Złamał sobie karierę...
Prokuratura ma opinię biegłego, który ocenił zachowanie bramkarza Sokoła Kleczew w sierpniowym meczu z Rekordem Bielsko-Biała. Czy pięcioletnia dyskwalifikacja nałożona przez PZPN to dopiero początek problemów Sebastiana Szabłowskiego?
Przed momentem padł gol, po którym Sebastian Szabłowski nie może się podnieść. Fot. Paweł Mruczek/Rekord Bielsko-Biała
BETCLIC 2. LIGA
Sprawa, która ciągnęła się od lata ubiegłego roku, znalazła finał w pierwszej instancji. Komisja Dyscyplinarna PZPN ukarała Sebastiana Szabłowskiego karą łączną pięciu lat dyskwalifikacji, na co złożyły się dwa lata kary za tzw. match-fixing w spotkaniu z Rekordem oraz kolejne trzy lata za łamanie zakazu i zawieranie zakładów bukmacherskich.
Uzależniony od hazardu
Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, na przestrzeni kilku lat 23-latek zawarł kilka tysięcy zakładów, a osoby znające kulisy sprawy sugerują, że jest uzależnionym hazardzistą. Zakłady potrafił zawierać późną nocą, gdy nazajutrz czekał go mecz. Obstawiał także wyniki spotkań swojej drużyny, ale analiza zdarzeń nie wykazała, by obstawiał porażki, a jedynie grał na zwycięstwa. Kara pięciu lat dyskwalifikacji dla Szabłowskiego praktycznie oznacza koniec jego kariery. W kuluarach usłyszeliśmy, że wymiar kary zapadł kolegialnie, ale w tej sprawie nie było jednomyślności. Powody były co najmniej dwa. Po pierwsze, kara jest bardzo surowa; tak wysokiej dyskwalifikacji nie wymierzono żadnemu polskiemu piłkarzowi od czasów najgłośniejszej afery korupcyjnej sprzed 20 lat. Po drugie, jednostkowa wyższa kara została mu wymierzona za zawieranie zakładów, a nie za match-fixing w spotkaniu z Rekordem, co nie spodobało się niektórym członkom komisji. Zawodnikowi przysługuje odwołanie do Najwyższej Komisji Odwoławczej i można się spodziewać, że łączny wymiar kary zostanie mu obniżony.
Wielowątkowe śledztwo
Kara dyskwalifikacji nałożona na Sebastiana Szabłowskiego przez PZPN to jednak początek problemów bramkarza. Znacznie poważniejsze konsekwencje mogą bowiem nadejść ze strony wymiaru sprawiedliwości. Od kilku miesięcy wielowątkowe śledztwo w sprawie spotkania z Rekordem prowadzi Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej. W ostatnich dniach nastąpił istotny przełom, na który śledczy czekali od dłuższego czasu. Do prokuratury wpłynęła właśnie kluczowa opinia biegłego, który pod lupę wziął zachowanie bramkarza Sokoła tuż po stracie piłki. Mamy do czynienia z sytuacją bez precedensu, ponieważ standardowe listy biegłych sądowych nie obejmują takiej specjalizacji jak piłka nożna, czy umiejętności bramkarskie... Prawo pozwala jednak na powołanie biegłego ad hoc. Została nim osoba z udokumentowaną, ekspercką karierą na tej pozycji, której wiedza pozwoliła ocenić, czy zachowanie Szabłowskiego mieściło się w granicach sportowego błędu, czy było celowym działaniem. Prokuratura, dbając o ochronę danych osobowych oraz dobro toczącego się postępowania, nie chce ujawnić nazwiska biegłego, zaznaczając jedynie, że jego kompetencje potwierdzono w oparciu o powszechnie dostępne informacje o przebiegu jego kariery. Można więc przypuszczać, że jest to były bramkarz o uznanej marce w polskiej lidze.
Jak zamurowany
Przypomnijmy, że śledczy badają wydarzenia z doliczonego czasu gry pierwszej połowy starcia Rekordu z Sokołem, które odbyło się w połowie sierpnia ubiegłego roku. Po wycofaniu piłki przez obrońcę, bramkarz gości, będąc zupełnie nieatakowanym, posłał kilkunastometrowe podanie wprost pod nogi Jakuba Rysia. Pomocnik Biało-zielonych przebiegł kilka metrów i bez problemu zdobył gola, a w oczy rzucała się nie tylko fatalna pomyłka, ale i późniejsza reakcja golkipera. Zamiast ofiarnej próby naprawienia błędu, Szabłowski stał jak zamurowany, a dopiero po stracie bramki w teatralny sposób padł na kolana.
Od pół roku do 8 lat
Postępowanie prowadzone jest w sprawie o przestępstwa z dwóch artykułów ustawy o sporcie, które dotyczą przyjmowania korzyści majątkowych w zamian za nieuczciwe zachowanie wpływające na wynik rywalizacji, a za takie czyny grozi kara od 6 miesięcy do nawet 8 lat więzienia. W świetle tych przepisów prokuratura nie bada kwestii szkody finansowej, lecz samo naruszenie uczciwości współzawodnictwa. Dotychczas w charakterze świadków przesłuchani zostali Jakub Ryś i Adam Gilarski, rzecznik dyscyplinarny PZPN. Do analizy kryminalistycznej zabezpieczono także sprzęt elektroniczny bramkarza, a śledczy posiłkują się raportem szwajcarskiej firmy Sportradar, wskazującym na nienaturalne ruchy na rynku bukmacherskim.
Chwilowa dezorientacja
Szabłowski od sierpnia pozostaje zawieszony w prawach zawodnika. W nielicznych wypowiedziach medialnych konsekwentnie odpiera zarzuty o match-fixing, twierdząc, że sytuacja z Bielska-Białej była wyłącznie błędem technicznym. Tłumaczył, że chciał zagrać do kolegi z zespołu, a brak interwencji po stracie piłki wynikał z chwilowej dezorientacji i złego ustawienia względem własnej bramki. Na ten moment nikomu nie przedstawiono oficjalnych zarzutów, a postępowanie się toczy. Prokuratura nie określa terminu zakończenia śledztwa, zasłaniając się koniecznością wykonania kolejnych czynności procesowych.
(gru)