Życie po awansie

KOMENTARZ „SPORTU” - Mariusz Rajek

Lepszego scenariusza pod Wawelem nie mogli sobie wymarzyć. Piątkowe derby Krakowa - starcie Wisły z Wieczystą - będą zarazem starciem pierwszej z drugą drużyną w tabeli. A to może oznaczać, że liczba 31813 widzów z października może zostać pobita. Chyba że kibiców wystraszy mróz, bo w Grodzie Kraka ma być wtedy na minusie, i to bardziej minus osiem niż jeden. Wisła jesienią zbudowała kapitał, na którym zamierza zakończyć swój 4-letni rozbrat z ekstraklasą. Trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym finalnie tak się nie stanie, ale punktów zapewne trochę jeszcze potraci. Tak jak w niedzielę w Pruszkowie, gdzie grająca na gościnnych występach Pogoń Grodzisk Mazowiecki kolejny raz pokazała, dlaczego jest tak wysoko i dlaczego należy poważnie brać ją pod uwagę nawet w kontekście bezpośredniego awansu, a już do baraży na pewno. Wiśle po golu Rodado udało się wyrównać, ale… „niesmak pozostał”.

Wieczysta jak na razie „wiosną” jako jedyna ma na koncie komplet zwycięstw. A że robi to dodatkowo w sposób efektowny i przekonujący, fajne widowisko w piątek powinno być gwarantowane bez względu na aurę na zewnątrz. Kazimierzowi Moskalowi zapewne wyjątkowo będzie zależało na wygranej przy Reymonta, a jego piłkarze chyba jako jedyni w tej lidze są w stanie z Wisłą wygrać bez okrzykiwania tego niewiarygodną sensacją. Wygrana z pewnością przybliżyłaby Wieczystą do awansu i realizacji scenariusza wedle którego Kraków miałby w sezonie 2026/27 trzy kluby w ekstraklasie. Takie rzeczy już w naszej lidze się zdarzały, ale na tyle dawno, że nie wiadomo, czy to w ogóle prawda. Wisła jest liderem bezdyskusyjnym, ale i drużyna stworzona przez Wojciecha Kwietnia zaczyna wyrastać na zdecydowany numer dwa, któremu nie bardzo ma kto podskoczyć. Grupa pościgowa jest - przy całym szacunku - zbyt słaba i pomiędzy sobą będzie musiała wyłonić najpierw barażową czwórkę, a potem tego jedynego, który w czerwcu będzie mógł zawołać: Sezamie, otwórz się! O tym, że awans po barażach wcale nie jest gorszy, a nawet lepszy, przekonuje w tym sezonie Wisła, ale ta z Płocka. Nawet jeśli wiosna już nie będzie tak usłana różami dla ekipy Mariusza Misiury jak jesień, to pokazał on w sposób wyrazisty, że w ekstraklasie też jest życie dla beniaminka. I to jakie!

Odblokuj publikację i korzystaj bez ograniczeń

Kupuję

Masz już dostęp? Zaloguj się