Wstyd i hańba

Piłkarze Slavii byli kilka minut od mistrzostwa, ale wtedy dali o sobie znać kibole. Konsekwencje są i będą ogromne.

Według prezesa klubu Tomas Chory zachował się niegodnie, więc już więcej w barwach Slavii grać nie będzie. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus

CZECHY

Sytuacja w tabeli przed derbami Pragi była jasna. Slavia miała kilku punktów przewagi i po zwycięstwie ze Spartą mogła świętować zdobycie tytułu mistrza Czech. Czerwono-biali prowadzili 3:2, ale na zakończenie spotkanie nie pozwolili kibice gospodarzy, którzy w doliczonym czasie wtargnęli na murawę z odpalonymi racami. Fanatycy obrzucili nimi sektor gości i zaatakowali zawodników Sparty. – Ja absolutnie nie usprawiedliwiam tego, co ci ludzie zrobili, bo to było zachowanie skandaliczne i nieakceptowalne, ale moim zdaniem oni wbiegli w przekonaniu, że mecz się skończył. Oni nie zamierzali tego meczu przerwać. W momencie kiedy spiker zaczął apelować o opuszczenie murawy, ci ludzie stosunkowo szybko zeszli. Ja tylko dzięki temu, że spojrzałem za zegarek, wiedziałem, że gdy sędzia gwizdnął dwa razy, to nie oznacza końca meczu – mówi nam Jarosław Tomczyk z tygodnika "Piłka Nożna", który był na trybunach.

Spotkanie nie zostało dokończone, a zawodnicy Sparty szybko udali się do autokaru i opuścili stadion. Przez większość rywalizacji nic nie zapowiadało, że może się ona tak skończyć, ale nasz rozmówca wskazuje, że nerwowo zrobiło się właśnie w końcówce spotkania za sprawą decyzji arbitra Karela Roucka. – Można słabo sędziować mecz, można rozsierdzić widownię, ale nie jest to żadna przesłanka ani usprawiedliwienie, żeby przerwać mecz i racami tłuc piłkarzy przeciwników albo rzucać nimi w sektory. Jednak w mojej ocenie sędzia, zwłaszcza w końcówce, nie prowadził tego meczu dobrze. Od 80. minuty pojawiło się kilka mocno wątpliwych decyzji i to takich bardzo dziwnych: zamiast rzutu rożnego dla Sparty, sędzia gwiżdże jakiś wyimaginowany faul. To wszystko działo się pod bramką, za którą siedzieli kibice Slavii i wywołało dodatkową, nerwową atmosferę też na samej murawie – podkreśla Tomczyk. – Czescy dziennikarze byli mocno zszokowani i zdumieni. Nikt nie był w stanie powiedzieć, co się stało i co się stanie. Dość szybko na murawę wyszedł prezes, wziął mikrofon, podszedł pod trybunę, na której siedzą ci najbardziej żywiołowi kibice i w kilku mocnych słowach poinformował, że mecz jest skończony, a oni są za to odpowiedzialni – dodał.

Na słowach się nie skończyło, bo reakcja władz Slavii była natychmiastowa. – Trybuna Północna została zamknięta dla publiczności ze skutkiem natychmiastowym. Nie zostanie otwarta, dopóki nie zostaną zidentyfikowani i postawieni przed organami ścigania wszyscy sprawcy ataku na zawodników Sparty oraz ataków pirotechniką na sektor kibiców gości. I dopóki nie będziemy mieć pewności, że sytuacja się nie powtórzy – ogłosił swoją decyzję na konferencji prasowej wspomniany prezes Jaroslav Tvrdik, który wprost nazwał tę sytuację wstydem i hańbą, odkąd jest w klubie. 

Konsekwencje dosięgnęły również dwóch zawodników. Odsunięci od drużyny zostali Tomas Chory i David Douder, którzy zobaczyli w tym spotkaniu czerwone kartki. Pierwszy z nich - za uderzenie rywala łokciem. Drugi, będąc już na ławce rezerwowych, miał w bardzo mocnych słowach, przeplatanych wulgaryzmami, ocenić pracę sędziego. Obaj według słów Tvrdika, mogą sobie szukać nowych klubów.

Na tym jednak się nie zakończy, bo sprawą zajmują się organy dyscyplinarne w czeskiej piłce. Decyzja ma zapaść we wtorek, ale tamtejsze media donoszą o walkowerze, wielomilionowej karze i zamknięciu całego stadionu. Swoje działania prawne wobec kiboli zapowiedział w mediach społecznościowych także zaatakowany bramkarz Sparty, Jakub Surovcik.

Miłosz Cebo

Dziesiątkami płonących rac fani Slavii obrzucili sektor zajmowany przez fanów derbowego rywala. 
Fot. FB

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się