Państwo wybaczą
WYMIANA KOSZULEK - cotygodniowy felieton Wojciecha Kuczoka
Parlamentarny język w tym felietonie obowiązywał nie będzie – prymitywne i łajdackie działania nie zasługują na literacki Wersal. Już kiedy próbuję stworzyć profil intelektualny i psychologiczny zatwardziałych wyznawców Trumpa, zasnąć nie mogę, bo moja wyobraźnia nie sięga tak daleko w rewiry zajadłej tępoty. Domyślam się, że wśród kibiców piłki nożnej, zwłaszcza zaś wśród zaciężnego kibolstwa, preferencje polityczne sprowadzają się do tego, by „jebać komuchów”, a zatem wujek Sam zawsze będzie na propsie. Głowię się jednak, czy po tym, jak obecny prezydent USA jednym telefonem do swojego infantylnego podchujaszczego załatwił zawieszenie kary dla Folarina Baloguna, a potem jeszcze bezczelnie się tym chwalił na konferencji prasowej, wciąż są wśród miłośników piłki nożnej fanatycy, którzy takim działaniom przyklasną.
Ten pomarańczowy bęcwał musi być każdego dnia zapewniany przez swoich dworzan o tym, że jego władza nad światem jest bezgraniczna, no i każdego dnia zasługuje na Pokojową Nagrodę Nobla samym faktem, że nie sięga po atomową walizkę, aby wysadzić w powietrze kulę ziemską i tym samym zrównać się kompetencjami z samym Bogiem (skoro wedle jego religii to Bóg świat stworzył, ten, który go ostatecznie zniszczy też dowiedzie boskiej mocy). Oto więc działając wedle swego biznesmenelskiego modus operandi, na rympał, czniając zasady jakiejś tam piłki nożnej, uznał, że nie było żadnego faulu, stopa bośniackiego piłkarza sama się zgięła w kostce na granicy złamania, sędzia, który dał amerykańskiemu napastnikowi czerwoną kartkę się pomylił, w dodatku jego przeszłość jest podejrzana – a kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych coś oznajmia, tak ma być, koniec kropka. Infantino wylizałby każdy rów wskazany przez Trumpa, więc bez najmniejszej konfuzji wymyślił kruczek prawny, uzasadniający dopuszczenie ukaranego zawodnika do gry. I jeśli, powtarzam, nawet wśród najbardziej zMAGAjących się z własnymi ograniczeniami umysłowymi fanów futbolu pozostali tacy, którzy przed meczem gospodarzy z Belgami trzymali za Ameryką, bo podoba im się twarde chamstwo na pohybel regułom, zasadom, i całemu lewackiemu fajno-światu, to obawiam się, że nie ma ta tym świecie leku, który przywróciłby im człowieczeństwo.
Donald Trump uważa, że może wszystko... Fot. PAP/EPA
Trump wespół z Infantino próbowali na oczach całego świata wydymać futbol na dwa baty. Maurizio Pochettino mógł przejść do historii fair play, gdyby po prostu ignorując żałosną pomoc dwóch władczych dziadów nie wystawił Baloguna w składzie. Niestety, Argentyńczyk zhańbił się może najbardziej, bo jako człowiek futbolu, były piłkarz i doświadczony trener, przyklasnął łamaniu elementarnych zasad futbolowych i uznał, że pół godziny, które USA musiało zagrać w dziesiątkę przeciw Bośni jest wystarczającą karą za czerwień. Żyjemy w świecie, gdzie przestrzeganie prawa i reguł zaczyna być postrzegane jako cecha słabeuszy, lada chwila ta planeta za sprawą istot trumpo- i putinopodobnych stanie się królestwem chaosu, w którym działać będzie jedynie prawo dżungli – piłkę nożną kochamy za to, że choć jak każdy sport zespołowy jest w pewnym sensie symulacją wojny, obowiązują w niej żelazne zasady. Nienasycone żądzą władzy i mamony samce postanowiły wtargnąć na terytorium futbolu w czas jego największego święta i splugawić kibicom mundial.
Na szczęście reprezentacja kraju poganiaczy bydła okazała się zbyt kiepska, aby postawić się Belgom, a jordański sędzia najwyraźniej nie odbierał przed meczem telefonów z nieznanych numerów, bo sędziował sprawiedliwie. Po meczu świat obiegły memy, z których moje ulubione to ten z Manneken Pis, ciepłym strumieniem olewający parasol Trumpa, a także kadr z końcówki meczu, gdy do wejścia na murawę przeciw Amerykanom szykowali się zawodnicy z numerami 9 (Lukaku) i 11 (Doku). Sztos - nawet jeśli to był wynik przypadku, a nie czarnego humoru Rudiego Garcii.
Puszka Pandory została jednak otwarta, łysy wespół z pomarańczowym stworzyli niebezpieczny precedens, teraz każda federacja będzie mogła naciskać na FIFA w celu odwieszenia zawodnika, powołując się na szczególne okoliczności. To już nie występek, to zbrodnia przeciw najpopularniejszej dyscyplinie sportowej, zarazem świętokradztwo wobec największej żywej religii świata, za ten wybryk Infantino powinien mieć dożywotni zakaz wstępu na stadiony. Na razie niestety musimy oglądać jego gębę pokazywaną na trybunach wszystkich mundialowych aren, ale w kronikach futbolu będzie to gęba wysoce niesławna, by nie rzec: zakazana.