego ze swoich trzech w historii dubletów.
W rozgrywkach 1964/65 w 1/16 finału udało się wygrać, ale dopiero po dogrywce z Lublinianką 3:1. Potem przyszła wygrana z ROW-em Rybnik w takich samych rozmiarach, a w ćwierćfinale kolejne 3:1 ze Śląskiem. Najtrudniejsza rywalizacja to półfinał z Legią przy Łazienkowskiej 31 marca 1965. W podstawowym czasie padł remis, a w dogrywce o wszystkim przesądziło trafienie z… rzutu rożnego w wykonaniu Joachima Czoka.
„Finał bez fanfar w Zielonej Górze” – pisał „Sport” o pierwszym pucharowym triumfie Górnika w tamtym sezonie. Rywalami byli ledwie trzecioligowi Czarni Żagań. To była jedna z największych sensacji pucharowych zmagań, kiedy drużyna z tak niskiego szczebla wdrapała się do finału eliminując wcześniej wielkich ligowców: Polonię Bytom, Pogoń Szczecin, Wisłę Kraków, a w półfinale karnymi ŁKS Łódź.
To jedyny finał Pucharu Polski w Zielonej Górze. W mieście było futbolowe święto, a na trybunach rekordowe 20 tysięcy kibiców. „Zielonogórski Związek Piłkarski wywiązał się z roli gospodarzy wzorowo. Stadion był pięknie udekorowany, porządek idealny, pomyślano o wszystkich szczegółach niezbędnych dla dobrego samopoczucia widzów, zawodników i honorowych gości. Dopisała również pogoda. Było słonecznie, temperatura wynosiła plus 15 stopni, warunki idealne do gry w piłkę nożną. PZPN miał więc wyjątkowo szczególną rękę, wybierając Zieloną Górę na teren finałowego spotkania. W żadnym innym mieście nie otrzymałoby ono takich odświętnych ram i nigdzie nie wywołałoby takiego zainteresowania, jak w stolicy Ziemi Lubuskiej. Sam finał przyniósł niestety ogólny zawód” – pisał „Sport” o meczu rozegranym w środę, 2 czerwca 1965.
Najpierw dwa razy trafił Ernest Pohl, potem był gol samobójczy, a po przerwie padło jeszcze trafienie Jerzego Musiałka, co dało efektowną wygraną Górnika, prowadzonego wtedy przez węgierskiego trenera Ferenca Farsanga.
Cztery razy Lubańskiego
Potem Górnik kolekcjonował puchar za pucharem! W latach 1968-72 wywalczył go pięć razy z rzędu, co w historii nikomu się potem nie udało! Amica Wronki wygrała trzy razy z rzędu, w latach 1998-2000, Legia była blisko, bo w okresie 2011-16 wygrywała też pięć razy, ale w edycji 2013/14 poległa w 1/8 finału w… Zabrzu z Górnikiem 1:3 (po tym meczu pracę w warszawskim zespole stracił trener Jan Urban).
Kwintesencją znakomitych wyników w krajowym pucharze i sukcesów Górnika na polskich boiskach był sezon 1971/72, tak udany dla polskiego piłkarstwa – złoty medal na igrzyskach w Monachium. Górnik zdobył wtedy dublet, a także po raz ostatni triumfował w Pucharze Polski po znakomitym zresztą meczu, o czym mówi nam klubowa legenda Hubert Kostka. W finale PP 4 czerwca 1972 roku, na wypełnionym po brzegi stadionie Łódzkiego Klubu Sportowego (rozegrano na nim aż cztery finałowe gry), spotkały się nasze eksportowe zespoły, Górnik i Legia. Po znakomitej grze Zabrzanie wygrali 5:2! Jak mówi broniący w tamtym spotkaniu Hubert Kostka, ten mecz w ogóle uznawany jest za jeden z najlepszych, jeżeli nie najlepszy mecz w historii górniczej jedenastki i w finałach Pucharu Polski.
„Puchar Polski pozostał w Zabrzu. Wielki dzień Wł. Lubańskiego na stadionie ŁKS” – pisał nasz dziennik wielkimi literami na pierwszej stronie w poniedziałek, 5 czerwca 1972 roku.
„Trudno klasyfikować wartość niedzielnego meczu, jest jednak absolutnie pewne, że w historii finału stanowi on oddzielną i zgoła wyjątkową kartę. Nie tylko ze względu na rekordową liczbę bramek, nie tylko z uwagi na swoisty klimat tego meczu, ale przede wszystkim dzięki wręcz fascynującemu przebiegowi walki” – czytaliśmy w „Sporcie”.
