Złota niewiadoma

Zawiercianie wyrównali stan rywalizacji i pozostają w grze o mistrzostwo Polski. – Nie podpalamy się – spokojnie przyjął zwycięstwo w Lublinie Mateusz Bieniek, środkowy Aluronu CMC Warty.

Siatkarze z Zawiercia nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Fot. PAP / Wojtek Jargiło

PLUSLIGA

Po porażce w Sosnowcu w meczu numer trzy wielu już pogrzebało Jurajskich Rycerzy. Nie dość, że kolejne spotkanie miało się odbyć w Lublinie – przy zwycięstwie gospodarzy rywalizacja skończyłaby się - to jeszcze dyspozycja Bogdanki LUK z każdym kolejnym starciem szła do góry. Przy gorącym dopingu kibiców gospodarze wygrali pierwszego seta, potwierdzając swoją siłę, ale potem do głosu doszli Zawiercianie. Wygrali trzy kolejne sety, w trzecim odrabiając aż sześć punktów straty (8:14). – To 14:8 było kluczowe. Wiedzieliśmy, że rywale nie zagrają tak słabo, zwłaszcza w zagrywce, jak w poprzednim meczu w Sosnowcu i tak było. Odrabiali punkcik po punkciku, a myśmy się mylili. Brakowało mi i Jacksonowi Youngowi skuteczności. W finale, żeby odnieść sukces, cały zespół musi grać w miarę równo – zauważył Mateusz Malinowski, atakujący Bogdanki LUK. – Mogliśmy wygrywać 2:1, a przegraliśmy 1:3. Nie wiem, czy prowadząc 2:1 w setach, zwyciężylibyśmy, ale lepiej było wygrywać niż przegrywać. Mogło być pięknie, a zrobiło się średnio – dodał.

O tym, kto zdobędzie mistrzostwo Polski, zdecyduje ostatni piąty mecz. Rozegrany zostanie w Sosnowcu w niedzielę. - W finale grają dwa zespoły o uznanej klasie i mam nadzieję, że zaprezentujemy widowisko na wysokim poziomie. Wiemy, jaki jest nasz przeciwnik, ale najważniejsze, że wróciliśmy do naszej optymalnej gry – ocenił Bartłomiej Bołądź, atakujący Aluronu CMC Warty, MVP środowego spotkania. Z powrotu do lepszej gry cieszył się też Mateusz Bieniek. – Przede wszystkim zagraliśmy dużo spokojniej i byliśmy zdyscyplinowani taktycznie. Cieszy, że mimo trudnych momentów, które mieliśmy zwłaszcza w trzecim secie, zespół się cały czas nie poddawał i walczył do końca. To jest najważniejsze, ale twardo stąpamy po ziemi. Po porażce 0:3 w trzecim meczu wszyscy odebrali nam szanse. Dla mnie to spotkanie nic nie zmienia. Cieszę się, że piąty mecz rozegramy u siebie – podkreślił Bieniek.

Wiary w końcowy sukces nie tracą Lublinianie.

- Wielokrotnie pokazywaliśmy, że wszystko się może wydarzyć, że potrafiliśmy wychodzić z różnych opresji i trudnych sytuacji. Jestem bardzo ciekawy niedzielnego meczu, musimy odpocząć i szanując przeciwnika zagrać na naszym poziomie, którego w środę nie zademonstrowaliśmy, popełniając zbyt wiele błędów, skwapliwie wykorzystanych przez rywali - stwierdził Marcin Komenda, kapitan lubelskiej drużyny.

Po bardzo ciekawej jak dotąd i stojącej na wysokim poziomie rywalizacji o mistrzostwo Polski po czterech spotkaniach finału play offu (do trzech zwycięstw) jest remis 2-2, a każda drużyna po jednym meczu wygrywała i przegrywała w roli gospodarza. Tym bardziej interesująco zapowiada się decydujący, piąty mecz.

(mic)

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się