Zagłębie potrzebuje cudu

Kolejna okazja na poprawę sytuacji została zmarnowana w niedzielę. Szansa na uratowanie Sosnowiczan przed spadkiem na czwarty poziom rozgrywkowy jest tylko iluzoryczna.

Po kolejnej porażce Patryk Gogół (z prawej) i jego klubowi koledzy znaleźli się w potrzasku. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus

BETCLIC 2. LIGA

Było źle, a jest tragicznie. Zagłębie nie zdobywa bramek, a co za tym idzie - nie wygrywa. Sosnowiczanie nie wykorzystali potknięć bezpośrednich rywali w walce o zachowanie ligowego bytu.

Słupki, poprzeczki...

Zespół trener Tomasza Łuczywka, zwłaszcza w pierwszej połowie niedzielnego meczu z Hutnikiem Kraków (0:2), mógł i powinien strzelić gola, bo miał ku temu okazje. Zarówno Jewgienij Szykawka, jak i Michał Barć ostemplowali poprzeczkę, a z uderzeniami Patryka Gogoła oraz Bartosza Borunia poradził sobie golkiper Krakowian, Krzysztof Wróblewski. Rozżalony był zwłaszcza Szykawka, który dzień przed meczem po raz pierwszy został ojcem, i liczył, że golem uświetni przyjście na świat małej Stefanii. - Nie wiem, jak to mogło nie wpaść... - rozpamiętywał zmarnowaną sytuację. - W pierwszej połowie powinniśmy wykorzystać to, co było do wykorzystania. Szkoda, wielka szkoda... - nie krył irytacji Białorusin, który na „cieszynkę” dla córki będzie musiał poczekać.

Kiepscy zmiennicy

- Wiedzieliśmy, w jakiej sytuacji jesteśmy i co nas czeka w meczu z Hutnikiem. Mam wrażenie, że emocje trochę wzięły górę i momentami bardziej chcieliśmy niż mogliśmy. Pierwsza połowa była poprawna, powinniśmy w niej zdobyć jedną-dwie bramki. Gdybyśmy wyszli na prowadzenie, mogło się to wszystko inaczej potoczyć. Potem Hutnik strzelił gola, a my zaczęliśmy się zajmować tym, czym nie powinniśmy. Były kartki, frustracja, nerwy, które w takich sytuacjach są złym doradcą. Emocje wzięły górę i nasza gra zwyczajnie siadła - przyznał trener Zagłębia. 

Tomasz Łuczywek liczył, że w drugiej połowie jego drużynie uda się odwrócić losy meczu, ale tak się nie stało. Nie pomogli zmiennicy, którzy nie zrobili różnicy. - W przerwie powiedzieliśmy sobie, że jest naprawdę dużo czasu, żeby ten wynik odwrócić i do dalszej części meczu podejść ze spokojem, ale niestety Hutnik był zespołem lepszym. Nie stworzyliśmy po przerwie na tyle klarownych sytuacji, żeby zdobyć gola. To był trzeci mecz pod moim kierunkiem i trzeci bez gola. Odbieram to jako wykładnik, że musimy zacząć naprawdę od bardzo małych rzeczy: najpierw zdobyć gola, bo bez tego zwyciężyć się nie da - dodał opiekun drugoligowca.

Kapitan jeszcze wierzy

Przed Zagłębiem jeszcze trzy okazje na punkty, ale patrząc, jak od wielu tygodni się ono prezentuje, trudno o jakikolwiek optymizm. Owszem, można zwalać na pecha, poprzeczki, nieuznane bramki, decyzje sędziów, ale przecież nie wygrało od dziewięciu spotkań! Tutaj nie ma mowy o przypadku. 

Co dalej? W sobotę Sosnowiczanie pojadą poszukać punktów w Chojnicach. Bez Filipa Laskowskiego i Grzegorza Janiszewskiego. Obaj będą pauzować za żółte kartki. - Wiemy, w jakiej jesteśmy sytuacji, wiemy, że wielu widzi nas już w 3. lidze. Na pewno będziemy do końca walczyć o to, aby znaleźć się w barażach i utrzymać 2. ligę - zapewnił Szykawka, który pod nieobecność Mateusza Matrasa,pełni funkcję kapitana zespołu.

Krzysztof Polaczkiewicz

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się