W tym znakomitym pojedynku, który nasza gazeta porównała do bokserskiego starcia, nie brakowało niczego. Legia dwa razy prowadziła po golach Roberta Gadochy. Na przerwę, po trafieniu niesamowitego tego dnia Włodzimierza Lubańskiego, schodziła z prowadzeniem 2:1. Po przerwie drużyna Jana Kowalskiego rozbiła jednak rywala z Warszawy. Sam Lubański trzykrotnie pokonał jeszcze Piotra Mowlika. W końcówce trafił też „Zyga” Szołtysik. W ogóle trzy ostatnie bramki dla Górników padły w końcowych dziesięciu minutach! Po meczu z triumfatorami spotkał się wicepremier i minister górnictwa oraz energetyki, Jan Mitręga (był na tym stanowisku przez 15 lat). Były gratulacje, upominki, kwiaty.
Medal na pamiątkę
To były ostatnie dni chwały Górnika w Pucharze Polski, ostatni triumf, bo potem były już tylko trzy przegrane finały, w tym na Śląskim z GieKSą w 1986 i sześć lat później sensacyjnie z ledwie drugoligową Miedzią Legnica w Warszawie po karnych. – Po tamtym meczu, po tamtym finale był wielki niedosyt i żal. Nie musieliśmy przegrać w serii karnych. Rysiek Kraus miał świetne lagi. Nie udało się jednak trafić. Szkoda – wspomina dzisiaj uczestnik tamtego spotkania, wtedy 21-letni Ryszard Staniek, który miesiąc po tamtym meczu stał się gwiazdą igrzysk olimpijskich w Barcelonie, gdzie awansowaliśmy do gry o złoto. Z tamtego finału z Miedzią został mu pamiątkowy medal za 2.miejsce. Przechowuje go obok srebrnego olimpijskiego krążka.
Jak będzie teraz? – Będzie ciężko, bo Raków to trudny przeciwnik, ma dobrych zawodników, ale Górnik też ostatnio świetnie się prezentuje – mówi Staniek, który sobotni mecz zobaczy na ekranie telewizora w domu w Brennej.
Michał Zichlarz
FINAŁY GÓRNIKA
◾ 24 czerwca 1956 , Warszawa, Stadion Dziesięciolecia, Legia Warszawa – Górnik Zabrze 3:0◾ 20 lipca 1957 , Łódź, stadion ŁKS-u, ŁKS Łódź – Górnik Zabrze 2:1
◾ 22 lipca 1962 , Chorzów, Stadion Śląski, Zagłębie Sosnowiec – Górnik Zabrze 2:1
◾ 2 czerwca 1965 , Zielona Góra, Stadion Miejski, Górnik Zabrze – Czarni Żagań 4:0
◾ 15 sierpnia 1966 , Poznań, Stadion im. 22 lipca, Legia Warszawa – Górnik Zabrze 2:1 po dogrywce
◾ 26 czerwca 1968 , Chorzów, Stadion Śląski, Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 3:0
◾ 28 maja 1969 , Łódź, stadion ŁKS-u, Górnik Zabrze – Legia Warszawa 2:0
◾ 5 sierpnia 1970 , Chorzów, Stadion Śląski, Górnik Zabrze – Ruch Chorzów 3:1
◾ 27 czerwca 1971 , Chorzów, Stadion Śląski, Górnik Zabrze – Zagłębie Sosnowiec 3:1
◾ 4 czerwca 1972 , Łódź, stadion ŁKS-u, Górnik Zabrze – Legia Warszawa 5:2
◾ 1 maja 1986 , Chorzów, Stadion Śląski, GKS Katowice – Górnik Zabrze 4:1
◾ 24 czerwca 1992 , Warszawa, Stadion Wojska Polskiego, Miedź Legnica – Górnik Zabrze 1:1., karne 4-3
◾ 16 i 27 maja 2001 , Zabrze, Stadion Miejski i stadion przy Konwiktorskiej w Warszawie, Górnik Zabrze – Polonia Warszawa 1:2 i 2:2
FINAŁY RAKOWA
◾ 9 lipca 1967 , Kielce, stadion Błękitnych, Wisła Kraków – Raków Częstochowa 3:0 po dogrywce◾ 2 maja 2021 , Arena Lublin, Raków Częstochowa – Arka Gdynia 2:1
◾ 2 maja 2022 , Warszawa, Stadion Narodowy, Raków Częstochowa – Lech Poznań 3:1
◾ 2 maja 2023, Warszawa, Stadion Narodowy, Legia Warszawa – Raków Częstochowa 0:0, karne 6-5
Pierwszy pucharowy finał Górnicy przegrali z CWKS-em Warszawa na Stadionie Dziesięciolecia.
Pierwszy triumf Zabrzan to 1965 rok i Zielona Góra.
Najlepszy finał pucharu to starcie z Legią w Łodzi w 1972 roku i cztery gole Włodzimierza Lubańskiego!
Medal za finał Pucharu Polski w 1992 roku to pamiątka Ryszarda Stańka. Fot. Michał Zichlarz